Armia wilków
Wstrząsająca antropologiczna monografia dywizji Dirlewangera, rzeźnika warszawskiej Woli i Ochoty
Pojmane kobiety najpierw zbiorowo gwałcono. Tym bardziej zajadle i z większą satysfakcją, jeśli były zakonnicami lub pielęgniarkami Czerwonego Krzyża. Potem je zabijano - egzekucja polegała na wprowadzaniu do pochwy granatu trzonkowego, a następnie jego zdetonowaniu. Christian Ingrao uważa, że sprowadzenie tej okrutnej praktyki do sfery perwersyjnej psychopatologii jest błędem. Zdaniem francuskiego historyka należy ten przypadek rozpatrywać w kategoriach chęci ataku na "pierwiastek macierzyński wroga, będący elementem przekazywania filiacji, tożsamości". Wrogiem byli warszawscy powstańcy 1944 roku, którzy stawili zaciekły opór i zadali przeciwnikom gigantyczne straty. Napastnikami żołnierze Dirlewangera, jednej z najstraszniejszych nazistowskich formacji zbrojnych, której szlak bojowy znaczony był trudnymi do wyobrażenia aktami okrucieństwa - także we własnych szeregach.
Ingrao analizuje dzieje na pierwszy rzut oka kuriozalnego komanda wyrzutków, które rozrosło się do dywizji SS i mimo zarzutów o nadużycia i przestępstwa funkcjonowało prawie do kapitulacji Niemiec, przy poklasku jej dygnitarzy. Nie było w tym przypadku - wręcz przeciwnie, z premedytacją na potrzeby walki na zapleczu frontu wschodniego w 1940 roku zmobilizowano przestępców skazanych za naruszenie prawa łowieckiego III Rzeszy. Rekruci byli więc pospolitymi kłusownikami. Ich umiejętności łowieckie miały być przydatne w zwalczaniu partyzantki na bagiennych i leśnych ostępach Białorusi. Nadzór nad jednostką na osobisty rozkaz Hitlera sprawował Himmler. Na czele oddziału stanął nałogowy palacz, pijak wszczynający burdy po alkoholu, słynący z żelaznej ręki, a zarazem bratania się z podwładnymi oraz wielkiej odwagi i brawury, doktor nauk politechnicznych skazany za seks z nieletnią i malwersacje, Oskar Dirlewanger.
Pod dowództwem zakochanego w wojnie nieobliczalnego weterana ekskłusownicy kontynuowali łowiecki etos w odniesieniu do ludzi. Ingrao przekonuje, że dowództwo SS wykazało się daleko idącą wiedzą psychologiczną i antropologiczną i postanowiło wprowadzić w szeregi świetnie zorganizowanej armii element irracjonalny. Chodziło o reanimowanie figury Dzikusa, szalonego, gotowego na wszystko i oddanego sprawie wojownika, którego można użyć do najgorszych zadań. Dzikus był też po drugiej stronie - to partyzant, wróg, zwierzyna łowna, którą należy odstrzelić nawet za cenę spalonej ziemi. Furiaci Dirlewangera polowali na ludzi.
Warszawa była przełomem w dziejach kłusowniczego komanda. Powstanie położyło kres animilizacji wroga - teraz to dirlewangerowcy byli zwierzyną odławianą przez dużo gorzej uzbrojonych, ale lepiej odnajdujących w miejskiej dżungli akowców. Złożona z wyrzutków formacja Dirlewangera nie była wybrykiem, lecz produktem swojej epoki, społeczeństwa, które uwierzyło w oczyszczającą siłę przemocy.
@RY1@i02/2011/156/i02.2011.156.196.026a.001.jpg@RY2@
Niemiecki oddział podczas pacyfikacji Powstania Warszawskiego
Małgorzata Toruńska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu