Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Cena za wolność absolutną

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Georges Simenon w klasycznym już "Paryskim ekspresie" z powodzeniem łączy powieść psychologiczną i kryminał

 "Ogólnie rzecz biorąc, pozostawałem zastępcą szefa z przyzwyczajenia, mężem swojej żony i ojcem swoich dzieci - z przyzwyczajenia, bo nie wiem kto postanowił, że musi być tak, a nie inaczej. A gdybym chciał postanowić inaczej, właśnie ja?". Literatura często zaczyna się od tego rodzaju pytań - podobnie jest w przypadku "Paryskiego ekspresu" Georgesa Simenona. Bohater książki, a zarazem autor listu, którego fragment cytuję powyżej, przez kilkanaście lat żył uregulowanym mieszczańskim życiem - był szanowanym pracownikiem porządnej, holenderskiej formy, godną zaufania głową rodziny. Do dnia, w którym, jakby za sprawą złego zaklęcia, wszystko się zmieniło. A Kees Popinga wstąpił na - bardzo atrakcyjną literacko - drogę samozniszczenia.

"Mając czterdzieści lat, postanowiłem po prostu żyć, jak mi się podoba, nie przejmując się ani zwyczajami, ani normami, ponieważ odkryłem, dość późno, że nikt się nimi nie przejmuje i że dotychczas dawałem się jedynie nabierać" - tłumaczy dalej Popinga. A nowe życie, dla którego impulsem jest bankructwo firmy, w której pracował, zaczyna od morderstwa na kochance swojego szefa, nieobyczajnie prowadzącej się Pameli. W konsekwencji tego czynu Popinga staje się banitą, musi ukrywać się przed wymiarem sprawiedliwości. Simenon prowadzi więc swojego upadłego bohatera przez ciemne zaułki Paryża lat 30. XX wieku, konfrontuje z podejrzanym towarzystwem i coraz ciaśniej zaciska mu na szyi pętlę.

Belg Georges Simenon sławę zawdzięcza kryminałom, ale był także cenionym autorem powieści psychologiczno-obyczajowych. "Paryski ekspres" to jedna z nich, choć nie brak tu kryminalnej atmosfery. Wprawdzie od początku znamy mordercę, ale ciekawi jesteśmy, jak skończy się jego historia. Brak zagadki nie wyklucza więc intrygi, a daje więcej: możliwość wejścia w skomplikowany świat wewnętrzny bohatera, próbę analizy fascynującego zjawiska, jakim jest nagłe, znikąd się biorące szaleństwo przykładnych obywateli. Książka Simenona - dziś już klasyczna - pochodzi z 1938 roku, a przecież jest szczególnie aktualna dziś. Nieodmiennie społeczna, polityczna czy cywilizacyjna presja prowadzi często do zagadkowych załamań psychicznych skutkujących zbrodnią. A Simenon, szczęśliwie, nie jest pisarzem hermetycznym. Jak na twórcę kryminałów przystało, pisze dla szerokiej publiczności - oszczędnym, klarownym językiem, dbając o atrakcyjność fabuły.

Dzięki tym zabiegom opowieść o upadku Keesa Popingi staje się zarazem studium osobliwego przypadku psychologicznego, pytaniem o naturę ludzką, która wiecznie wymyka się ostatecznym ocenom, próbą opisu poddanych presji stosunków między jednostką a społeczeństwem, a także pasjonującą historią kryminalną, od której trudno się oderwać. Nic dziwnego, że Simenon - ten "Balzak bez dłużyzn" - wciąż cieszy się estymą wśród krytyków i spragnionych dobrych książek czytelników.

@RY1@i02/2011/141/i02.2011.141.196.026a.001.jpg@RY2@

@RY1@i02/2011/141/i02.2011.141.196.026a.002.jpg@RY2@

Patrycja Pustkowiak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.