Wkurzyć, oczarować
Przestańcie klaskać, chcę umrzeć nieszczęśliwy - uwodził Morrissey ze sceny podczas poprzedniego koncertu w Warszawie. Teraz zagra u nas dwa razy. Czego można się spodziewać?
Trwający niecałe półtorej godziny koncert w Stodole w 2009 roku był znakomity w zgodnej opinii fanów na forach internetowych. Wypełniły go hity, takie jak "Irish Blood, English Heart", "Ask" czy "Life is a Pigsty". Nie mniejsze przeboje znalazły się w setliście obecnej trasy Morri-ssey’a. Wśród?nich chociażby "Everyday Is Like Sunday" oraz "Meat Is Murder".
O koncertach Morrissey’a bez cienia przesady można powiedzieć, że są nieprzewidywalne. Dwa lata temu w Hamburgu wyrzucił jednego fana z sali, po tym jak ten krzyczał do Mozzera "spier...". Muzyk przerwał występ i znalazł w tłumie pod sceną osobę, która go obraziła, po czym poprosił ją o wyjście z klubu. Inny występ z tego roku w Liverpoolu przerwał po tym, jak został trafiony w głowę plastikowym kubkiem z piwem. Moz jest jednak w pewnym stopniu sam winny takim zachowaniom. Podczas wspomnianego koncertu w Hamburgu bawił się w wymyślanie nazw mieszkańców miasta. Jeden z fanów poczuł się obrażony za określenie "Hamburger". Morrissey prowokował też na niedawnym festiwalu Glastonbury. W połowie koncertu powiedział do widzów: "Postaram się śpiewać najszybciej, jak umiem, wiem, że czekacie na występ U2". Na szczęście zazwyczaj podczas jego koncertów króluje znakomita muzyka, a nie utarczki z widzami. Wykonaniom Moza towarzyszą wizualizacje. Ze zdjęciami aktorów (o tym w tekście poniżej) albo drastycznymi obrazami zabijanych zwierząt przy kawałku "Meat is Murder". To jeden z numerów, których wykonanie na żywo za każdym razem zapada widzom w pamięć. Sala jest wtedy pogrążona w niepokojącym mroku, tylko na muzyków padają krwistoczerwone światła. Numer kończy mocne uderzenie perkusisty w ogromny chiński gong. Idealny przykład, jak Morrissey doskonale potrafi wykreować atmosferę pasującą do tego, co ma do powiedzenia.
Warto też być na jego koncercie z czysto pragmatycznych powodów. Bywa kapryśny, potrafi odwołać koncert z powodu deszczu. Poprzednia europejska trasa została skrócona ze względu na "chore gardło" muzyka. Poza tym rzadko wyjeżdża w długie trasy. Już dwa lata temu zapowiedział, że zamierza koncertować jeszcze tylko przez najbliższe pięć lat.
Na jego polski koncert warto przyjść wcześniej, bo bardzo solidnym supportem będzie angielski indierockowy zespół The Heartbreaks.
@RY1@i02/2011/141/i02.2011.141.196.024a.001.jpg@RY2@
Morrissey na scenie, a w tle na zdjęciu jego idol Richard Burton
Wojciech Przylipiak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu