Dzikość serca
Każdy film Spike’a Jonzego to przygoda. Tym razem ekscentryczny reżyser eksploruje niewyczerpany świat chłopięcej fantazji. Premiera "Gdzie mieszkają dzikie stwory" na kanale Cinemax
Ekranizacja klasycznej (u nas niestety niewydanej) książeczki Maurice’a Sendaka od pierwszych chwil urzeka atmosferą. Otwierająca film sekwencja, w której główny bohater Max (Max Records) przebrany w pluszowy kostium wilka z wielkim wrzaskiem gania po domu z psem i tarza się z nim po podłodze, wprowadza nas w świat, w którym najwyższym prawem jest nieskrępowana zabawa. Max jest dzieckiem obdarzonym dużą wyobraźnią, ale też upartym i nadpobudliwym, skłonnym w ataku szału zniszczyć np. pokój swojej siostry. Gdy miarka się przebiera i nawet jego tolerancyjna mama (Catherine Keener) traci cierpliwość, Max znów w swoim wilczym kostiumie wybiega z domu w mrok i po wyczerpującej wędrówce trafia do krainy zamieszkanej przez groźne wielkie stwory. Monstra wyglądają jak groteskowe hybrydy kilku różnych zwierzaków, ale przed śmiesznością bronią je wystające z paszczy wielkie zębiska. Max, któremu nieobca jest sztuka zmyślania, przedstawia się im jako potężny wódz wikingów, więc potwory obwołują go swoim królem. "Niech zacznie się dziki wrzask" - deklaruje nowy władca, co niezwykle przypada do gustu poddanym. Także Max dobrze odnajduje się w towarzystwie niespokojnego Carla (James Gandolfini), skłonnej do wywoływania burd Judith (Catherine O’Hara) oraz pozostałych neurotycznych, kłótliwych, dziwacznych, nieco przerażających stworów. Życie wśród nich dostarcza wiele zabawy, ale uczy też, czym są smutek, samotność i tęsknota. Tajemnicza K. W. (Lauren Ambrose), ukochana Carla i nieformalna przywódczyni grupy, zaprowadzi Maksa w rejony, w których nie spodziewał się znaleźć.
Spike Jonze nie schlebia bajkowej estetyce - jego film nakręcony jest w naturalistycznej manierze. Kamera podąża tropem chłopca jak ruchliwe zwierzątko, co daje efekt paradokumentalnego autentyzmu i sprawia, że czujemy się uczestnikami tej przygody. Aktorzy, także ci użyczający głosów stworom, nie deklamują swoich kwestii z disnejowską przesadą - naturalne dialogi są jednym z wielu uroków tego filmu. Zwłaszcza młodzieńcza energia uosabiającego anarchistyczne pragnienie wolności Maksa Recordsa sprawia, że "Gdzie mieszkają dzikie stwory" ogląda się nie jak baśń dla dzieci, ale niezależny film obyczajowy dla dojrzałej, przynajmniej z nazwy, publiczności.
Nie znaczy to jednak, że "Gdzie mieszkają dzikie stwory" nie jest filmem dla dzieci. Wręcz przeciwnie, to one będą mieć największą, choć może podszytą odrobiną lęku frajdę. Spike Jonze doskonale rozumie, jak funkcjonuje dziecięca wyobraźnia, a jego film to prawdziwa chłopięca przygoda - pełna biegania i wrzasku. Że nie stracił kontaktu ze swoim wewnętrznym chłopcem, możemy się przekonać, oglądając przezabawne dodatki z planu: Jonze i jego ekipa bawią się jak dzieci. Na szczęście są też profesjonalistami, więc nie poprzestali na wygłupach, tworząc głęboko mądry film dla małych i dużych dzieci.
@RY1@i02/2011/131/i02.2011.131.196.004a.001.jpg@RY2@
Katarzyna Nowakowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu