Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Ostatni lot

Ten tekst przeczytasz w 1 minutę

Na początku lat 30. nad Saharą rozbił się brytyjski lotnik Bill Lancaster. Zmumifikowane ciało pilota odnaleziono dopiero po prawie trzydziestu latach. "Niebo nad Saharą" jest fikcyjnym zapisem poszukiwań Lancastera przez jego ukochaną Marie. Filmowi Karima Dridiego brakuje i prawdziwej, romantycznej pasji, i przygodowego zacięcia. Mimo znakomitych zdjęć Antoinea Monoda to kino bezbarwne, wtórne.

Historia miłosna ma u Dridiego dwa wymiary, bowiem kobieta w trakcie wyprawy poznaje porucznika Antoinea Chauveta, przystojnego oficera, którego spośród stacjonujących w Afryce żołnierzy francuskich wyróżnia wręcz staroświecka szlachetność. A więc Marie rozdarta jest pomiędzy gasnącym w pustynnych piaskach uczuciem do zaginionego Billa a rodzącą się namiętnością. Mordercza piesza wyprawa przez Saharę, na końcu której czekać ma, choć okupiona bólem straty, miłość, przywołuje echa "Pod osłoną nieba" czy "Angielskiego pacjenta". Jednak nie ma siły oddziaływania żadnego z tych filmów.

Dridi wplata do "Nieba nad Saharą" wątek polityczny - cała intryga ukazana jest na tle konfliktu między Francuzami a berberyjskim ludem Tuaregów. Ale i ta otoczka nie nadaje filmowi szczerości. Historia wydaje się oderwana od rzeczywistości, bohaterowie są niemal baśniowymi typami, a rozgrzana słońcem pustynia jedynie pocztówkowym widoczkiem.

Bartosz Czartoryski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.