Prawda na sali
Sprzedane walki, zamieszki wokół ringu, śmierć po nokaucie - z tym może się kojarzyć współczesny boks. Dla wielu ludzi jest jednak zdrową pasją. Pokazuje to dokument "Boks, jasne zasady".
W klubie Lord’s Gym w Austin nie spotkasz dziewczyn w makijażu ani chłopaków szukających bójki. Zobaczysz za to ciężko pracujących dziadków, spocone dzieciaki i trenującą młodzież. Tak o swoim klubie pisze na stronie internetowej były zawodowy bokser Richard Lord.
W klubie u Lorda panuje jedna zasada - wszyscy są równi. Ćwiczą tu imigranci, profesjonalni bokserzy, matki przychodzące z niemowlakami, emeryci, prawnicy i biedne dzieciaki z sąsiedztwa. Sala jest już bardzo wysłużona. Pompki robi się na drewnianej sklejce, nogi ćwiczy na oponie, a ring do sparingów skrzypi, jakby miał się za moment rozpaść. Bywalcy klubu Richarda Lorda nie przygotowują się jednak do walk. Jak podczas rozmów z rodzicami kilkuletniego chłopca wyjaśnia Lord: w klubie dzieciak nie będzie się bił, tylko ćwiczył. Zajęcia obok właściciela prowadzą wyszkoleni trenerzy. Nie pokazują, jak utrzymać smukłą figurę, ale wpajają wiarę w siebie, konsekwencję i sumienność. Cechy, których wielu młodych bywalców uczy się dopiero tam.
Wiseman poświęcił w swoim filmie czas wielu bohaterom, dzięki czemu nie czujemy, że ktoś jest tu ważniejszy, lepszy. Nikt się z nikogo nie śmieje, nie traktuje inaczej, raczej pomaga, wyjaśnia. Siłą dokumentu jest to, że autor nie ocenia swoich bohaterów. Komentarz zostawia widzom. "Boks, jasne zasady" szybko przestaje się oglądać jak dokument o początkujących bokserach, a traktuje jak przypowieść o ludziach z pasją traktujących sport według zdrowych zasad. Zupełnie inaczej niż zwykle bywa na prawdziwym ringu.
Wojciech Przylipiak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu