Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Różne odcienie obcości

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

"Imigracje" - nowelistyczny zbiór Kai Malanowskiej - to dobrze napisana psychologiczna podróż przez intymne światy rozmaitych outsiderów

Kaja Malanowska zadebiutowała w zeszłym roku "Drobnymi szaleństwami życia codziennego" - dobrze przyjętą książką, która była zapisem depresyjnych zmagań bohaterki. Po udanym debiucie pisarz często wyciąga z szuflady teksty znacznie odbiegające jakościowo od mocnego wejścia. Tym przyjemniejsze zaskoczenie, że nie jest to przypadek Malanowskiej. "Imigracje" bowiem dzielnie bronią honoru pierwszej książki.

Rzecz składa się z dwóch części - w pierwszej zawarte są "historie, które się wydarzyły", a więc te z silnym tłem autobiograficznym, sytuujące się gdzieś między reportażem, impresją a wspomnieniem. Przeczytamy historię znajomości narratorki z transwestytą ("Butterfly"), opowieść o fascynacji amerykańską znajomą ("Emily") czy najlepszą chyba w tej selekcji wzruszającą relację z pobytu córki i ojca w Stambule ("Poza słowami"). Druga część to domena fikcji - "Historie, które wydarzyć się mogły". Znajdziemy tu opowieści o rozpadających się związkach, kobietach osuwających się w szaleństwo, samotnikach.

Malanowska okazuje się pisarką wyspecjalizowaną w detalach trudnych stanów ducha, portrecistką wyobcowania i depresji. Wszyscy jej bohaterowie są na swój sposób outsiderami - czy to ze względu na niesprecyzowaną tożsamość seksualną, czy to dlatego, że przebywają w obcym państwie, w odległej kulturze. W skrajnych przypadkach do tego stanu wiedzie po prostu niezrozumienie ze strony bliskich, fundujące najgorszy chyba rodzaj samotności.

Oczywiście są tu teksty lepsze i gorsze, ale całość robi sensowne wrażenie z kilku względów. Po pierwsze cieszy, że Malanowska nie stara się nikogo naśladować - mało we współczesnej literaturze polskiej powagi, która nie łączyłaby się z patosem, a także prób oddania nie zawsze przyjaznej rzeczywistości na serio, bez posiłkowania się modną ironią. Autorka "Imigracji" to potrafi. Zamiast drwić ze swoich pokręconych bohaterów, spogląda na nich uważnym wzrokiem, oddając liczne subtelności ich psychiki. Zważywszy na celność spojrzenia autorki, wiarygodność psychologiczną ludzkich portretów i precyzję opisu, dałoby się nawet wysnuć podejrzenie, że jej pisaniu patronują rosyjscy mistrzowie pióra.

Zdarza się "Imigracjom" trafiać na mielizny - można do nich zaliczyć choćby tekst otwierający zbiór, "Butterfly", który zdaje się - w ramach poruszania modnych współcześnie tematów - przeprowadzoną nieco na siłę próbą obrony seksualnej inności. Czasem te kawałki pozostawiają pewien niedosyt. Ale najczęściej autorka wychodzi z tych prozatorskich prób zwycięsko.

@RY1@i02/2011/121/i02.2011.121.196.022a.001.jpg@RY2@

@RY1@i02/2011/121/i02.2011.121.196.022a.002.jpg@RY2@

Patrycja Pustkowiak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.