Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Polak Żyd dwa bratanki

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Nigdy wcześniej na weneckim biennale sztuki Polski nie reprezentował twórca z zagranicy. I nigdy wcześniej nasz pawilon nie był przedmiotem debaty publicznej - w Polsce i w Izraelu

Kilka godzin po inauguracji 54. biennale sztuki polskie serwisy internetowe zachłysnęły się doniesieniami z Wenecji. Na czołówkach pojawiły się informacje, że w mieście świętego Marka wydarzył się skandal, jakiego wcześniej nie było: szefowa izraelskiego resortu kultury zbojkotowała polski pawilon na prestiżowej imprezie. Minister Limor Liwnat z rządzącej partii Likud miała skrytykować instalację reprezentującej nasz kraj artystki Yael Bartany. Poszło ponoć o pierwszą część nakręconego przez nią filmu, którego clou stanowi apel o powrót do Polski 3 milionów Żydów. Pikanterii sprawie dodawał fakt, że Bartana jest Izraelką, a w swojej ojczyźnie uchodzi za antysyjonistkę i wroga państwa żydowskiego. Niedługo potem przyszło dementi: okazało się, że madame Liwnat zwiedziła naszą ekspozycję i nie oprotestowała pracy 41-letniej rodaczki. Podobno kaczkę dziennikarską wypuściło w świat radio wojskowe Galej Cahal.

Jeśli to prawda, to chwała zapobiegliwym żurnalistom izraelskich sił zbrojnych, bo nie tylko zrobili darmowe publicity niszowej akcji artystycznej, ale bezbłędnie wpisali się w projekt.

Wystawa "...i zadziwi się Europa" to nakręcona w Polsce trzyczęściowa instalacja wideo. W "Marach koszmarach" (2007) - pierwszej odsłonie trylogii (tej rzekomo oprotestowanej przez minister Liwnat) młody aktywista, grany przez lidera nowej polskiej lewicy, założyciela i redaktora naczelnego "Krytyki Politycznej" Sławomira Sierakowskiego, wygłasza przemówienie do pustych trybun na Stadionie Dziesięciolecia. W płomiennej mowie napisanej wraz z Kingą Dunin wzywa trzy miliony Żydów (mniej więcej tylu obywateli polskich żydowskiego pochodzenia zginęło w czasie Holocaustu) do powrotu na ziemie przodków.

"Potrzebujemy was! (...) Kiedy was zabrakło, cieszyliśmy się skrycie. Powtarzaliśmy: nareszcie jesteśmy sami we własnym domu. Polski Polak w Polsce, któremu nareszcie nikt nie przeszkadza. A ponieważ ciągle nie byliśmy szczęśliwi, czasem udawało nam się znaleźć jeszcze jakiegoś Żyda i wyprosić go z naszego kraju. Nawet jak już było wiadomo, że nikogo z was nie ma, ciągle byli tacy, którzy was wyrzucali i wyrzucali. I co? Dziś ze znudzeniem patrzymy na nasze podobne do siebie twarze. Na ulicach wielkich miast wypatrujemy obcych i wsłuchujemy się w ich mowę. Tak, dziś już wiemy, że nie możemy żyć sami. Potrzebujemy innego, a nie ma innego bliższego nam niż wy! Przybywajcie! Ci sami, lecz odmienieni. Zamieszkajmy razem. I bądźmy inni, ale niech jeden na drugiego ręki nie podnosi".

Cykl Bartany odwołuje się do estetyki filmów propagandowych - syjonistycznych, propagujących model nowego Żyda, wysportowanego, pięknego fizycznie - a także kina kręconego przez nazistów. Widać to zwłaszcza w drugiej części, "Mur i wieża" (2009), kiedy artystka filmuje młodych ludzi budujących kibuc. Sylwetki pionierów, portretowanych od dołu sprawiają monumentalne wrażenie - haluce prężą umięśnione i opalone ciała, mają pogodne, szczęśliwe twarze. Scenom towarzyszy podniosła muzyka, która zagrzewa do pracy i wysiłku o lepsze jutro. "Przywołuję przeszłość, czas socjalistycznej utopii, młodości i optymizmu; czas, kiedy naprawdę próbowano zrealizować modernistyczny ideał budowy nowego świata" - mówi Yael Bartana.

To także dialog z tradycją. Na potrzeby filmu atrapę kibucu wzniesiono na skwerze koło pomnika Bohaterów Getta, w miejscu, gdzie niedługo potem rozpoczęła się budowa Muzeum Żydów Polskich. Niewielu warszawiaków wie, że kibucnicy byli nieodłącznym elementem pejzażu stolicy. Na Grochowie, wówczas dalekim przedmieściu, eksperymentalna żydowska ferma rolnicza działała jeszcze na początku okupacji. W międzywojniu był to także ośrodek kina jidysz - to tu swoje filmy kręcił Józef Green. Dziś znajduje się tam peerelowskie blokowisko Ostrobramska.

Głównym tematem tryptyku Yael Bartany jest działalność Ruchu Odrodzenia Żydowskiego nawołującego do reemigracji z Izraela. Godłem organizacji jest kolaż - gwiazda Dawida wpisana w sylwetkę Orła Białego. W "Zamachu" (2011), finałowej części cyklu, wizjonerski projekt staje pod znakiem zapytania - przywódca ginie. Nie widzimy sceny zabójstwa, nie wiemy, kto go zamordował. Śmierć nabiera rangi uniwersalnego symbolu, aktywista zmarł tak jak prezydent Gabriel Narutowicz i premier Icchak Rabin. Odwołując się do wspólnych, także dramatycznych doświadczeń, Bartana usiłuje stworzyć sytuację, która stanie się zarzewiem dyskusji o izraelskiej i polskiej tożsamości. Histeryczna reakcja mediów z obu krajów na niepotwierdzoną plotkę pokazuje, jak bardzo ta debata jest potrzebna. Izraelska artystka mówi, że używa sztuki, żeby sprowokować historię i napisać jej nowy rozdział.

Robi to przewrotnie. W Izraelu "Mary koszmary" odebrano jako prośbę Polaków o przebaczenie i wezwanie do powrotu Żydów nad Wisłę. Dla niej praca nad filmem była rozprawą z jej intymną traumą, poczuciem winy wobec Palestyńczyków.

Ale projekt Yael Bartany nie jest tylko eksperymentalną formą psychoterapii polsko-żydowskiej, w której na światło dzienne wyciąga się najciemniejsze upiory przeszłości oraz współczesne fobie i uprzedzenia. To esej wideo dotykający problemu integracji kulturalnej, z którym współczesny świat ciągle nie potrafi sobie poradzić. "To mechanizmy i sytuacje, które można zaobserwować na całym świecie. Moje ostatnie prace nie są tylko opowieścią o dwóch nacjach - Polakach i Żydach. To uniwersalny obraz niemożności życia razem" - dodaje Bartana.

Alternatywna wersja historii i futurystyczna wizja Bartany pozornie są utopią. Artystka ma świadomość, że projekt powrotu jest nierealny, ale nie o realizm w skali jeden do jednego tu chodzi. Konfrontując Polaków i Żydów z fantazmatem nowego exodusu, usiłuje skłonić do refleksji nad współczesnym pojmowaniem polskości i żydowskości. Nie stosuje przy tym żadnej taryfy ulgowej - nie przemilcza w tryptyku zarówno antysemityzmu, jak i szowinistycznego syjonizmu. Wzniesiony przez nią w Warszawie kibuc, wzorowany na podobnych obiektach budowanych w latach 20. i 30. XX wieku w Palestynie, przypomina strzeżone i ufortyfikowane osiedle na Zachodnim Brzegu Jordanu albo w Strefie Gazy. Metafora Izraela jako nowoczesnego getta żydowskiego nie spodobała się w Izraelu. Kontrowersje wzbudził już sam wybór Bartany na reprezentantkę Polski na biennale. Artystka otrzymywała e-maile, których autorzy ostrzegali, że podróż do Polski skończy się dla niej śmiercią w komorze gazowej. Z kolei przez polskie fora internetowe i łamy części prawicowych publikatorów przetoczyła się fala krytyki miażdżącej jurorów za to, że pozwolili Żydówce reprezentować ojczyznę. Teraz zapewne debata znów przybierze na sile. Yael Bartana miała rację - Ruch Odrodzenia Żydowskiego jest potrzebny. Także po to, żeby go atakować.

@RY1@i02/2011/112/i02.2011.112.196.0040.001.jpg@RY2@

@RY1@i02/2011/112/i02.2011.112.196.0040.002.jpg@RY2@

@RY1@i02/2011/112/i02.2011.112.196.0040.003.jpg@RY2@

@RY1@i02/2011/112/i02.2011.112.196.0040.004.jpg@RY2@

Cezary Polak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.