Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Urzędasy

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

W brawurowej komedii "Nic do oclenia" Dany Boon uczy Francuzów i Belgów dystansu do samych siebie. Skutecznie

Po gigantycznym sukcesie "Jeszcze dalej niż Północ" Dany Boon poszedł za ciosem i nakręcił kolejny film, oparty na bardzo podobnym pomyśle: oto nagła zmiana sytuacji zmusza dwóch antagonistów do współdziałania. Żeby było ono w ogóle możliwe, muszą spróbować pokonać wpływające negatywnie na ich relacje absurdalne uprzedzenia. Tym razem jednak linia podziału przebiega nie między północną Francją i pozostałą częścią kraju, lecz pomiędzy dwoma państwami.

Otwarcie granic krajów Unii Europejskiej na początku lat 90. ucieszyło wszystkich - poza celnikami. Większość jednak szybko znalazła pocieszenie na ciepłych, urzędniczych posadkach. Główny bohater "Nic do oclenia", Ruben (Benoit Poelvoorde), belgijski celnik, pracujący na granicy z Francją, nie musi martwić się o utratę stanowiska. Jego rozpacz budzi zupełnie co innego: to, że od tej pory przeklęte żabojady będą mogły niemal bez przeszkód przejeżdżać przez uświęconą krwią belgijskich patriotów granicę.

Ksenofobia Rubena jest - nomen omen - bezgraniczna. Wszystko, co francuskie, jest złe; południowi sąsiedzi śmierdzą, kradną i ubliżają niewinnym Belgom. Likwidacja granic sprawia, że od tego momentu celnicy obu krajów muszą pracować razem w tzw. brygadach mobilnych. Ruben i jego największy wróg Mathias (w tej roli Dany Boon) dostają do dyspozycji zdezelowane auto i rewolucyjny jak na tamte czasy gadżet, czyli telefon komórkowy. Tak wyposażeni ruszają w pościg za przemytnikami. Sytuację dodatkowo komplikuje to, że Mathias zakochany jest w siostrze Rubena.

Dany Boon pokazuje obsesję Belga z wyczuciem. Klimat jest lekko absurdalny, gogolowski, ale ma też w sobie to, za co widzowie tak bardzo pokochali filmy Francuza: charakterystyczne ciepełko. Być może jego źródłem jest samo miejsce akcji, przytulna prowincja, na której nic naprawdę złego nie ma prawa się wydarzyć. Wydaje mi się jednak, że w większym stopniu ma na nie wpływ silna wiara reżysera w moc ludzkich relacji: przyjaźni, miłości, współpracy. W "Nic do oclenia", podobnie jak w "Jeszcze dalej niż Północ", są one równie ważne jak humor. A może nawet ważniejsze?

@RY1@i02/2011/112/i02.2011.112.196.028a.001.jpg@RY2@

Anna Kiedrzynek

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.