Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

My przeciwko światu

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Zanim Michael Connelly został pisarzem, przez wiele lat pracował jako dziennikarz. W "Strachu na wróble" dobrze to widać

Jack McEvoy (znany m.in. z powieści "Poeta"), reporter kryminalny "Los Angeles Times", niemal z dnia na dzień traci posadę. Postanawia więc sprawić, że redakcja pożałuje jego zwolnienia i na zakończenie pracy napisać tekst godny Pulitzera. Zaczyna badać sprawę młodocianego dilera oskarżonego o brutalne zabójstwo. Szybko przekonuje się o jego niewinności, ale jednocześnie wpada na trop znacznie poważniejszej afery: znajduje dowody na działanie seryjnego mordercy kobiet, którego do tej pory nie namierzyła policja. Ale im głębiej wnika w szczegóły, tym bardziej ktoś zaczyna mu przeszkadzać. Zbrodniarz kradnie tożsamość McEvoya, potem próbuje wrobić go w zabójstwo młodej dziennikarki, wreszcie zastawia na reportera pułapkę. Osaczony Jack musi zwrócić się o pomoc do FBI, ale jedyną osobą, której może zaufać, jest jego dawna kochanka, agentka Rachel Walling.

"Strach na wróble", podobnie jak większość powieści Connellyego, jest właściwie gotowym scenariuszem: akcja zwalnia rzadko, wyraziści bohaterowie przerzucają się ciętymi ripostami, finał - nawet celowo łatwy do przewidzenia, jak w tym przypadku - i tak będzie trzymał w napięciu. Ale Connelly zdecydowanie wyrasta ponad rzesze amerykańskich literackich rzemieślników. I to nie tylko dlatego, że jest jednym z ulubionych autorów Billa Clintona (w latach 90. to zdjęcie ówczesnego prezydenta wychodzącego z księgarni z powieścią "Betonowa blondynka" w ręku zapewniło pisarzowi gigantyczny rozgłos).

Connelly stworzył w swoich powieściach własne małe uniwersum. W niemal wszystkich książkach pojawiają się ci sami bohaterowie, czasem jako postacie drugo- lub trzecioplanowe. W "Strachu na wróble" protagonista większości dzieł Connellyego, detektyw Harry Bosch, zostaje zaledwie wspomniany - i to bez wymienienia nazwiska - jako były chłopak agentki Walling. Ale najważniejszym bohaterem twórczości amerykańskiego pisarza jest Los Angeles: rozświetlone i mroczne, wspaniałe i niebezpieczne. Od kapiących złotem rezydencji Beverly Hills po opanowane przez gangi przedmieścia, od bogatych willi hollywoodzkich gwiazd po zapuszczone blokowiska. Wymarzona sceneria wszelkiego rodzaju zbrodni. Connelly zresztą doskonale wie, o czym pisze. Przez wiele lat pracował jako reporter kryminalny, poznał więc mroczne sekrety Miasta Aniołów od podszewki. I choć prasową karierę porzucił już dawno temu, w jego prozie pozostało to, co najlepsze z solidnej dziennikarskiej roboty: bystrość obserwacji świata, umiejętne łączenie faktów, wiarygodność opisywanej rzeczywistości, swobodna narracja. W "Strachu na wróble" Connelly doprawia to jednak nutką goryczy - czas reporterów takich jak Jack McEvoy dobiega końca, prasę drukowaną wypiera internet, w którym szybkość reakcji jest ważniejsza od rzetelności przekazywanych informacji. "Nie ma wrażenia »my przeciwko światu«. To cechy redakcji, których z pewnością zawsze będzie mi brakować" - mówi Connelly ustami McEvoya. I nawet jeśli w "Strachu na wróble" racja leży po stronie dziennikarza starej daty, nie ma w tym nadziei na przyszłość, a raczej podszyte nostalgią memento dla czasów, które mijają bezpowrotnie.

@RY1@i02/2011/112/i02.2011.112.196.036a.001.jpg@RY2@

@RY1@i02/2011/112/i02.2011.112.196.036a.002.jpg@RY2@

Jakub Demiańczuk

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.