Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

W tej rodzinie wszyscy są bezdomni

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

"Moskitiera" Agusti Vili, nagrodzona m.in. na ubiegłorocznym festiwalu w Karlovych Varach, to przeciętna czarna komedia z pretensjami do moralitetu

W filmie Agusti Vili obecne są typy doskonale znane z klasycznego obyczajowego kina: postać ojca wkraczającego w smugę cienia, zneurotyzowana matka czy znoszący do domu bezdomne zwierzęta syn zmagający się z problemami okresu dojrzewania. Naturalnie pojawia się dyżurne przesłanie o kruchości związków międzyludzkich i nieumiejętności wyrażania uczuć. Wszystko zaś w konwencji niezobowiązującej satyry, żeby - broń Boże! - nikt nie poczuł się dotknięty lub zraniony.

Grzechy dziadków odbijają się na problemach rodziców i dzieci. Każdy jest siebie wart. Senior rodu w "Moskitierze" nie przestaje myśleć o samobójstwie; pogrążona w apatii, cierpiąca na alzheimera, ograniczająca egzystencję do wegetacji babcia (niema rola Geraldine Chaplin - niegdysiejszej aktorskiej muzy Carlosa Saury) wymownie milczy; matka piętnastoletniego Luisa romansuje z jego kolegą; Raquel tresuje córkę na własne podobieństwo; chłopiec tresuje bezpańskie psy. Dysfunkcja obejmuje zwierzęta i ludzi, relacje między bohaterami są rozpięte pomiędzy krzykiem pretensji, rozżaleniem a depresją. W tej rodzinie wszyscy wydają się bezdomni. Jak psy. Wzajemnym szczekaniem bezskutecznie usiłują złagodzić ból istnienia.

Życie toczy się obok nich, jest przestrzenią zarezerwowaną jedynie dla egocentryków nieszukających pocieszenia w familijnej konfesji. Niemniej każdy z bohaterów wydaje się zanurzony w liczbę mnogą. Kiedy ojciec rodu będzie próbował popełnić samobójstwo, jego autystyczna żona mimowolnie ułoży się obok niego. Jeżeli umierać, to wspólnie. "Moskitiera" jest zatem przypowieścią o chaosie dominującym w relacjach międzyludzkich. Pokazuje egocentryków tęskniących za dotykiem, czułością, caritas.

Szkoda, że film Vili przedstawia tę interesującą tezę w stereotypowym stylu. Na przykład: chłopiec bezrefleksyjnie znosi do domu psy, ale nie zastanawia się, co stanie się z nimi za kilka lat, działa jednak podobnie jak jego rodzice, którzy prowadząc egoistyczne życie, nie czują się odpowiedzialni za okaleczenie psychiki dziecka. W "Moskitierze" chodzi bowiem o proste zestawienia, wyświechtane frazesy z podręcznika psychologii w wydaniu elementarnym. Na przykładzie filmu Vili widać degenerację kina hiszpańskiego w do niedawna kluczowym dla tej kinematografii wątku deformacji rodzinnych i politycznych. Kilkadziesiąt lat temu hiszpańscy twórcy, z Carlosem Saurą na czele, zestawiali ponure, pełne niedopowiedzeń relacje rodzinne z sytuacją społeczną w kraju. Ale generał Franco, negatywny bohater tamtych historii, od dawna nie żyje, a Pedro Almodóvar, przy wszystkich zaletach jego kina, zamienił brutalne relacje pomiędzy rodzicami i dziećmi w perwersyjną soap operę. Dzisiaj hiszpańskie kino społeczne, jeżeli w ogóle istnieje, jest doskonale przezroczyste, zatraciło cechy wyjątkowości. W kinie Carlosa Saury, Imanola Ariasa, Luisa Bunuela czy nawet Fernando Arrabala tragikomiczna konwencja kryła latynoską bezkompromisowość ocen. Wychodząca z podobnego punktu wyjścia "Moskitiera" to jedynie uniwersalna, filmowa konfekcja zaadresowana dla konfekcyjnej widowni.

@RY1@i02/2011/107/i02.2011.107.196.026a.001.jpg@RY2@

Łukasz Maciejewski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.