Sasnal - bip! Uklański - bip!
Czy na sprzedaży współczesnych obrazów można zarobić tyle pieniędzy, żeby kupić XVIII-wieczny pałac? Tak. Czy to oznacza, że sprzedane obrazy to świetne malarstwo? Niekoniecznie. "Supermarket sztuki" to niezwykła opowieść o najbardziej ezoterycznym z rynków.
- Malarstwo musi dużo kosztować. Musi was boleć, bo inaczej okaże się, że to nic niewarte - mówi Gerd Harry Lybke na wernisażu wystawy. - Dokładnie, dokładnie - ekscytuje się stojąca obok marszanda kobieta w perłowym naszyjniku. Kolorowy tłum patrzy na przestrzenne płótna Davida Schnella, ale show kradnie rzutny i elokwentny właściciel galerii. Reżyser Zoran Solomun zaczyna swoją opowieść o rynku sztuki od przekłucia bańki z iluzją, że w sprzedaży dzieł chodzi o to, co większość osób łączy ze sztuką: piękno, umiejętności warsztatowe, przesłanie. Wypuszczanie prac na rynek sztuki przypomina mieszanie w kotle, w którym pyrkocze niezidentyfikowana mieszanka składników. Może z niej wyjść hitowy produkt, może również niezły bigos. I nikt do końca nie jest w stanie przewidzieć rezultatów. Czyli, co sprzeda się i za ile, co zostanie przyjęte na targi sztuki, co odróżni ofertę jednej galerii od drugiej.
"Supermarket sztuki" to opowieść o kilku topowych marszandach z Nowego Jorku, europejskich metropolii i Szanghaju. Kamera towarzyszy im w codziennych czynnościach - spotkaniach z artystami, podróżach, ale też wypisywaniu czeków i chwilach frustracji i zwątpienia w rynek sztuki. - Po co zajmować się sztuką, kiedy można zamieszkać w domku na drzewie i wreszcie mieć spokój - mówi Leo Koenig z Nowego Jorku, a my przez moment czujemy, że może ten antypatyczny człowiek w szaliku Burberry też miewa pod górkę.
Solomunowi udała się rzecz niebywała - pokazanie, że rynek sztuki opiera się na wiecznym niespełnieniu i paradoksach. Sztuka, żeby dobrze się sprzedawała, musi mieć niekomercyjny charakter, na targi najlepiej jeździć od niechcenia, a ceny z kosmosu recytować bez wahania. I choć rzeczywistość, którą opisuje, zweryfikował kryzys i spadek cen, i tak przecieramy oczy ze zdumienia.
@RY1@i02/2011/102/i02.2011.102.196.005b.001.jpg@RY2@
Anna Theiss
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu