Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Pulicaj ze Lwowa

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Lektura nowych powieści Marka Krajewskiego zaczyna przypominać wizytę u dobrych znajomych - sporo emocji, ale mało zaskoczeń

Dla kryminału przewidywalność może być zabójcza. Na szczęście jeszcze nie tym razem. Narracyjny talent pisarza i jego dbałość o detale ratują kulejącą i zbyt oczywistą fabułę "Liczb Charona".

"Krew, ostrze, ruina, wróg, koniec, śmierć - dla syna jutrzenki nie są piętnem i nie są złem" - głosi zapisana hebrajskim alfabetem notka, którą przy zwłokach brutalnie zamordowanej starej wróżki zostawił jej zabójca. Wkrótce potem podobny list zostaje odnaleziony przy ciele uduszonej prostytutki. Lwowska policja jest bezradna, a że jej najlepszy śledczy, komisarz Edward Popielski, dwa lata wcześniej wyleciał z roboty za niesubordynację, nie w głowie mu ściganie psychopaty po mrocznych zaułkach. Zamiast tego najpierw ponosi bolesną porażkę jako wykładowca, a potem - już w roli prywatnego detektywa - przyjmuje zlecenie dawnej uczennicy, panny Renaty, która zamartwia się zaginięciem matki swojego pracodawcy, hrabiego Bekierskiego, zagorzałego antysemity i nacjonalistycznego polityka z wielkimi ambicjami. Szybko przekona się, że obie sprawy się ze sobą w zadziwiający sposób łączą, ale ich rozwiązanie nie będzie ani proste, ani tym bardziej bezpieczne - za to może być dla Popielskiego najprostszą drogą do powrotu w szeregi policji.

To dopiero trzecia powieść o Popielskim, a w gruncie rzeczy wiemy o nim wszystko - to chyba największy grzech lwowskiego cyklu książek Krajewskiego. Jego główny bohater jest niezmienny niczym matematyczne stałe - i nawet niespodziewana, sztubacka (wszak nieprzystająca dżentelmenowi po czterdziestce) namiętność, jaką były komisarz zapała do panny Renaty, niewiele wnosi do jego charakterystyki. Ot, kolejny genialny śledczy o chłodnym umyśle, ze skłonnością do dziwek, alkoholu i sutego jedzenia, mentalny bliźniak bohatera powieści o Breslau, Eberharda Mocka.

Powieściom Krajewskiego można zarzucić sporo: powtarzalność pomysłów, skłonność do turpizmu (w "Liczbach Charona" nieco wszak ograniczoną), graniczące z mizoginią przedmiotowe traktowanie kobiet, erudycyjne - w tym przypadku matematyczno-kabalistyczne - efekciarstwo. Ale też nie sposób nie zauważyć, że Krajewski cały czas potrafi przykuć uwagę, że wciąż pisze ze swadą i z lekkością, która pozwala mu ukryć fabularne mankamenty. I zdecydowanie na korzyść wrocławskiego pisarza działa to, że nie ma na polskim rynku konkurencji. Z całej fali kryminałów retro, której impet dała wydana 12 lat temu "Śmierć w Breslau", z jego książkami w szranki może stawać jedynie cykl o komisarzu Maciejewskim Marcina Wrońskiego. Całą resztę Krajewski wyprzedza niemal bez wysiłku, ale też coraz bardziej mechanicznie. Komisarzowi Popielskiemu zdecydowanie potrzebna jest jakaś odmiana - w przeciwnym razie jego los szybko stanie się czytelnikom obojętny.

@RY1@i02/2011/102/i02.2011.102.196.036b.001.jpg@RY2@

@RY1@i02/2011/102/i02.2011.102.196.036b.002.jpg@RY2@

Jakub Demiańczuk

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.