Obraz wielokrotny
"Złota czara" - rzecz o zdradzie, tłamszonych emocjach, konwenansach - po raz pierwszy ukazała się po polsku. To jedna z najlepszych powieści Henry’ego Jamesa
Amerykańscy biografowie pisali o Jamesie, że wyglądał, zachowywał się, myślał jak Anglik. Urodził się w Nowym Jorku w 1843 roku. Ojciec był irlandzkim imigrantem, teologiem, wtedy - dzięki sprytowi biznesowemu swoich rodziców - jednym z najbogatszych intelektualistów w Stanach. Do przyjaciół domu Jamesów należał Henry David Thoreau. Cała rodzina, nie tylko Henry, stała się tematem książek, opracowań, biografii. W "House of Wits. An Intimate Portrait of the James Family" dzieci przy obiedzie prześcigają się w opowiadaniu historii, podróżują z rodzicami po Stanach, Europie, zmieniają szkoły, każde z nich jest chorobliwie ambitne.
Henry dorasta wśród ludzi o wysokich oczekiwaniach, a jednocześnie podkreślających swoją władzę (senior rodu otwierał i czytał wszystkie listy). Jego brat, William, kończy studia filozoficzne i psychologiczne, a Henry studiuje literaturę angielską na Uniwersytecie Harvarda, zaś jako 20-latek postanawia, że zostanie pisarzem. Dla jego podejścia do pisania - co łatwo dostrzec w "Złotej czarze" - ważne jest życie w podróży od dziecka, w rodzinie, która jest albo w depresji, albo w manii, w której rozwijają się zazdrość, chęć ucieczki, a w rezultacie samotność. Henry James szybko wyniósł się z domu, większą część życia spędził w Europie, a rok przed śmiercią przyjął obywatelstwo brytyjskie.
Bohater "Złotej czary", włoski książę Amerigo, przypomina Henry’ego. Przybywa do Londynu i zachwyca się tamtejszym salonowym życiem, cieszy się z odkrywania miasta, swoje otoczenie odbiera z ogromną wrażliwością - Henry James o swojej pisał, że jest nie do wyczerpania.
To Amerigo daje wprowadzenie do opowieści o transakcji między czterema głównymi bohaterami. Ojciec Adam i jego córka Maggie posiadają duży majątek. Amerigo i jego była dziewczyna, Charlotte, są piękni. Dokonuje się wymiana. Maggie wychodzi za Amerigo, Adam żeni się z Charlotte. Na początku wszyscy wydają się szczęśliwi, potem czują się po prostu dobrze, następnie zaczynają zdawać sobie sprawę, że - jak w Księdze Koheleta - "przerwie się srebrny sznur i stłucze się czara złota, i dzban się rozbije u źródła, i w studnię kołowrót złamany spadnie". Stanie się to, kiedy ktoś odkryje zdradę, zniszczy wyobrażenie o idealnym związku.
James, opowiadając tę prostą w gruncie rzeczy historię, w skomplikowany sposób żongluje perspektywą. Zdarzenia, których jest niewiele, odbieramy z kilku stron, poznajemy przez wyobrażenia różnych bohaterów. Ogląd większoś- ci sytuacji jest zwielokrotniony, niezależnie od tego, jak błahe mogą się wydawać.
W pierwszej części powieści patrzymy na świat oczyma Ameri- ga, drugą relacjonuje jego żona. James pisał, że zależy mu na narratorach, którzy są inteligentnymi świadkami, sprawozdawcami. Długo pracował nad wyważaniem, w jakich proporcjach przedstawiać ich punkty widzenia.
"Złota czara" jest dziełem drobiazgowym, a przy tym wycyzelowanym, jeszcze z jednego powodu - James był skrupulatnym kronikarzem codzienności. Londyn z końca XIX i początku XX wieku odmalowuje po dokładnej do- kumentacji, studiach nad mapą miasta, zebraniu informacji od przyjaciół. W jednym z listów wspomina, że długo szukał kilku sklepików, by potem stworzyć z nich obraz jednego z tytułową złotą czarą na sprzedaż.
Ta historia wciąga przez swoją obrazowość, malarskość, ale też przez wielokrot- ne przeżywanie tych samych obrazów. To również opowieść ułożona tak, że za fasadą wiktoriańskich zasad rozciągają się tłam- szone emocje opisywane precyzyjnymi porównaniami: "Czuł się teraz tak, jakby wszystkie jego dokumenty się zgadzały, a wszyst- kie rachunki były uregulowane, jak jeszcze nigdy w jego życiu, tak że mógł spokojnie zatrzasnąć teczkę, w której wszystkie te dokumenty spoczywały".
To jedna z ostatnich powieści Jamesa, a według niego samego - najlepsza. Po raz pierwszy została opublikowana 12 lat przed jego śmiercią, w 1904 roku, kiedy był już popularny dzięki "Daisy Miller", "Portretowi damy", "Bostończykom". Podzielał zdanie Flauberta, że "wszelka przedstawieniowa proza, która po odczytaniu na głos okazuje się nie dość satysfakcjonująca, jest nieodpowiednia". Czytanie na głos "Złotej czary" wydaje się bardzo naturalne.
@RY1@i02/2011/092/i02.2011.092.196.034a.001.jpg@RY2@
@RY1@i02/2011/092/i02.2011.092.196.034a.002.jpg@RY2@
Marta Strzelecka
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu