Prawda jest fikcją
"Fakty" Philipa Rotha, czyli próba autobiograficznej prozy, która roztrzaskała się o szybę literackiej iluzji
Urodził się w rodzinie żydowskiej w Newark, w stanie New Jersey. Od dziecka czuł się obywatelem USA, choć najmłodsze lata, spędzone w społeczności żydowskich imigrantów z Europy Wschodniej, odcisnęły piętno na jego tożsamości. Z szanowanym w sąsiedztwie i ciężko pracującym ojcem w dzieciństwie łączyła go wyjątkowa więź, jednak z biegiem lat narastający konflikt z zaborczym rodzicem stanie się dla niego impulsem do podjęcia studiów z dala od domu...
Mowa o Philipie Rothcie - choć identycznie mogłoby brzmieć streszczenie losów bohatera "Wzburzenia", jednej z najnowszych powieści Amerykanina. Sam Roth mawia podobno, że jego najwierniejsza biografia powstałaby ze zbiorczego wydania wszystkich dzieł, które napisał. Rzeczywiście, śledząc życiorys pisarza, znajdziemy mnóstwo punktów stycznych z losami jego postaci - choćby Markusa Messnera ze "Wzburzenia" czy Aleksa z "Kompleksu Portnoya", ale nade wszystko z fikcyjnym życiem powracającego w wielu powieściach Nathana Zuckermana.
Może zaskoczyć, że ów ostatni, swoiste alter ego Philipa Rotha, w istocie okazuje się centralną postacią "Faktów". Autor "Oszustwa" rozpoczyna swoją autobiografię listem do Zuckermana. "Drogi Zuckermanie, w przeszłości, jak wiesz, fakty bywały zawsze zapiskami w notesie, moją prywatną odskocznią do fikcji. Jak dla większości powieściopisarzy, tak i dla mnie każde autentyczne zdarzenie imaginacyjne ma swój początek właśnie tam, w faktach, w tym, co konkretne, nie zaś w tym, co filozoficzne, ideologiczne, abstrakcyjne. Aliści, ku własnemu zdziwieniu, napisałem oto książkę całkiem wstecz, biorąc to, co już wyobrażone, i niejako poddając to wiwisekcji". Po co? Roth daje kilka odpowiedzi. Napisany w latach 80. utwór miał być po części eksperymentem, po części rodzajem terapii, próbą ponownego ułożenia autobiograficznej układanki po przebytym załamaniu nerwowym. Pisarz deklaruje chęć skonfrontowania się z faktami, bez uciekania w zmyślenie i powieściowe dekoracje. Po raz pierwszy chce przemówić w pierwszej osobie, bez pośrednictwa Zuckermana i innych postaci.
Czy ten plan może się powieść? O tym za chwilę. Tymczasem przenosimy się do Newark z lat 30. ubiegłego wieku, w czasy bezpiecznego dzieciństwa w hermetycznej żydowskiej dzielnicy. Roth idealizuje rodzinne miasteczko. Twierdzi, że od dziecka czuł się w równym stopniu Żydem, co Amerykaninem. Ale ta dwoista tożsamość będzie też źródłem pewnego pęknięcia. Choć autor "Dziedzictwa" nie mówi tego wprost, jego autobiografia w jakimś stopniu zdaje się opowieścią o wiecznej ucieczce z Newark. Przyszły pisarz najpierw daje dyla na studia na Uniwersytecie Bucknella, potem do Chicago i Nowego Jorku. Ale umyka też w kolejne związki sercowe, instynktownie poszukując kobiet diametralnie różnych od siebie, o innych korzeniach i innej przeszłości. Wszystko to czyta się z zapartym tchem, ale w pewnym momencie coś zaczyna tu niepokoić. Wspomnienia Rotha płyną zbyt gładko, sprawiając wrażenie kolejnej wciągającej powieści pisarza. Rzecz wyjaśnia się, gdy na karty książki wkracza... Zuckerman. "Jestem ci potrzebny" - triumfuje ulubiony bohater Rotha, bezlitośnie wytykając autorowi niedostatki jego autobiografii. Ostatecznie z eksperymentu obaj wychodzą zwycięsko. Bo "Fakty" okazują się mistrzowską grą, w której rzeczywistość musi okazać się jedynie kolejną odmianą fikcji.
@RY1@i02/2011/092/i02.2011.092.196.036a.001.jpg@RY2@
@RY1@i02/2011/092/i02.2011.092.196.036a.002.jpg@RY2@
Malwina Wapińska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu