Zawsze z chirurgiczną precyzją
Eseje Johna Maxwella Coetzeego i wywiady z nim układają się w szczególnego rodzaju intelektualną autobiografię autora "Hańby"
Udzielanie wywiadów zwykle budzi w nim bezbrzeżną irytację. Bo, jak twierdzi, w samej istocie wywiadu jest coś nienaturalnego - do wymiany zdań zmuszani są najczęściej ludzie zupełnie sobie obcy, którym konwencja gatunku pozwala na przekroczenie obowiązującego nieznajomych dystansu. "Nie uważam siebie za postać publiczną, za publiczną własność. Nie lubię naruszania zasad kultury, nie mówiąc już o naruszaniu przestrzeni osobistej, jakie zazwyczaj zdarza się podczas wywiadu. To moja pierwsza reakcja" - mówił 20 lat temu John Maxwell Coetzee. Ale rozmowy, które prowadził z nim w latach 1989 - 1991 David Attwell, przyszły noblista zalicza do wyjątków.
To one w pewnym stopniu stanowią tytułowe punkty nawigacyjne. Bez nich pogubilibyśmy się w gąszczu eseistyki Coetzeego. Nie znaczy to, że dzięki sprowokowanemu przez Atwella autokomentarzowi autora "Hańby" lektura szkiców okazuje się prosta. Przeciwnie, czytanie "Punktów nawigacyjnych" wymaga wysiłku i zaangażowania. Coetzee oczekuje od nas erudycji, solidnego literackiego, językoznawczego i filozoficznego zaplecza. Pokonując jednak opór tekstu, zauważymy, jak z mozaiki esejów wyłania się coś więcej - swoista autobiografia jednego z najwybitniejszych współczesnych pisarzy, który finalnie - w 2003 roku - otrzyma Nagrodę Nobla. W końcu "wszelkie pisarstwo jest autobiografią" - mówi na wstępie autor "Powolnego człowieka".
Najwcześniejsze szkice i teksty krytyczne pochodzą jeszcze sprzed debiutu prozatorskiego Coetzeego, którego pisarz doczekał się dopiero po trzydziestce. Młodego absolwenta matematyki i autora doktoratu z zakresu lingwistyki na uniwersytecie w Teksasie początkowo pochłaniała gramatyka generatywna. We wstępie do "Punktów nawigacyjnych" David Attwell wspomina o pobłażliwej kpinie, z jaką komputerowe analizy struktury dzieł Samuela Becketta, prowadzone przez doktoranta z Kapsztadu, skwitował przez laty felietonista "The New York Times Book Review". Ale Coetzee to porażająco wnikliwy czytelnik Becketta, Nabokowa, Kafki, Tołstoja, który anatomię utworu literackiego potrafi badać z iście chirurgiczną precyzją.
Imponują oczytanie i erudycja autora esejów, jego umiejętność odnajdywania się na różnych terytoriach. Ceni Zbigniewa Herberta i Andrzeja Munka, z godną podziwu pedanterią tłumaczy utwory niderlandzkiego poety Gerrita Achtenberga i poddaje krytyce język naukowy Izaaka Newtona. Z równą przenikliwością czyta Rousseau jak "Kapitana Amerykę". Ale przecież przy całym intelektualnym kosmopolityzmie, przy bezbłędnej znajomości światowej tradycji literackiej i filozoficznej, Coetzee ani przez chwilę nie przestaje się identyfikować z Afryką Południową. Być może pamięć południowoafrykańskich korzeni kryje się za tymi szkicami w większym stopniu, niż moglibyśmy przypuszczać. "Ja urodziłem się w 1940 roku. Miałem osiem lat, kiedy afrykanerska Partia Chrześcijańsko-Narodowa przejęła władzę i zaczęła zatrzymywać, a nawet zawracać wskazówki zegara. Jej programy ingerowały w czas, naruszając jego ciągłość, ponieważ pragnęła ona całkowicie zatrzymać lub odwrócić szereg procesów normalnych (w sensie bycia normą) w społeczeństwach kolonialnych" - odpowiada pytany o analizę problemu czasu w jednym z utworów Kafki.
@RY1@i02/2011/092/i02.2011.092.196.036b.001.jpg@RY2@
@RY1@i02/2011/092/i02.2011.092.196.036b.002.jpg@RY2@
"Hańba" (2008) Steve’a Jacobsa - ekranizacja powieści J.M. Coetzeego
Malwina Wapińska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu