Kosmiczny kowboj
Funky Koval bezsprzecznie zasługuje na miano najważniejszego polskiego bohatera komiksowego - drugiego takiego uroczego drania ze świecą szukać
Bohater słynnej serii SF, która powstawała na łamach miesięcznika "Fantastyka" w mrocznych czasach stanu wojennego, wyróżnia się nie tylko na tle naszej komiksowej spuścizny, ale w ogóle w polskiej popkulturze. Wśród rzesz szlachetnych, prawych i nudnych jak flaki z olejem Skrzetuskich, Wokulskich a nawet PRL-owskich kapitanów Żbików, kosmiczny detektyw Funky Koval uwodzi luzem i niebezpiecznym wdziękiem. Choć zasadniczo stoi po stronie prawa, zdarza mu się działać nieregulaminowo (czytaj: niejednemu przywalił w gębę i zalazł za skórę), nie stroni od wyskokowych trunków, ma też wyraźną słabość do atrakcyjnych kobiet. I po prostu lubi awanturnicze życie na ciągłej adrenalinie.
Jak mówił jeden z twórców scenariusza Maciej Parowski, u zarania tej postaci leżał pomysł skrzyżowania lemowego pilota Pirxa z Chandlerowskim Marlowe’em. Mam wrażenie, że Funky odziedziczył więcej po przodkach rodem z czarnych kryminałów, co na pewno przydaje mu atrakcyjności. Otoczka SF, choć znakomicie zbudowana i na pewno najwyższej próby, pozostaje sztafażem, zasłoną dymna pozwalającą mówić o politycznie niepoprawnych aktualnościach.
Skorumpowani politycy, wrogie mocarstwa, spiski i paranoje - to ulubione tematy mądrego, dystopijnego science fiction spod znaku Philipa K. Dicka i Janusza A. Zajdla. "Funky Koval" i jego przygody, choć początkowo dość sowizdrzalskie, spokojnie wpisują się i w taką tradycję. Opowiadania zgromadzone w tomie "Bez oddechu", którego wznowienie ukazuje się właśnie na rynku (w planach są kolejne trzy), to zaledwie wprowadzenie w świat, w którym przyszło żyć Kovalowi i którego pełniejszy obraz zyskamy dopiero w drugim, fabularnie najlepszym tomie - "Sam przeciw wszystkim".
Poszczególne śledztwa, które prowadzą Funky i jego piękna koleżanka Brenda Lear z kosmicznej agencji detektywistycznej Universs, momentami grzeszą zbytnimi uproszczeniami i naiwnością narracji. Jednak są wśród nich prawdziwe perełki, jak moje ulubione "Miss Uniwersum", a z każdym kolejnym dowiadujemy się coraz więcej o wykreowanym przez Parowskiego i Rodka świecie przyszłości. Poznajemy polityczne powiązania i zależności, rozkład sił oraz ich przedstawicieli - od przestępczego syndykatu Stellar Fox po Drolle, czyli przedstawicieli zagadkowej obcej cywilizacji.
Wizualnie "Funky Koval" także przedstawia się nieźle, zwłaszcza że w obecnym wydaniu wreszcie trochę podciągnięto kolory (choć teksty w dymkach nadal nie są idealnie czytelne, niestety). Realistyczne rysunki Bogusława Polcha, dynamicznie rozplanowane kadry, odpowiadające pulsowi akcji oraz kipiące szczegółami tło składają się na przekonująca wizję społeczeństwa przyszłości. Złośliwcy twierdzą, że rysownik nieco za mocno inspirował się słynną francuską komiksową sagą SF "Rozbitkowie czasu", ale to wcale nie odbiera Funky’emu urody.
@RY1@i02/2011/079/i02.2011.079.196.036b.001.jpg@RY2@
@RY1@i02/2011/079/i02.2011.079.196.036b.002.jpg@RY2@
Katarzyna Nowakowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu