Nowe płyty
Trzecia płyta projektu Stevena Wilsona z Porcupine Tree i Aviva Geffena nie przynosi zmiany w brzmieniu Blackfield. To ciągle zgrabne połączenie pop rocka z progresywnymi przestrzeniami, których nie powstydziliby się członkowie King Crimson. Delikatne piosenki nie sprzyjają jednak relaksowi - Blackfield co chwila burzą pozorny spokój mocniejszymi utworami i niepokojącymi tekstami. Złowieszczy numer "Blood", z powtarzanymi jak mantra słowami "Here Comes the Blood" bądź bitelsowska ballada "Go to Hell", w której Geffen i Wilson wyzywają cały świat, są tego najlepszymi przykładami.
@RY1@i02/2011/074/i02.2011.074.196.030b.001.jpg@RY2@
Jakub Demiańczuk
Chłopców z gitarą i cienkim głosikiem zazwyczaj omijam z daleka. Jamie Woon pasuje do tej kategorii, jednak niezauważenie jego debiutanckiej płyty "Mirrorwriting" byłoby dużym błędem. Czwarty z listy BBC Sound of 2011 potrafi bowiem zaśpiewać soulowo jak Stevie Wonder i do tego eksperymentować z głosem jak inny niedawny znakomity debiutant James Blake. Muzycznie ma nie mniej do zaoferowania. Blues, r’n’b, dubstep, sampling - Woon bawi się tym wszystkim w balladowym, smoothowym stylu, stawiając przy tym na aranżacyjny minimalizm. Jak współpracujący z nim Burial.
@RY1@i02/2011/074/i02.2011.074.196.030b.002.jpg@RY2@
Wojciech Przylipiak
Prace nad nową płytą Paradise Lost się przeciągają, Brytyjczycy przygotowali więc prezent dla fanów: piękną reedycję albumu "Draconian Times" (1995). Do zremasterowanego krążka dołożyli kilka numerów z niepublikowanego demo oraz DVD, gdzie obok teledysków znalazła się jeszcze raz cała płyta, zmiksowana w sześciu kanałach, więc słuchając jej z zestawu kina domowego, można dosłownie otoczyć się muzyką Paradise Lost. I choć "Draconian Times" nie jest tak udaną płytą jak wcześniejsze "Icon", to monumentalne połączenie doom metalu z gotycką estetyką ciągle robi wrażenie.
@RY1@i02/2011/074/i02.2011.074.196.030b.003.jpg@RY2@
Jakub Demiańczuk
Pod koniec lat 90. spora część fanów rocka w Europie skakała do przebojów "Open Your Eyes" oraz "Lords of The Boards" niemieckiego Guano Apes. W 2005 roku autorzy wspomnianych przebojów rozeszli się, ale na szczęście dwa lata temu doszli do porozumienia. Na szczęście dla fanów prostego, skocznego rocka. Momentami ostro punkowego, innym razem bawiącego się electro. Sandra Nasić na płycie "Bel Air" pokazuje, że wciąż potrafi surowo wrzeszczeć i delikatnie zaśpiewać. Przy Guano Apes poskakać będzie można na żywo już na początku czerwca podczas ich warszawskiego koncertu.
@RY1@i02/2011/074/i02.2011.074.196.030b.004.jpg@RY2@
Wojciech Przylipiak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu