Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Tęsknota do Ślipundera i Obślizia

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

"Nie żądajcie ode mnie/ więcej niż mogę. A mogę/ tylko powiedzieć, że/ nareszcie się zaczęło". Tak kończy się wiersz "Uderza i przerzuca" otwierający najnowszy tom Janusza Szubera. Czyżby autor "Czerteża" asekurował się przed niepochlebnymi recenzjami? Wprost przeciwnie - to raczej akt odwagi, poeta zastrzega bowiem, że znów będzie poruszał się w orbicie tych samych problemów i tematów, którymi zajmował się w dotychczasowej twórczości. Kolokwialnie mówiąc, przyznaje się do wtórności i zaprasza czytelników do lektury tego impasu. To oczywiście tylko pozory, jest w tym wyznaniu pokora, skromność i kokieteria - wszak poezja od zarania dziejów jest monotematyczna, a poeci, z grubsza rzecz biorąc, zajmują się tylko jedną kwestią, którą można lapidarnie streścić: zagadką bytu.

Szuber nigdy nie próbował się angażować w doraźne polemiki - od początku wybrał pisanie na kalkomanii pamięci. Urodził się w roku 1947, metrykalnie przynależy więc do pokolenia Nowej Fali. Kiedy Zagajewski, Barańczak, Rymkiewicz i Krynicki ogłaszali swoje wiersze, on chował swoje do szuflady. Zadebiutował w zupełnie innej rzeczywistości politycznej, społecznej i kulturalnej, na przełomie lat 1995 i 1996 - tzw. pięcioksiąg ukazał się nakładem mieszkającej w Oslo kuzynki poety, Grażyny Jarosz. Rychło posypały się recenzje i tłumaczenia, entuzjastyczne opinie o twórczości poety wygłosili m.in. Czesław Miłosz oraz Zbigniew Herbert. "Niestety, mój drogi przyjacielu, jest Pan poetą i nic na to nie można poradzić" - napisał autor "Pana Cogito". Do tej pory ukazało się ponad 20 książek poetyckich Janusza Szubera.

Twórczość sanockiego myśliciela jest poezją wiecznego powrotu. W utworze "Cokolwiek by nie powiedzieć na tę okoliczność" rozpamiętuje smak kilkuletniego życia, kanikuły nad morzem, lata, które okazało się prologiem dorosłości, anonsującej swoje nadejście chorobą, pierwszą poważną operacją i leczeniem szpitalnym. W "Szły kołysząc biodrami" rekonstruuje chłopięcy zachwyt kobiecością i powabem obserwowanych dziewcząt, którym "pionowe szwy/ cielistych nylonów/ idealnie dzieliły ich/ łydki znikając/ w stukających po bruku/ wysokich obcasach". Rejterada w stronę dzieciństwa ma także wymiar lingwistyczny - język przechował brzmienie bezpowrotnie utraconych lat. Obśliź i Ślipunder, tytułowi bohaterowie wiersza, to postaci z kluczem, nie tylko dlatego, że istnieli naprawdę. Kuriozalne pseudonimy sanockich znajomych poety z dziecięcych lat kiedyś nikomu nie wydawały się dziwaczne. Dziś są niezrozumiałe: język przemija tak, jak wydarzenia, rzeczy i osoby, które nazywa.

Poezja Szubera wyrasta także z doświadczenia miejsca. Autor "Piania kogutów" od urodzenia mieszka w Sanoku i lokalne wątki - od pejzażu po skomplikowaną historię i kulturę tego regionu - stanowią istotne wątki jego twórczości. Sam poeta pisze o tym związku językiem erotyku - "przeciwieństwo monotonii - nieustająca ciekawość (...) powtarzalność, która zaskakuje". I takie są też jego z pozoru monotematyczne wiersze.

@RY1@i02/2011/074/i02.2011.074.196.035a.001.jpg@RY2@

@RY1@i02/2011/074/i02.2011.074.196.035a.002.jpg@RY2@

Cezary Polak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.