Aniołek w Piekle
Dobrze jest być Duńczykiem i nazywać się Andersen - oczywiście w sytuacji gdy się chce uprawiać bajkopisarstwo. W przeciwieństwie jednak do swojego wielkiego (i ponurego) prekursora Jana Christiana Kenneth B. Andersen ma sporo ironicznego poczucia humoru. Stąd pewnie udało mu się napisać całkiem zabawną książkę o... Piekle.
13-letni Filip Engell jest istnym aniołkiem. Nigdy nie kłamie, dobrze się uczy, zawsze ma odrobione lekcje, przeprowadza staruszki przez ulicę - jednym słowem: dno. Ten duński Ananiasz nie wykazuje nawet odrobiny pychy i samozadowolenia. Nic dziwnego, że szkolni koledzy nie chcą z nim grać w piłkę. Ale pewnego dnia wszystko się zmienia - Filip pakuje się rowerem pod rozpędzony samochód i ginie. Budzi się u piekielnych bram, co już samo w sobie jest dość dziwne. Niemniej największe zaskoczenie jeszcze przed nim - bo w Piekle przyjmują go z honorami, niczym prawdziwie zatwardziałego grzesznika. Wkrótce okazuje się, że to Lucyfer osobiście wytypował go na swojego następcę. A w chwilę potem staje się jasne, że doszło do biurokratycznej pomyłki: sprowadzono nie tego człowieka. Czy Filip - ów obrzydliwie dobry chłopiec - da sobie radę w Księstwie Ciemności? A może Królestwo Ciemności da sobie radę z nim?
Bardzo cieszą mnie książki dla młodych czytelników, które przełamują rynkowe mody i kulturowe schematy - głównie dlatego, że młodym czytelnikom szczególnie potrzebna jest sensowna droga ucieczki od konformizmu. U Kennetha B. Andersena nie ma zrzynania z J.K. Rowling, nie ma też śladu po roznamiętnionych emowampirach. Jest za to rubaszno-kpiarski ton, który łączy "Ucznia Diabła" z klasycznymi bajkami scenicznymi Jana Drdy ("Igraszki z diabłem" i "Zapomniany diabeł"), i świadomość gry konwencją. Obrazki rodzajowe z Piekła - w którym zamiast "dzień dobry" mówi się, rzecz jasna, "dobrej nocy" - pełne są ukrytego pisarskiego dystansu. To jest jedna z tych cech, które odróżniają porządnego literata od namolnego grafomana.
Gdzieś w tle tej lekkiej książki znajdziemy też trochę moralistyki - ale jest ona podana nienatrętnie. Wszelkie skrajności - mówi nam się tu - powinniśmy traktować z nieufnością. Absolutne zło i absolutne dobro są równie mało wiarygodne. Drobne kłamstwa potrafią budować więzi. Człowiek zaś nie jest herosem i należy mu się prawo do posiadania wad. Szacunek dla tych wad to podstawa wszelkiej szczerej przyjaźni.
@RY1@i02/2011/074/i02.2011.074.196.035b.001.jpg@RY2@
Piotr Kofta
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu