Małżeńskie piekło
Nie bójcie się nazwiska: Eric-Emmanuel Schmitt. To nie jest Paulo Coelho, choć też czytają go miliony. Zdarzają mu się książki pełne łatwych sentencji, dużych wzruszeń, szybkich rad, jak żyć. Schmitt dramatopisarz to zupełnie inna bajka
Pisarska lekkość mierzy się tu z ludzkimi mrokami, błyskotliwe puenty nic nie domykają. Pisząc "Małe zbrodnie małżeńskie", Schmitt z premedytacją nawiązuje do tematów francuskich filmów obyczajowych, wchodzi w historię o jeszcze jednej parze, która nie może dojść ze sobą do ładu po paru latach związku.
Francuzi potrafią opowiadać o tym w kinie w nieskończoność. A Schmitt, niczym Francois Ozon, gra z konwencjami, przesuwa akcenty, myli tropy. Kreśli sytuację bez wyjścia, balansując między tonacją tuzinkowej farsy, pinterowskiego dramatu niedopowiedzeń i konstatacją Sartre’a "piekło to inni" ze sztuki "Za zamkniętymi drzwiami". Mężczyzna przeciwko kobiecie. Kto wygra?
"Małe zbrodnie" zaczynają się sensacyjnym trikiem. Gilles leży w szpitalu z amnezją. Miał wypadek, nie wie, kim jest. Jest jak agent Jason Bourne z utraconą tożsamością: zamiast jednak odkrywać swoje kolejne umiejętności, walczyć z nieznajomymi przeciwnikami, musi odgadnąć, jakie było jego małżeństwo, co łączyło go z kobietą, która przyszła po niego i mówi: "Jestem Liza, twoja żona, bardzo mnie kochałeś, byłeś idealnym partnerem". Lisa zabiera go do domu, krok po kroku odtwarza jego charakter, ich rytuały małżeńskie. Ale Gilles czuje, że coś jest nie tak.
W spektaklu grają Ewa Kutynia i Marcin Szaforz. Trzydziestokilkuletni, przyjemni, nowocześni. Chcielibyśmy mieć takich znajomych, ba - partnerów. Ale aktorzy nie poprzestają na epatowaniu powierzchnią, scena za sceną schodzą do środka tych ludzi. Pokazują, co kryje się za elegancją i seksapilem. On gra najpierw ciekawość i beztroskę, ona ciepło i wybaczenie. Potem zmieniają tonacje: on zaczyna więcej udawać, już odzyskał pamięć, ale pragnie wybadać, czego jego kobieta chce, w kogo pragnie go zmienić. Ją przyduszają echa przeszłości, coraz trudniej przychodzi jej formatowanie mężczyzny, panowanie nad przesuniętymi interpretacjami faktów z przeszłości, o których mu opowiada.
Kempinsky udowadnia, że nie jest możliwy żaden "restart" miłości. Zawsze wrócimy w stare koleiny. W jego spektaklu trudno szukać erotyki, jest za to manipulacja psychologiczna, jeszcze bardziej wyuzdana niż ciała i słowa. Psychodrama Schmitta nie zostaje rozegrana, jakby podpowiadała pierwsza intuicja, na ringu albo tatami - Kempinsky daje sygnały realistycznej przestrzeni: obrotowa ścianka wyznacza kolejne pokoje, w których pojedynkują się bohaterowie.
Odreżyserski komentarz sprowadza się do podziału spektaklu na kolejne starcia, gry światłem, wskazywania chwil samoświadomości bohaterów, wyprowadzania ich z sytuacji gry i odkrywania teatralnych nawiasów. Lejtmotywem jest piosenka Rihanny i Eminema komentująca w tej samej chwili słodko i hiphopowo znaczenia starć mężczyzny z kobietą.
Kempinsky deklaruje, że od początku szukał w Schmitcie czegoś mrocznego, kreślił tekst, uciekał od wielosłowia. Ostatecznie widać w tej realizacji lekcję niemieckich dramatów, które dotąd realizował: Loher, Kargego, Schimmelpfenniga. Nie ma happy endu, nie ma nawet fundamentalnych odpowiedzi. Klincz będzie trwał do ostatniego tchu. Najważniejsze są sceny, których Schmitt nie opisał w retrospekcjach, a Kempinsky nie pokazał: co było między pierwszym zauroczeniem a finałowym rozczarowaniem bohaterów? Kiedy zdarzyły się pierwsze: krok w ciemność, słowo, które zraniło, gest obojętności? Od jakiej sytuacji zaczęło się wszystko psuć między nimi?
Mówiąc szczerze, na co dzień nie spodziewam się wiele po repertuarze Teatru Śląskiego, jego estetyka i sposób myślenia o relacjach z widzem to nie jest absolutnie moja bajka. Ale "Małe zbrodnie małżeńskie" Kempinskiego uwiodły mnie swoją prostotą i uczciwością założeń. Lubię taki teatr środka.
@RY1@i02/2011/074/i02.2011.074.196.0039.001.jpg@RY2@
Łukasz Drewniak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu