Udany kryminalny patchwork
Rudolf Heinz, policyjny profiler i specjalista od seryjnych morderców, powraca - znów wyrusza z Katowic do Warszawy, tym razem po to, by wyjaśnić tajemniczą serię zbrodni: ofiarami są stołeczni kloszardzi. Ktoś ogłusza ich, uśmierca zastrzykiem z toksyczną substancją, a następnie odcina im dłonie. Zabójca podejmuje ryzykowną grę z policją, chcąc usilnie zwrócić na siebie uwagę.
"Kołysanka dla mordercy" jest sprawnie napisanym kryminałem, trzymającym w napięciu, unikającym mielizn i ścieżek na skróty - ostatecznie jego autor to jeden z najciekawszych u nas teoretyków literatury kryminalnej i z pewnością wie, jak się buduje takie teksty. Inna sprawa, że Czubaj solo okazuje się po raz kolejny znacznie lepszym pisarzem od Czubaja w duecie z Markiem Krajewskim: tak było w przypadku jego samodzielnego debiutu, "21:37", a "Kołysanka..." potwierdza tę opinię.
To, że Czubaj jest zarazem znawcą, koneserem i autorem powieści kryminalnych, ma jednak swoją cenę - jest nią brak oryginalności. Obydwie jego powieści, a "Kołysanka..." w szczególności, sprawiają wrażenie patchworku umiejętnie pozszywanego z różnych popularnych motywów literatury i filmu noir. Mamy tu więc choćby ukłon w stronę Skandynawii (Heinz to frustrat, a przy tym wdowiec, z trudem komunikuje się z dorastającym synem) i w stronę USA (nadreprezentacja wszelkiej maści psycholi, na czele z ponurym Inkwizytorem - polskim klonem Hannibala Lectera). To w sumie żaden zarzut, bo owa wtórność nie przeszkadza w lekturze. Gorzej z natrętną manierą wciskania czytelnikowi do powieści soundtracku z listą przebojów, których słucha Heinz. To mógłby sobie Czubaj darować.
@RY1@i02/2011/069/i02.2011.069.196.036b.001.jpg@RY2@
Piotr Kofta
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu