Dziennik Gazeta Prawana logo

Hity tygodnia

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 10 minut

Adaptacja autobiograficznej książki kaprala Anthonyego Swofforda, który w ramach operacji "Pustynna burza" razem ze swoim oddziałem został wysłany do Arabii Saudyjskiej. Przewrotny obraz nowoczesnej wojny, która polega przede wszystkim na bezczynnym oczekiwaniu i obserwowaniu płonących rafinerii naftowych. Książka Swofforda trafiła w doskonałe ręce - Sam Mendes lubi bowiem uderzać w amerykańskie mity. "Jarhead" nie jest jednak banalnym oskarżeniem wymierzonym w armię. Mendes po raz kolejny pokazuje, że Stany Zjednoczone to nie kraj superbohaterów, dla których żaden problem nie jest zbyt trudny do rozwiązania. I nietrudno mu uwierzyć, także dzięki wsparciu znakomitej obsady. Główną rolę zagrał w "Jarhead" Jake Gyllenhaal, a partnerują mu m.in. Peter Sarsgaard, Jamie Foxx i Chris Cooper.

@RY1@i02/2011/064/i02.2011.064.196.0008.001.jpg@RY2@

Bogaty i ekscentryczny właściciel zamku (Vincent Price) powołuje do życia humanoidalnego chłopca o imieniu Edward (Johnny Depp). Dzieło niestety nie zostaje ukończone - edwardotwórca umiera, zostawiając chłopca w fazie nieukończonej - z nożycami zamiast dłoni. Edward zamieszkuje samotnie w zamku aż do dnia, w którym do drzwi zapuka akwizytorka kosmetyków Peg (Dianne Wiest) i zabierze go do swojego domu. Tak oto Nożycoręki zostaje członkiem szczęśliwej rodziny i zaczyna realizować się w fachu fryzjerskim oraz ogrodniczym, aż wreszcie zakocha się w uroczej córce swojej gospodyni, Kim (Winona Ryder). Wzruszająca baśń o samotności, braku akceptacji i wyobcowaniu spod ręki Tima Burtona. I pierwszy jego film nakręcony z Johnnym Deppem, który wkrótce stał się ulubionym aktorem ekscentrycznego reżysera.

@RY1@i02/2011/064/i02.2011.064.196.0008.002.jpg@RY2@

John i Jeremy to serdeczni przyjaciele i wspólnicy w kancelarii adwokackiej. Łączy ich jeszcze jedno: zamiłowanie do wesel. Oczywiście cudzych. Sympatyczni nicponie notorycznie wpraszają się na ślubne przyjęcia do obcych ludzi. Zawsze w tym samym celu: aby ostro się zabawić i uwieść obecne tam dziewczyny, ze szczególnym uwzględnieniem druhen. Po latach praktyki doszli już do mistrzowskiej wprawy. Naukowo opracowana przez nich metoda (wyłapać dziewczynę, która marzy o zamążpójściu, poświęcić takiej chwilę i jest nasza) sprawdza się do czasu, gdy na eleganckim weselu w domu sekretarza skarbu Clearyego (Walken) John zakochuje się w jednej z jego córek. Urocza Claire (McAdams) nie tylko ma już chłopaka, ale i mocno zwariowaną rodzinkę. Zabawne gagi, błyskotliwe dialogi i trochę satyry na współczesną Amerykę.

@RY1@i02/2011/064/i02.2011.064.196.0008.003.jpg@RY2@

Źródło inspiracji twórców filmu nie ulegało wątpliwości: było to dawne hollywoodzkie kino przygodowe, głównie z lat 50., ze szczególnym wskazaniem na "Afrykańską królową" (1951) Johna Hustona ze słynnym duetem Bogart - Hepburn. Tu mamy podobną parę: kobietę - wydawcę luksusowego magazynu dla pań z Nowego Jorku Robin Monroe (Heche), oraz mrukliwego samotnika, pilota awionetki Quinna Harrisa (Ford). Los styka ich na jednej z wysp Pacyfiku, gdzie Monroe wraz z narzeczonym (Schwimmer) spędza wakacje. Dostaje zlecenie od szefów, by na jeden dzień udać się na Tahiti. Wynajmuje samolot z Quinnem za sterami. Wskutek burzy maszyna rozbija się i oboje trafiają na bezludną wyspę. Egzotyczna sceneria została wykorzystana należycie, komedia charakterów wygrana zgodnie z oczekiwaniami, chociaż nieco ustępowała naśladowanym wzorom.

@RY1@i02/2011/064/i02.2011.064.196.0008.004.jpg@RY2@

Po wielkim sukcesie policyjnego widowiska "Brudny Harry" natychmiast pomyślano o kontynuacji. Tym razem inspektor Harry Callahan (Eastwood) z San Francisco koncentruje się na czystce w policyjnych szeregach. Film nie dorównuje z pewnością pierwszej części cyklu, wyreżyserowanej przez Dona Siegela. "Siła magnum" była w rzeczywistości reżyserską wprawką Eastwooda, który nie będąc jeszcze pewnym swoich umiejętności (choć zrealizował już "Zagraj dla mnie Misty"), wezwał na pomoc przyjaciela Teda Posta. Tego samego, który wcześniej wyreżyserował western z udziałem aktora - "Powieście ich wysoko". Scenę erotyczną z Azjatką wprowadzono podobno na prośbę wielu fanek Eastwooda, Azjatek właśnie. Podejrzewano jednak, że znalazła się ona w filmie głównie po to, by oddalić od Harryego często pojawiające się zarzuty o rasizm.

@RY1@i02/2011/064/i02.2011.064.196.0008.005.jpg@RY2@

Znakomity reżyser teatralny Andrzej Domalik zadebiutował w kinie adaptacją opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza "Zygfryd". I choć nieco fabułę noweli rozbudował, udało mu się zachować ducha literackiego oryginału. Lata 30. Do jednego z miast południowej Polski przyjeżdża cyrk. Na występ przychodzi profesor Stefan Drawicz (Gustaw Holubek), koneser sztuki i filozof. I choć spektakl nie budzi jego entuzjazmu, odczuwa fascynację młodym akrobatą Zygfrydem (Tomasz Hudziec). Profesor aranżuje spotkanie z chłopakiem i powoli wprowadza go w świat sztuki i literatury, próbuje wzbudzić w nim potrzebę dążenia do doskonałości. Andrzej Domalik dostał za "Zygfryda" m.in. nagrodę za debiut reżyserski podczas Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdańsku, ale najwięcej laurów zgarnęła Maria Pakulnis, grająca żonę dyrektora cyrku.

@RY1@i02/2011/064/i02.2011.064.196.0008.006.jpg@RY2@

Walter Sparrow to klasyczny amerykański everyman. Ale jego życie zmienia się radykalnie, gdy żona kupuje mu w prezencie powieść kryminalną, której akcja oparta jest na przesłankach numerologicznych, a kluczową liczbą okazuje się 23. Walter zaczyna wierzyć, że książka opowiada o nim samym. Obsesyjnie poszukuje wszelkich tropów, które mogłyby potwierdzić jego teorię, coraz szybciej zmierzając ku granicy szaleństwa. W końcu przekonuje się, że książka nie jest fikcją, ale zapisem tego, co czeka go w życiu. Okazuje się jednak, że to nic dobrego... Reżyser Joel Schumacher jest wytrawnym specjalistą od kina akcji (ma na koncie m.in. świetny "Upadek"). Psychologiczny thriller "Numer 23" nie należy do jego najlepszych dzieł, ale sukces zawdzięcza bardzo dobrej roli Jima Carreya, który po raz kolejny udowodnił, że w dramacie radzi sobie równie dobrze, co w komedii.

@RY1@i02/2011/064/i02.2011.064.196.0008.007.jpg@RY2@

Ekscentryczny i bardzo zabawny filmowy projekt Davida Byrnea, lidera rockowej grupy Talking Heads. Muzyk wciela się w rolę narratora i filmowca (a po trosze także w siebie samego), który przyjeżdża do fikcyjnego miasta w Teksasie, by nakręcić dokument o jego mieszkańcach. Jak się szybko przekonuje, nie jest łatwo skruszyć opór Teksańczyków, namówić ich do zwierzeń i opowieści. A im trudniejsze zadanie, tym bardziej Byrne się w nie angażuje, co prowadzi do coraz bardziej spiętrzających się pomyłek i nieporozumień. Dla Byrnea realizacja filmu była jedynie odskocznią od muzyki. "Prawdziwe historie" to jedyny pełnometrażowy obraz w jego dorobku. A szkoda - udowodnił bowiem, że przy wsparciu znakomitych aktorów (m.in. Johna Goodmana i Spaldinga Graya) potrafi wnieść do kina sporo świeżości. Seans godny polecenia nie tylko dla fanów Talking Heads.

@RY1@i02/2011/064/i02.2011.064.196.0008.008.jpg@RY2@

FOT. CINEMAX; ALE KINO; TVN (3); PAT; KINO POLSKA; HBO

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.