Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Nowości DVD

Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Film Scotta Hicksa powinien znaleźć się w przegródce opatrzonej tytułem: "Filmy, które chwytają za serce". Tyle że raczej jedynie w zamyśle twórców. Mamy bowiem do czynienia z ckliwą historią, która do tego podawana jest tak, by wzruszyć odbiorcę i pozostawić wrażenie obcowania z dziełem ważnym i przejmującym. Sęk w tym, że takie wrażenie osiąga się mimochodem; inteligentny widz wyczuje fałsz i film odrzuci. Trochę szkoda, bo "Moi chłopcy" mieli potencjał. I Clivea Owena w roli głównej.

Historia oparta jest na faktach: dziennikarz sportowy Joe Warr (rzeczony Owen) traci swą ukochaną żonę. Zostaje sam z małym Artiem. Do tego jego pierwsza małżonka, z którą rozwiódł się parę lat temu, prosi, by ten przez jakiś czas zajął się ich starszym synem. Co z tego wynika, można się domyślić: Warr nie umie sobie poradzić w życiu codziennym bez żony (po stołach walają się brudne naczynia i pudełka po pizzy), jego kontakty z synami (szczególnie starszym) pozostawiają wiele do życzenia. Do tego biedny ojciec rodziny zawala przez nagłą odpowiedzialność swoją karierę zawodową.

Jak widać, twórcy filmu operują głównie kliszami. Do tego dodają garść nieznośnych sentymentów: choćby to, że pogubionego ojca odwiedza jego zmarła żona i udziela mu porad co do wychowania synów. W efekcie nieporadny początkowo Warr nawiązuje z nimi trudne porozumienie, odkrywa, co jest w życiu naprawdę ważne, i oczywiście wychodzi z tej lekcji obronną ręką.

Za "Moich chłopców" odpowiada Scott Hicks, twórca m.in. "Cedrów pod śniegiem" i bardzo dobrego "Blasku", za który dostał dwie nominacje do Oscara (za reżyserię i scenariusz). Tym bardziej chciałoby się go jakoś obronić. Można pochwalić więc aktorów - szczególnie tych, którzy grają synów Warra (wcielający się w rolę starszego z nich George MacKay był za nią nominowany w 2009 r. do British Independent Film Award) i parę momentów, w których film autentycznie wzrusza na przekór nachalnym sentymentom. Ale jednak "Moi chłopcy" to nie jest film udany.

@RY1@i02/2011/054/i02.2011.054.196.030b.001.jpg@RY2@

Patrycja Pustkowiak

Kalifornijskie biuro śledcze CBI zatrudnia wyjątkowego konsultanta - mężczyznę, który widzi więcej niż zwykli śmiertelnicy i szybko wyciąga z tego wnioski. Mężczyzna nazywa się Patrick Jane. Stosuje niestandardowe metody śledcze, podpuszcza, hipnotyzuje i wywodzi w pole przesłuchiwanych. Kolegom z wydziału udowadnia, że nie trzeba okładać po mordzie, żeby zdobyć cenne informacje. Jest wybitny, ale i nieskromny, co przeraźliwie irytuje otoczenie. W rolę konsultanta wcielił się Simon Baker, który potrafił ożywić bohatera równie pomysłowo jak Tony Shalhoub postać detektywa Monka. Podobnie jak neurotyczny policjant mentalista ma również piętę achillesową - to głęboka rana w duszy, poczucie winy związane z przeszłością (Patrick obwinia się za śmierć żony i córki). Zaangażowanie Simona Bakera do tej roli okazało się strzałem w dziesiątkę. Serial to popis inteligentnego humoru i elokwencji, a także wielka przyjemność z oglądania zniewalającego uśmiechu Australijczyka.

@RY1@i02/2011/054/i02.2011.054.196.030b.002.jpg@RY2@

Michał Bielawski

Oscar, nominacje do Cezara, nagrody BAFTA i Europejskiej Nagrody Filmowej - "Sekret jej oczu" zasłużył na nie wszystkie. To klimatyczne obyczajowe kino z silnym wątkiem kryminalnym. Benjamin Espósito pisze książkę o zbrodni sprzed 25 lat. Mierząc się z nierozwiązaną sprawą, analizuje również dawną miłość. Przy okazji w retrospekcjach poznajemy Argentynę lat 70., gdy w kraju panowała dyktatura wojskowa. Obraz wciąga znakomicie skonstruowanymi postaciami: Espósito, jego miłości Irene i przyjaciela Pablo. Genialni są grający ich aktorzy: Ricardo Darín, piękna Soledad Villamil i Guillermo Francella. Warto zwrócić uwagę na zdjęcia. Powala szczególnie kilkuminutowa zrealizowana jednym ujęciem sekwencja na stadionie. Przeszkadzać zaś może jedynie zakończenie, które odgadujemy po jakiejś godzinie projekcji. Ale całość wciąga, także bardzo częstymi ujęciami oczu bohaterów - one grają tu wyjątkowo dużo.

@RY1@i02/2011/054/i02.2011.054.196.030b.003.jpg@RY2@

FOT. BEST FILM

Wojciech Przylipiak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.