Taboret jak z "Obcego"
Malarz Neo Rauch jest pierwszym artystą z byłej NRD, który zrobił globalną karierę. Żeby kupić jego obrazy, trzeba wydać co najmniej kilkadziesiąt tysięcy dolarów i długo czekać w kolejce. W Zachęcie otwarto wystawę jego prac
Na pierwszy rzut oka oglądamy scenę jak z biedermeierowskiego malarstwa - w łóżku drzemie korpulentny jegomość, trzymany przez siedzącego niżej mężczyznę za przegub dłoni. Jest artystą, o czym świadczą porozwieszane wokół kartki ze szkicami. Ale czy śpi? Ma szeroko otwarte, tępo patrzące w sufit oczy. Z ciemnego tła wyłania się włochaty stwór - monstrum wbija pazury w jego szyję.
Nad łóżkiem zwisają dziwaczne sprzęty niewiadomego przeznaczenia, obok przemykają enigmatyczne postacie, kobieta i chłopiec; po drugiej stronie znajduje się stelaż przypominający gigantyczny taboret bez siedziska. Mężczyzna przy łóżku też nie wygląda zwyczajnie - śniady, z brodą a` la faraon, ubrany w złotawą galabiję i stożkowatą czapkę bardziej przypomina starożytnego maga niż współczesnego eskulapa.
Oglądamy zapis marzeń sennych, alegorię mąk twórczych, a może polemikę ze znanym obrazem Carla Spitzwega, przedstawiającego ubogiego poetę, leczącego chorobę w łóżku w lichym pokoiku na mansardzie, wycieńczonego, gotowego złożyć na ołtarzu sztuki ofiarę nie tylko ze zdrowia, lecz także z własnego życia? Wszelkie interpretacje wielkoformatowego "Pulsu" oraz innych płócien i grafik Neo Raucha są dozwolone.
W swoich hipernarracyjnych obrazach niemiecki twórca miksuje fantasmagorię i rzeczywistość, emblematy niemieckiego symbolizmu i ekspresjonizmu oraz globalnej popkultury, architektoniczne i designerskie motywy architektury i sztuki NRD z cytatami z Malewicza, Mondriana i twórców Bauhausu. Krytycy prześcigają się w odkrywaniu w jego sztuce rozmaitych izmów od renesansu i manieryzmu po socrealizm i komiks.
Sam nie chce kwalifikować swojej twórczości. - Myślę o kimś takim jak Wergiliusz, który towarzyszy w wędrówce przez kręgi piekielne i wie, jak stamtąd powrócić. To metafora sztuki. Sztuki, która pozwala wejść w niebezpieczne obszary, a następnie bezpiecznie wyjść z nich bez uszczerbku zarówno pod względem fizycznym, jak i psychicznym - mówi.
W Zachęcie Rauch prezentuje 30 obrazów w dwóch salach. W pierwszej dominują prace z lat 90., bliższe grafice, utrzymane w minimalistycznych, przygaszonych barwach. W drugiej są wielkoformatowe, wielowątkowe kompozycje o jaskrawych kolorach. Cechuje je dynamika, sceny rozgrywają się jednocześnie w kilku zachodzących na siebie, a zarazem odrębnych płaszczyznach. Żywiołem Raucha jest ruch, przemiana, konflikt - rzeczywistości z wyobraźnią, snu z jawą, kultury i cywilizacji z naturą. Na obrazie "Moder" symbolizuje go przygotowana do startu rakieta kalecząca gabarytami rachityczne drzewa. Scenerię dopełniają sylweta mieszkalnego wieżowca oraz para motocyklistów zakutanych w uniformy do jazdy jednośladem - mężczyzna dzierży w ręku siekierę. Symbolika jest oczywista i zrozumiała pod każdą szerokością geograficzną.
Ale Rauch pogłębia opowieść i nadaje jej lokalny sznyt. Jego obrazy pełne są metafor zaczerpniętych z galerii globalnego malarstwa oraz zachodniej mitologii, a także kultury miejsca, z którego pochodzi. Doświadczenie życia w NRD, sztucznym, niesuwerennym kraju, mirażu na mapie powojennej Europy, tymczasowości egzystencji i jej nieustannego zagrożenia, jest powracającym motywem prac Raucha. Świat jego obrazów to efektownie sportretowana rzeczywistość w stanie permanentnych przemian, zaludniona przez surrealistyczne stwory i kształty. Rozmach tych wizji hipnotyzuje, a zarazem wywołuje u widza strach przed nieokreślonym kataklizmem.
Obcowanie ze sztuką czołowego przedstawiciela lipskiej szkoły malarstwa można porównać do lektury prozy gotyckiej i fantastycznych horrorów egzystencjalnych Ridleya Scotta - wywołują one podobny estetyczny zachwyt i metafizyczny niepokój. Za te ekscytacje i katusze kolekcjonerzy na całym świecie skłonni są płacić krocie - ceny obrazów pięćdziesięciojednoletniego Neo Raucha dochodzą do półtora miliona dolarów. Kupno tańszych wymaga cierpliwości: w Nowym Jorku trzeba się zapisać i czekać w kolejce kilka miesięcy.
@RY1@i02/2011/054/i02.2011.054.196.0041.001.jpg@RY2@
FOT. UWE WALTER/ZACHĘTA
Neo Rauch, "Schilfland"
Cezary Polak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu