Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Prosta droga do zatracenia

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Debiutancka powieść Davida Peace’a "1974" to kryminał, który nie boi się pokazać tego, co w ludziach najgorsze. Gorzka, depresyjna lektura

Na dwa tygodnie przed świętami Bożego Narodzenia 1974 roku policję w Leeds stawia na nogi informacja o zaginięciu dziesięcioletniej dziewczynki Clare Kemplay. Tylko dziennikarz "Evening Post" Edward Dunford łączy tę sprawę z innymi zaginięciami sprzed lat - rzekomo już wyjaśnionymi. Im bardziej jednak zagłębia się w prywatne śledztwo, tym więcej ściąga na siebie kłopotów. A gdy ciało Clare zostaje odnalezione - z przyszytymi do pleców łabędzimi skrzydłami - Dunford uświadamia sobie, że znalazł się w najgorszym bagnie. Nie może liczyć ani na pomoc kolegów z redakcji, ani na skorumpowanych policjantów, za to sam znajdzie się na celowniku zarówno władz, jak i obrzydliwie bogatego przemysłowca, który prawdopodobnie jest zamieszany w morderstwa dziewczynek. Dziennikarskie dochodzenie zmieni się dla Edwarda najpierw w prywatną wendetę, a potem w dramatyczną walkę o przetrwanie.

Książka otwiera powieściową tetralogię "Red Riding" (jej udana filmowa adaptacja ukazała się w Polsce na DVD pod tytułem "Wilcze prawo"). To tylko z pozoru standardowy thriller z mocno zarysowanym społecznym tłem. Peace czytelnikom zadania nie ułatwia. Rwaną, chaotyczną narracją znakomicie buduje napięcie i kreśli charaktery bohaterów, ale jednocześnie snuje jedną z najbardziej przygnębiających opowieści, jakie przyszło mi w ostatnim czasie czytać.

"1974" nie jest bowiem kryminałem, po którym należy oczekiwać triumfu prawdy i sprawiedliwości. To lektura dołująca, jednostajnie ponura, chwilami odpychająca naturalistyczną dosłownością. Peace maluje obraz zgnębionego, przeżartego korupcją, kipiącego ledwo tłumioną wściekłością społeczeństwa, używając jedynie szarości i czerni. W zalanym strugami deszczu Yorkshire nie ma nadziei na lepsze jutro, nikt nawet nie czeka na zmiany. Wszyscy za to topią frustracje w hektolitrach alkoholu i rozpaczliwym, pozbawionym emocji i namiętności seksie. To świat, w którym dominuje kłamstwo i zdrada. Ludzie, zastraszeni przez policję, zniewoleni przez system albo pieniądze, nie są zdolni nie tylko do konstruktywnych działań, ale nawet do współczucia. Nie ma tu żadnych jednoznacznie pozytywnych bohaterów: także Dunford, samozwańczy ostatni sprawiedliwy, ucieka się do szantażu, gwałtu i przemocy, prostą drogą zmierzając ku zatraceniu. I nawet ostateczny akt zemsty w jego wykonaniu nie przynosi oczyszczenia, pozostawiając jedynie smak goryczy i puentując narastające w czasie całej lektury poczucie bezsilności.

@RY1@i02/2011/049/i02.2011.049.196.036a.001.jpg@RY2@

@RY1@i02/2011/049/i02.2011.049.196.036a.002.jpg@RY2@

Jakub Demiańczuk

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.