Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Żyd jako zwierzę i towar

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 22 minuty

"Złote żniwa" Jana Tomasza Grossa nie są książką ściśle historyczną - to esej będący intelektualną próbą zrozumienia procesu uprzedmiotowienia Żydów w oczach Polaków w czasach Holokaustu

Najnowsza książka Jana Tomasza Grossa "Złote żniwa" stała się przedmiotem burzliwej dyskusji na dobrych parę miesięcy przed jej oficjalnym wydaniem. Po kraju poszła fama: Gross znowu szkaluje i obraża Polaków. Media, zarówno te przychylne autorowi, jak i te zdecydowanie mu wrogie, bez wahania podchwyciły gorący temat - nikomu jakoś nie przeszkadzało, że mało kto w ogóle czytał "Złote żniwa", że ostateczna wersja książki nadal znajduje się na etapie redakcji. Mieliśmy przecieki (ks. Isakowicz-Zaleski zamieścił w internecie podwędzone fragmenty niezredagowanego tekstu, by, że się tak wyrażę, przygotować rodaków na wiadro pomyj, które przyszykował dla nich Gross), mieliśmy akcję spamowania skrzynek e-mailowych Znaku, mieliśmy nawet absolutnie rozbrajające oświadczenia - oto jedno z nich, nader znamienne, a pochodzące z felietonu Rafała Ziemkiewicza "Żałosna hucpa Grossa", opublikowanego na portalu Interia.pl: "Fakt, że jego [Grossa] nowa książka nie ukazała się jeszcze po polsku, a więc jej nie czytałem, zupełnie mi [w zabraniu głosu] nie przeszkadza". Pozostawiam to bez komentarza.

Choć napisano już bardzo wiele słów o "Złotych żniwach", warto tak czy inaczej przypomnieć, o co chodzi - podejrzewam bowiem, że nie tylko Ziemkiewicz w ogniu emocji poczuł się dumnie rozgrzeszony z faktu nieprzeczytania inkryminowanej książki. Jan Tomasz Gross istotnie postanowił po raz kolejny wetknąć kij w mrowisko. W "Złotych żniwach" stawia tezę, że na obrzeżach Holokaustu odbywał się powodowany chciwością, regularny, zorganizowany i - co ważne - akceptowany przez lokalne zbiorowości rabunek żydowskiego mienia. Rabunek ów miał miejsce w całej okupowanej przez Niemców Europie. Na terenach etnicznie polskich zdarzał się zaś szczególnie często - z tej prostej przyczyny, że było po temu więcej okazji: w środkowej i wschodniej Polsce Żydzi stanowili przed wojną liczną mniejszość i z tych właśnie terenów hitlerowskie Niemcy postanowiły uczynić główną arenę Zagłady.

Gross wychodzi w swoim wywodzie od pewnego zdjęcia odnalezionego w 2008 roku przez reporterów "Gazety Wyborczej" - przedstawia ono pozującą nieznanemu fotografowi grupę kobiet i mężczyzn. Część z nich jest umundurowana. U stóp tej grupy leżą ludzkie czaszki i kości. Zdjęcie zostało zrobione tuż po wojnie na terenie hitlerowskiego obozu zagłady nieopodal Treblinki i przedstawia najprawdopodobniej mieszkańców okolicznych wiosek, którzy przez lata trudnili się przekopywaniem masowych grobów w poszukiwaniu kosztowności, w tym np. złotych zębów, przeoczonych przez Niemców na etapie selekcjonowania mienia pozostawionego przez Żydów. Jak na cmentarne hieny przyłapane na gorącym uczynku - sugeruje Gross - ci ludzie są nad wyraz spokojni i raczej zadowoleni.

W krótkich, często migawkowych rozdziałach przedstawia następnie całą panoramę owego wojennego wyzysku, począwszy od wielkomiejskiego szmalcownictwa, przez popełniane w biały dzień zbiorowe i tłumne kradzieże dóbr z domów przed chwilą wywiezionych Żydów, zajmowanie ich nieruchomości, szantażowanie rodzin żydowskich ukrywających przed Niemcami i pobieranie od nich wygórowanych opłat za opiekę, bezkarne zabijanie uciekinierów, którzy nie mieli przy sobie wystarczającej ilości pieniędzy, jawną współpracę polskich obywateli z nazistowskim aparatem przemocy, po finalną powojenną gorączkę złota na terenach zniwelowanych i zaoranych obozów śmierci. Każdy z przykładów tego barbarzyństwa jest tu udokumentowany. Co więcej, żaden właściwie nie pochodzi z badań samego Grossa - są to w dużej mierze świadectwa uprzednio już zebrane i poddane analizie przez historyków.

I tu ważna kwestia: "Złote żniwa" to esej. Mocny, emocjonalnie zaangażowany, niestroniący od ocen i szeroko zakrojonych wniosków. Takie prawo eseisty i popularyzatora nauki. Zawodowy historyk nie poważyłby się być może na tego rodzaju szybką syntezę. Gross zresztą wycina swoją opowieść z szerszego okupacyjnego kontekstu - biedy, głodu, terroru, ogólnego kryzysu moralnego - co nie znaczy, że ów kontekst nie istnieje; każdy myślący czytelnik będzie umiał go sobie dopowiedzieć. Autora interesuje jednak co innego: uchwycenie momentu, w którym Żydzi z ludzi stają się - systemowo, nie akcydentalnie - w optyce swoich niedawnych sąsiadów zwierzętami, które można bez wahania zgładzić, i towarem, który można sprzedać za niewygórowaną cenę. Zadaje pytania o rolę antysemickich stereotypów sprzed wojny - i generalnego zadowolenia z tego, że Niemcy tak umiejętnie załatwiają sprawę z Żydami. Dotyka też kwestii krańcowej obojętności polskiego Kościoła katolickiego wobec Holokaustu. Opowiada o tych, którzy ratowali Żydów, by po wojnie głucho milczeć w tej sprawie w obawie przez reakcją sąsiadów i groźbą grabieży. Nie jest to miła lektura.

Narracja Grossa zbytnio być może generalizuje opisywane zjawiska - nie były one jednak marginalne, w grę wchodziło kilkadziesiąt tysięcy ofiar. Trudno też zarzucić mu, że relatywizuje polski udział w Zagładzie, nie odnosząc go do sytuacji na całym kontynencie: znajdziemy w "Złotych żniwach" liczne przykłady z innych krajów - z Grecji, Francji, Rumunii, Litwy czy Ukrainy. Istotna jest inna sprawa - po stronie polemistów Grossa pojawia się często w odniesieniu do jego książek pogardliwe określenie "rewelacje". Jakie znowu rewelacje? Wiedza była zgromadzona i dostępna. Myśmy to wszystko już wiedzieli wcześniej, tylko nie umieliśmy się przyznać, że wiemy.

Lubimy w Polsce myśleć o sobie jako o niewinnych ofiarach, ale przypominamy raczej rozhisteryzowanych, poranionych nastolatków. Jan Tomasz Gross bez litości nasze głęboko schowane rany obnaża i rozdziera - nawet jeśli robi to niekiedy w sposób przerysowany i tendencyjny. Wbija klin w schematy rozumowania wywodzące się z XIX-wiecznego nacjonalizmu, a traktujące naród jako monolit. Nie ma niczego takiego jak naród - to wspólnota wyobrażona i fikcyjna, a zgubny wpływ tej fikcji był jednym z kamieni milowych totalitaryzmu. Być może najwyższy czas pomyśleć o sobie po prostu jako o społeczeństwie - zawsze pełnym napięć i sprzeczności. Tak będzie łatwiej. Ale najpierw trzeba wyciągnąć wszystkie trupy z szafy.

@RY1@i02/2011/049/i02.2011.049.196.0038.001.jpg@RY2@

@RY1@i02/2011/049/i02.2011.049.196.0038.002.jpg@RY2@

Przerażający obraz, który kreśli Jan Tomasz Gross, ma ostre kontury. Pojawia się wszakże sposobność, by je trochę złagodzić. Nakładem wydawnictwa Universitas ukazała się bowiem obszerna (trzy tomy po 1000 stron) antologia "Przeciw antysemityzmowi 1936 - 2009" w wyborze i pod redakcją Adama Michnika. Domyślam się, że nazwisko redaktora na wielu potencjalnych czytelników działa z różnych powodów niczym płachta na byka, niemniej warto odpuścić sobie zbędne emocje. "Przeciw antysemityzmowi" gromadzi bowiem korpus tekstów, które stanowią dowód na to, że w obliczu przedwojennych prześladowań Żydów, katastrofy Holokaustu i późniejszych prób grania kartą żydowską przez komunistów wielu polskich intelektualistów potrafiło zachować się więcej niż przyzwoicie. Znajdziemy tu wymierzoną w antysemityzm publicystykę czasów II RP, związane ze stosunkiem Polaków do Zagłady teksty powstałe w trakcie II wojny światowej, analizy postaw antyżydowskich epoki PRL, zwłaszcza w odniesieniu do powojennych pogromów i wydarzeń lat 1967 - 1968, a także współczesne opracowania historyczne podejmujące próbę całościowego spojrzenia na zjawisko polskiego antysemityzmu. Rzecz to wartościowa i właściwie niezbędna każdemu, kto chce w pełni zrozumieć choćby spory wokół książek Grossa.

pk

@RY1@i02/2011/049/i02.2011.049.196.0038.003.jpg@RY2@

Piotr Kofta

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.