Morderstwo z feminizmem w tle
"Krew, którą nasiąkła" - kolejny dobry kryminał ze Skandynawii. A końca tej fali nie widać, co zaczyna być już trochę niepokojące
O skandynawskich kryminałach pisać coraz trudniej. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że ten boom powoli przybiera rozmiary apokaliptyczne. I jak je recenzować? Z jednej strony, łatwo znużyć się ciągłymi obwieszczeniami narodzin kolejnych kontynuatorów Larssona i Mankella, z drugiej - trzeba przyznać - Skandynawowie do kryminałów naprawdę mają talent, a pójście w ilość jakimś cudem nie oznacza spadku jakości. W ostatnim czasie miałam w rękach powieści Monsa Kallentofta, Mari Jungstedt i Kerstin Ekman, choć to zaledwie ułamek na rynku nordyckich kryminalnych nowości. Za każdym razem mój pierwotny opór kończył się kapitulacją. Ta fabryka działa bez zarzutu i rzecz polega chyba nie tyle na opracowaniu patentu, ile na umiejętności jego twórczego wykorzystania.
Trudno mi znaleźć słaby punkt w powieści °Asy Larsson, choć już samo nazwisko i pochodzenie pisarki na początek mogłoby zagwarantować jej całkiem przyzwoitą sumkę. Warto jednak przyznać, że 45-letnia Szwedka to pisarka sprawna i utalentowana. Jej powieść wciąga i buduje klimat, ma więc wszystko, czego od solidnego kryminału trzeba oczekiwać. Jest w skandynawskim powietrzu coś, co z miejsca każe nam się czuć nieswojo. Czy przyczyną jest chłód? Białe noce? A może zagadkowa melancholia, która zdaje się przepełniać mieszkańców półwyspu?
Rebeka Martinsson, młoda prawniczka, dźwiga brzemię morderstwa popełnionego przed rokiem w obronie własnej. Powrót do pracy i życia w społeczeństwie dla bohaterki okazuje się mozolnym i traumatycznym procesem. Tymczasem w Kirunie, rodzinnym mieście Rebeki, dochodzi do brutalnego morderstwa popularnej, choć wzbudzającej kontrowersje wśród lokalnej społeczności pani pastor, wyznającej radykalne poglądy feministyczne. Wszystko razem intryguje tak bardzo, że książkę Larsson czytamy jednym tchem. Ale nie to jest największą zaletą powieści Szwedki - jest nią umiejętność tworzenia wiarygodnych, pełnokrwistych postaci. Wykreowany przez pisarkę świat naprawdę pulsuje życiem, ani przez chwilę nie sprawia wrażenia papierowości. Jeśli miałabym mieć zarzuty, to najwyżej do tytułu - brzmi jak wyimek z mało wyszukanej reklamy podpasek. Może więcej poezji?
@RY1@i02/2011/049/i02.2011.049.196.036b.001.jpg@RY2@
@RY1@i02/2011/049/i02.2011.049.196.036b.002.jpg@RY2@
Malwina Wapińska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu