Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Persowie w natarciu

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

"Książę Persji: Piaski czasu" to olśniewająca wizualnie i zabawna adaptacja popularnej serii gier komputerowych. Premiera w niedzielę na antenie HBO

Po pierwsze to nie jest film dla dorosłych, tylko bajka. Po drugie, jeśli szukamy logiki, dramatu i psychologii czy wszelkiej maści drugiego dna, zdecydowanie pomyliliśmy sale. Po trzecie istnieje typ kina, na które zwyczajnie miło się pogapić: najnowsze technologie, piękni aktorzy, efektowne sceny. Jeśli właśnie na nie macie dziś ochotę, to "Książę Persji: Piaski czasu" jest filmem dla was. Z odpowiednim nastawieniem czekają nas dwie godziny rozrywki a` la Jerry Bruckheimer.

To jasne, że legendarny producent szuka nowych "Piratów z Karaibów". Mająca się ku końcowi (ostatni film wejdzie do kin za rok) seria o Jacku Sparrow była kurą znoszącą złote jaja. Czy "Książę..." ma taki sam potencjał? Poniekąd tak, choć nie jest bezpośrednią konkurencją "Piratów...". Film jest zrobiony dla nieco młodszej publiczności. Jego fabuła jest prostsza, mniej w niej zwrotów, niespodzianek i szaleństwa. Bohaterowie są bardziej kreskówkowi (prężący umięśnioną klatę Jake Gyllenhaal i kołysząca imponująco płaskim brzuszkiem Gemma Arterton). Za to jest zdecydowanie bardziej dopieszczony wizualnie i kłaniający się fanom przygodówek w stylu starego Indiany Jonesa (do fascynacji którym przyznaje się autor scenariusza Jordan Mechner): z fantastycznymi scenami walki, torami przeszkód i nieodłącznymi niewiarygodnymi artefaktami, które mają moc zmiany losów świata. Co łączy obie produkcje? Ironia, dystans i poczucie humoru, czyli to, co różni współczesne widowiska od koturnowych klasyków gatunku w stylu Cecila DeMille.

"Książę Persji: Piaski czasu" ma dość prostą fabułę. VI wiek naszej ery, Imperium Perskie najeżdża swoich sąsiadów podejrzanych o potajemne zbrojenie jego wrogów. Splendor za spektakularne zdobycie miasta Alamut spływa na przybranego syna króla - księcia Dastana (czarujący, grający z lekkim dystansem Gyllenhaal). W zamian za wojenny sukces chłopak ma poślubić piękna władczynię miasta, księżniczkę Taminę (Arterton). Szybko się okazuje, że panna jest niezbyt chętna do zaślubin, a atak Persów na miasto był spiskiem powstałym w najbliższych kręgach króla. Ten zaś zostaje podstępnie zamordowany. Podejrzenie pada na Dastana. Książę musi uciekać, by z ukrycia wyśledzić i zdemaskować mordercę, uporać się z nadpobudliwą księżniczką, pokonać tajemniczy klan Asasinów i nawiązać pakt z wyjętym spod prawa miłośnikiem strusich wyścigów (przezabawny Alfred Molina). A przede wszystkim rozwiązać tajemnicę sztyletu, który okazuje się nie tylko pięknym gadżetem. Fabuła służy tu właściwie jako wypełniacz między wizualnymi ucztami: niewiarygodnymi dekoracjami, fenomenalnymi scenami zbiorowymi, jak zdobycie wschodniej bramy miasta Alamut czy finałowy pojedynek dobra ze złem.

@RY1@i02/2011/039/i02.2011.039.196.006b.001.jpg@RY2@

Magdalena Michalska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.