Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Skromne filmy wygrywają

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

61. festiwal filmowy w Berlinie rozczarował selekcją filmów w konkursie głównym. Widzowie podczas projekcji zasypiali. Pozytywnie zaskoczyło tylko kilka tytułów

Zwycięzca festiwalu, irański "Nader and Simin. A Separation", to film wybitny, ale jego reżyser Asghar Farhadi nie miał dużej konkurencji. Oczywiście cieszy, że zwyciężył akurat ten film - prosty, skromny rodzinny dramat o małżeńskim kryzysie, walce o dziecko, ideały. To też portret podzielonego społeczeństwa, dowód na to, jak przynależność do klasy determinuje całe życie. W kontekście aresztowania irańskiego reżysera Jafara Panahiego, przebywającego w więzieniu w Teheranie, "Nader and Simin. A Separation" staje się protestem - komentarzem do trudnej, naznaczonej rządami islamskich fundamentalistów rzeczywistości.

Cieszy również Srebrny Niedźwiedź dla zjawiskowego "A Turin Horse". Węgierski reżyser Béla Tarr zapowiedział, że ta produkcja to jego pożegnanie z kinem. Jego propozycja to mroczna przypo-wieść, historia ojca i córki, którzy żyją na odludziu, w nędzy i samotności, pogrążając się w marazmie, odrętwieniu.

Na uwagę zasługiwał również rosyjski "V Subbotu", portretujący lokalną społeczność w dniu katastrofy elektrowni jądrowej w Czarnobylu - drgające od emocji, dynamiczne, niepokorne kino.

Zawiedli twórcy, po których spodziewano się ważnych filmowych odsłon, m.in. Ralph Fiennes i jego debiut "Coriolanus" (włożona w ramy współczesnego konfliktu zbrojnego ekranizacja dramatu Szekspira) czy amerykańska niezależna artystka Miranda July i jej film "The Future" - błaha historyjka o miłości i gadającym ludzkim głosem kocie, który zaczyna być katalizatorem dla zmian w nie do końca udanym związku pary dziwaków.

Rozczarowana publiczność, wyczerpana maratonem nieudanych konkursowych filmów, pocieszenia szukała poza najważniejszym, głównym zestawieniem. Tam znalazła między innymi najnowszy film Wima Wendersa "Pina", który okazał się prawdziwą rewelacją festiwalu. To hołd dla niemieckiej choreografki Piny Bausch, wyrazisty, iskrzący muzyką i tańcem dokument, który Wenders nakręcił w 3D, udowadniając, że ta technologia nie musi służyć tylko filmom rozrywkowym.

Również sekcje poboczne, takie jak Forum i Panorama, okazały się ciekawsze niż blok konkursowy. Dobrym tropem było kino azjatyckie - choćby japoński, prawie trzygodzinny "Into The White Night" - ciekawa fuzja filmu detektywistycznego i melodramatu, nakręcona z rozmachem i precyzją wizja Japonii lat 80.

Na tegorocznym Berlinale pokazano również polskie filmy. "Made in Poland" Przemysława Wojcieszka, "Salę samobójców" Jana Komasy, "Jutro będzie lepiej" Doroty Kędzierzawskiej. Polska reżyserka przywiozła z Berlina dwie nagrody - Grand Prix Deutsche Kinderhilfswerk oraz Peace Film Award. Polski operator Wojciech Staroń otrzymał Srebrnego Niedźwiedzia za polsko-niemiecko-francusko-meksykańską koprodukcję "El premio". Zdjęcia Staronia wraz z kameralną muzyką stworzyły sugestywną, oniryczną oprawę dla w sumie dość słabego filmu, opowiadającego o losach matki i córki za rządów argentyńskiej junty.

Najważniejsze jednak, że doceniono pracę polskich filmowców, szkoda tylko, że 61. edycja festiwalu okazała się jedną z najsłabszych w ostatnich latach.

@RY1@i02/2011/039/i02.2011.039.196.028a.001.jpg@RY2@

Asghar Farhadi, triumfator tegorocznego festiwalu w Berlinie, z aktorami swojego filmu "Nader and Simin. A Separation"

Anna Serdiukow

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.