Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Genialny wykolejeniec

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Znakomity zbiór opowiadań Trumana Capotego "Te ściany są zimne" stanowi zarazem ilustrację jego własnej kariery literackiej - od wybuchu wielkiego talentu do zatracenia się w narkotycznej otchłani

Narrator opowiadania "Bezgłowy jastrząb" Trumana Capotego opowiada o miłościach swojego życia. W tej damsko-męskiej galerii portretów każdy w taki czy inny sposób okazuje się ułomny, każdy ma jakąś skazę. Jest ograniczona umysłowo Lucille, która wyszywa mozaiki na jedwabiu, głuchoniema Connie, stary i przegrany Allan T. Baker. Jak twierdzi narrator, wszyscy oni budzą w nim ten szczególny rodzaj podziwu, jaki w dzieciństwie odczuwał wobec karnawałowych przebierańców. Sam Capote przypomina trochę bohatera swojego opowiadania. Z czułością kolekcjonuje dziwaczne, pokaleczone postaci, wprowadza czytelnika do zagadkowych gabinetów cieni, w których wszystko ulega deformacji. Nie wiem, w którym momencie swojej biografii Capote zaczął się narkotyzować, ale już jego najwcześniejsze teksty są naznaczone schizofrenią, delirycznym poczuciem absurdu, który każe pozbyć się zaufania do konturów rzeczywistości. Lektura krótkich form autora "Harfy traw" bezapelacyjnie dowodzi natomiast jednego - Capote to mistrz.

Kto by pomyślał, jak bardzo można przestraszyć się szelestu dziewczęcej, jedwabnej sukienki, widoku nożyczek lub smaku pieprzowej wódki. W rękach autora zbioru "Te ściany są zimne" słowo okazuje się mieć niebywałą wręcz siłę rażenia. Czytając opowiadania Amerykanina, trudno nie zadać sobie pytania, jak to możliwe, że pisarz o tak nieokiełznanej wyobraźni chciał stworzyć powieść dokumentalną. Dlaczego zdecydował się napisać "Z zimną krwią"? Cała wielka literatura tkwiła w jego głowie. Capote zdawał się samowystarczalny.

Literaturoznawca Reynolds Price pisze we wstępie, że w amerykańskiej literaturze takie przypadki były dwa: on i Ernest Hemingway. Obaj funkcjonowali po trosze na warunkach literackich showmanów, po trosze celebrytów. Truman Capote okazał się dzieckiem swoich czasów i uosobieniem kariery w stuprocentowo amerykańskim stylu. Ten pokaleczony emocjonalnie dziwak, szpetny odszczepieniec z Luizjany, wielbiciel ekstrawagancji i salonowego blichtru, spalił się jak ćma. "Z zimną krwią" wyniosło go na szczyt sławy, zapewniając oglądalność w najpopularniejszych talk-show, towarzystwo nowojorskiej śmietanki. Niestety, powiodło go również ku kompletnej autodestrukcji. To historia nieco podobna do tej, którą, portretując Jerzego Kosińskiego, opisał niedawno Janusz Głowacki - dzieje człowieka znikąd, który nieoczekiwanie dostaje się na szczyt; pisarza, który żyje szybko i zatraca się w narkotyczno-seksualnej otchłani.

Takiego Capotego znamy najlepiej. Ale opowiadania z tomu "Te ściany są zimne" pochodzą z najpłodniejszego twórczo okresu pisarza, nim jeszcze dał się poznać światu jako autor "Z zimną krwią". I począwszy od najwcześniejszych, pochodzących jeszcze z lat 40., są majstersztykami. Świetny, choć warsztatowo jeszcze surowy, okazuje się tekst tytułowy, imponująco skonstruowana miniatura, która aż buzuje od podskórnych emocji, nastrojów, niedopowiedzeń. Początkowo Capote przyjmuje po części metodę hemingwayowską. Jest precyzyjnym minimalistą, ograniczającym się do obserwowania zachowań bohaterów. Pod znakiem autora "Pożegnania z bronią" zostało napisane opowiadanie "Kształt rzeczy", będące zapisem dialogu wracającego z frontu żołnierza z przypadkowo spotkaną kobietą. Ale z czasem rzeczywistość w krótkich formach Capotego zaczyna tracić na znaczeniu. Do głosu dochodzą iluzje, halucynacje, skrywane obsesje. Psychologiczną przenikliwość i umiejętność budowania nastroju niepokoju pokazuje autor we wczesnym opowiadaniu "Miriam" oraz nigdy niepublikowanym w Polsce "Mojave". Wrócę jeszcze do wspomnianego "Bezgłowego jastrzębia", bo to prozatorska perełka. Jego narrator, oglądając obraz nieznanej autorki, pyta: "Kto mnie aż tak dobrze zna i skąd?". Podobne pytania zadajemy sobie, czytając opowiadania Capotego - Jak to możliwe, że ludzką psychikę najlepiej znają wykolejeńcy?

@RY1@i02/2011/039/i02.2011.039.196.0035.001.jpg@RY2@

Malwina Wapińska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.