Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Hagiografia raczej absurdalna

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

"Trzy żywoty świętych" Eduardo Mendozy to opowiadania o fałszywej religijności i o tym, że sprawny autor każdego bohatera może uczynić świętym

Mendoza nazywa świętością to, co zazwyczaj uznaje się za słabość. Święte są w jego opowiadaniach nadwrażliwość, trauma, nad którą rozmyśla się całe życie, albo przekonanie, że tylko w niewielkim stopniu ma się wpływ na własny los.

Błogosławieni są w tych historiach: biskup, nie przez przynależność do Kościoła, ale przez swój głęboki trwały smutek, alkoholik, przez permanentny stan nieobecności, oraz jego żona, bo znosi wszystko ze spokojem. Święty Krzysztof to przy nich zaledwie szczęściarz, któremu przypadkiem, jak pisze Mendoza, dostała się pod opiekę gigantyczna flota samochodowa całej planety. Bohaterami tych opowiadań nie są męczennicy, uzdrowiciele ani anachoreci, ale postaci podobne do Don Kichota, Hamleta albo Raskolnikowa. "Ich żywot wykracza poza to, co ludzkie, gdyż posiadają globalną wizję egzystencji, którą reszta z nas zatraciła w prozaicznym rozbiciu życia na poszczególne dni". Zatem autor w pięknym stylu kpi z pojęć świętości oraz grzechu, z religijności według zasad wymyślanych przez Kościół.

W Hiszpanii "Trzy żywoty świętych" po raz pierwszy ukazały się w 2009 roku, kiedy rozpoczynała się publiczna dyskusja o projekcie rządu premiera Zapatero, by znieść religijny charakter uroczystości państwowych. Jedno z opowiadań w tym zbiorze, "Wieloryb", zawiera niemal publicystyczny komentarz na temat fałszywej żarliwości katolików. Akcja zaczyna się pod- czas Kongresu Eucharystycznego w 1952 roku w Barcelonie, poświęconego kultowi maryjnemu. Rodzina opowiadającego tę historię celebruje modły, śpiewy, przemowy, choć bierze w nich udział nie bezpośrednio, ale obserwując je z balkonów. Wartość duchowa tych wydarzeń zostaje przysłonięta przez wizytę latynoskiego biskupa w domu bohaterów. Jego pobyt przeciąga się, a on z małomównej postaci zamienia się w pijaka. Narrator pamięta go jako rozdartego między tym, co czyste, boskie oraz ludzkie. Dlatego wedle kategorii Mendozy biskup jest święty.

Podobnie Dubslav, największy egzystencjalista w tym zbiorze. Wyemigrował z Hiszpanii do Afryki, wiedziony tylko intuicją, bez żadnego innego powodu. Teraz, po śmierci matki, wyrusza do Madrytu, by odebrać w jej imieniu Europejską Nagrodę za Dokonania Naukowe. Podczas mowy dziękczynnej swoją duchowość określa tak: "Jestem człowiekiem absurdalnym. Zostałem poczęty w absurdalny sposób, wychowany w absurdalny sposób, a całe moje życie polegało na rozwijaniu i doskonaleniu tego absurdu". Absurd wewnętrznych walk tych postaci polega na tym, że nikogo nie interesują. Ich historie układają się w pastisz hagiografii.

Ten zbiór jest jedną z najbardziej ironicznych książek Mendozy oraz jedną z najlepszych. A prawdopodobnie również jedną z najważniejszych dla niego samego - jeśli z powagą przyjąć stwierdzenie z przedmowy: "Nigdy nie odnosiłem wrażenia, że piszę w celach terapeutycznych. Jeśli w ogóle, w trzech opowiadaniach składających się na tę książkę znalazłem się najbliżej tej funkcji literatury".

@RY1@i02/2011/039/i02.2011.039.196.036a.001.jpg@RY2@

@RY1@i02/2011/039/i02.2011.039.196.036a.002.jpg@RY2@

Marta Strzelecka

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.