Chiński ocean bólu i krzywdy
Dwie mocne książki o współczesnych Chinach - okazja, by spojrzeć na Państwo Środka oczami ludzi wykluczonych i wyklętych
Ostatnio często słychać mniej lub bardziej zawoalowane pytanie: Czy Chiny będą rządzić światem? A jeśli tak, to jak ów świat będzie wyglądał? Oczywiście nie umiem udzielić odpowiedzi na żadną z tych kwestii - nie wiem nawet, czy mamy powody do niepokoju: Chiny są wprawdzie na fali wznoszącej, ale też im większy jest gospodarczy sukces tego kraju, tym większą społeczną i polityczną cenę przyjdzie mu za ten sukces zapłacić.
Lista aktualnych i potencjalnych problemów Państwa Środka liczy wiele pozycji. Po pierwsze, wdrożona w latach 70. polityka jednego dziecka już doprowadziła do poważnego kryzysu demograficznego - chińskie społeczeństwo starzeje się błyskawicznie, a efektem ubocznym są dziesiątki milionów nadliczbowych mężczyzn, którzy nie mają szans na założenie rodzin - kobiety, z którymi mogliby się ożenić, padły ofiarą planowych aborcji, jako że tradycyjne preferowane przez rodziców były dzieci płci męskiej. Po drugie, paradoksalnie, Chiny zmagają się z przeludnieniem i deficytem ziemi pod produkcję żywności. Do tego dochodzą masowe (o niewyobrażalnej dla nas skali) migracje rolników do wielkich miast w poszukiwaniu pracy, głównie w branży budowlanej. Po trzecie, gwałtownie rosną koszta owej pracy - chińskie społeczeństwo powoli przymierza się do roli konsumentów, nie zaś producentów. Status największej fabryki świata jest w tym kontekście zagrożony. Po czwarte, gwałtowne przejście od komunizmu do państwowego kapitalizmu zaowocowało wielkim społecznym rozwarstwieniem, nie wszyscy są bowiem beneficjentami tych przemian, a transformacja odbyła się bez stworzenia jakiegokolwiek ogólnokrajowego systemu socjalnych zabezpieczeń - w powstałą próżnię wkroczyły organizacje mafijne i urzędnicza korupcja. Ekonomiści z wypiekami na twarzach powtarzają mantry o gigantycznych chińskich rezerwach walutowych, za które można kupić pół Europy. Niewykluczone jednak, że to i tak za mało, by rozwiązać społeczne dylematy Państwa Środka. Chiny mają wiele oblicz - za morzem nowych wieżowców kryje się ocean biedy i społecznego wykluczenia.
Rzadko mamy sposobność zajrzeć za te kulisy - mowa przecież o kraju, którym nadal rządzi partia komunistyczna kontrolująca media i internet, a więzienia pełne są więźniów politycznych. Cóż z tego, że w sferze gospodarczej panują tam teraz porządki nie maoistowskie, ale niemal libertariańskie - zasłona informacyjna jest skuteczna, a tamtejsze władze umiejętnie korzystają ze światowych zastępów pożytecznych idiotów wychwalających chińską potęgę, spryt i elastyczność. Teraz jednak nadarza się unikalna okazja, by poznać Chiny od skrzętnie skrywanego zaplecza - ukazują się u nas dwie książki, które mogą służyć za bilet wstępu do tej rzeczywistości.
"Tao" Japonki Ayi Gody to rzecz mocno osobista - historia dość szaleńczej, wielomiesięcznej eskapady, jaką odbyła autorka po Chinach w gorącym roku 1989 w towarzystwie swojego przyszłego męża, niepokornego malarza Cao Yonga. W pewnym sensie "Tao" jest portretem tego nietypowego Chińczyka - znawcy tybetańskiej sztuki, długowłosego nonkonformisty o wybuchowym charakterze, obieżyświata i włóczęgi. Cao Yong, jaki wyłania się z książki Ayi Gody, przypomina mi trochę postać Klausa Kinskiego - genialnego aktora i narwanego szaleńca. Skoro Kinski miał ze swoją aparycją i temperamentem problemy w powojennych Niemczech, nietrudno sobie wyobrazić, w jakie tarapaty co i rusz popadał Cao Yong w totalitarnych Chinach. Po tym jak władze zerwały jego pekińską wystawę, zagrożony aresztowaniem Yong wraz z japońską narzeczoną był zmuszony uciekać ze stolicy. We dwoje przemierzają Państwo Środka, kryjąc się przed bezpieką - a my możemy poczuć klimat dalekiej chińskiej prowincji, pojąć ogrom społecznego i kulturowego spustoszenia, jakie dotknęło tę starożytną cywilizację w XX wieku. To ciekawa, miejscami brawurowa proza podróżnicza.
"Prowadzący umarłych" Liao Yiwu to książka jeszcze bardziej pasjonująca, choć składa się jedynie z wywiadów. Sam Liao Yiwu to człowiek przypominający nieco Cao Yonga - pisarz i dziennikarz z racji niemożności wykonywania zawodu zarabiający na życie jako uliczny grajek, wędrowiec, bywalec aresztów i więzień. Dzięki spisanym przez niego rozmowom wnikamy w świat osób na różne sposoby zmarginalizowanych - spotykamy udręczonych przez kolektywizację chłopów, złodziei, tragarzy zwłok, ludzi, którym złamano życie w wyniku oskarżeń o "prawicowość", wyznawców Falun Gong i chińskich chrześcijan, sypiających na ulicy sezonowych robotników, zawodowych żałobników, handlarzy żywym towarem. Pomysł to świetny w swojej prostocie - a i wykonanie nie pozostawia nic do życzenia. Liao Yiwu umie słuchać i zadawać trudne pytania, ma też osobliwe poczucie humoru, które nie gaśnie nawet w obliczu potwornych ludzkich tragedii, a nawet pomaga je jakoś przetrawić. Z tych rozmów wyłania się obraz społeczeństwa, które z feudalnego średniowiecza zostało nagle wrzucone w sam środek okrutnej, bezmyślnej utopii, by niedługo potem stawić czoła drapieżnemu kapitalizmowi. Po książce Liao Yiwu Chiny przestają sprowadzać się do portretu Mao, tarasów ryżowych pól i bezmiaru nowoczesnych autostrad. To raczej piekło - o ile piekłem jest miejsce, w którym pojedynczy człowiek nie znaczy absolutnie nic.
@RY1@i02/2011/039/i02.2011.039.196.038a.001.jpg@RY2@
@RY1@i02/2011/039/i02.2011.039.196.038a.002.jpg@RY2@
@RY1@i02/2011/039/i02.2011.039.196.038a.003.jpg@RY2@
Nie wszyscy mogą liczyć na mieszkanie na nowych osiedlach rosnących wokół chińskich miast
@RY1@i02/2011/039/i02.2011.039.196.038a.004.jpg@RY2@
Zbieracze śmieci na wysypisku pod Szanghajem
Piotr Kofta
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu