Prezes za dnia, sportowiec o świcie
W biznesie nie zawsze gra się fair. Na korcie czy bieżni obowiązują jasne zasady
Choć na brak pracy nie narzekają, znajdują wolną chwilę, by potrenować. Zwykle rano, gdy rodzina jeszcze śpi, albo późnym wieczorem czy nocą. Prezesi największych firm uprawiają sport, by rozładować emocje, zetrzeć się z innymi biznesmenami i sprawdzić się na innym polu niż zawodowe. Wielu, tak jak prezesi ubezpieczeniowych spółek Andrzej Klesyk z PZU czy Adam Pustelnik z Signal Iduna, z pomocą trenera chce osiągnąć poziom półprofesjonalny i wygrywać turnieje. Inni, jak Piotr Narloch, prezes Concordii, startują w maratonach.
W czasie treningów większość nie stroni od dyskusji biznesowych. Zresztą gdy w zarządzie jest już jedna osoba aktywna fizycznie, często trenują też inne. Ze świecą jednak szukać przedstawicieli gier zespołowych takich jak piłka nożna. - To dość dziwne, bo gry zespołowe to świetna okazja, by ćwiczyć umiejętności zarządzania - dziwi się Marek Graczyk, szef sekcji psychologii sportu Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, z którego pomocy korzysta m.in. Polski Komitet Olimpijski. Nie dziwi go sportowa pasja menedżerów. - Sport to dążenie do doskonałości, przekraczania barier, bicia rekordów nie tylko świata, ale i własnych - mówi. A żeby zostać szefem dużej firmy, potrzebne jest podobne zacięcie. - Poza tym sport działa oczyszczająco, bo w polityce czy biznesie nie zawsze możliwa jest gra fair play, a tu są jasne zasady. Nie możemy się bić, więc rywalizujemy ze sobą na bieżni albo boisku - dodaje. Jego zdaniem na wybór dyscypliny ma wpływ temperament, ale decydujące mogą być doświadczenia z młodości czy moda.
10 lat temu korporacje ogarnął szał gry w squasha. Pracownicy dużych firm w Polsce, np. Microsoftu, nie tylko rezerwowali wspólnie korty, ale też grupowo kupowali rakiety i piłki. Gra wciąż ma wielu fanów. Od sześciu lat jednym z nich jest prezes PZU. Andrzej Klesyk grywa z własnym trenerem, ale też innymi menedżerami. Czasem z takim zacięciem, że zdarzają się kontuzje - Marianowi Owerko, prezesowi Bakallandu, złamał w czasie meczu nos. Ale squash nie jest jedyną pasją Klesyka. Jest też tancerzem. W jednym z wywiadów przyznał, że gdyby komunizm nie upadł, na pewno zdecydowałby się na zawodowstwo. Trenując z żoną, osiągnął najwyższą klasę taneczną S i na 120 startów w turniejach wygrał aż 50.
Bogusz Kruszyński, prezes firmy Redan, znanej z takich marek odzieżowych, jak Top Secret czy Troll, regularnie grywa w squasha od dekady. - Mam dużo pracy, ale raz w tygodniu sprawdzam, czy gumowa piłeczka odbija się tak, jak powinna - żartuje. Umawia się ze znajomymi ze studiów, poprzednich miejsc pracy, z bratem. Po godzinnym wysiłku zwykle idą odprężyć się w saunie. - To świetna okazja, by porozmawiać nie o bieżących sprawach firmy, ale o tym, co dzieje się w gospodarce, jak może się zmienić kurs dolara. Moi znajomi zajmują się bardzo różnymi rzeczami, mają dostęp do ciekawych informacji i własny pogląd na wiele spraw - mówi Kruszyński. Stara się też przynajmniej raz w roku wyruszyć w rejs morski, ale na jazdę konną w towarzystwie żony brakuje mu już czasu.
Tenis ziemny jest z kolei pasją m.in. Ryszarda Krauzego czy Adama Pustelnika. - Gram co najmniej raz w tygodniu. Oprócz tego już mniej regularnie, parę razy w miesiącu, w halową piłkę nożną, czyli futsal, a od wiosny do jesieni pływam - mówi prezes Signal Iduny. Jako nastolatek uprawiał wyczynowo tenis stołowy. - Po zakończeniu kariery trudno było znaleźć partnera do gry. Stąd tenis ziemny - mówi prezes. Grywa od dziesięciu lat, od czterech lat bardziej profesjonalnie. Ma własnego trenera, startuje w turniejach amatorskich i osiąga coraz lepsze wyniki. Sport to dla niego okazja do spotkań towarzyskich ze znajomymi, ale też rywalizacji i utrzymania dobrej formy. - W zeszłym roku grałem mecz z 17-latkiem, który miał wybitny talent do gry. Mecz stał na niezłym poziomie, w niektórych momentach bywał dramatyczny. Była publiczność, pojawiły się oklaski. Po ciężkiej, wielogodzinnej grze udało mi się wygrać i wtedy jeden ze znajomych mojego rywala oglądających spotkanie powiedział: "Chciałabym być w takiej kondycji jak twój ojciec". Czy może być lepsza motywacja? - pyta Pustelnik.
Wśród szefów dużych spółek nie brak też fanów sztuk walki. Na treningi karate przynajmniej raz w tygodniu znajduje czas Paweł Kacprzyk, prezes Medicoveru w Polsce. Trenuje od liceum. - Ten sport uczy skupienia, wytrwałości, a przede wszystkim pokonywania własnych ograniczeń - mówi Kacprzyk. Od czterech lat jego największą pasją są jednak motocykle sportowe. Wolne dni w sezonie wiosenno-letnim spędza na torach wyścigowych w Poznaniu, a czasem też we Włoszech i w Niemczech. - Jazda na nich wymaga wyjątkowej koncentracji, opanowania i dużej samokontroli - podkreśla. Karate trenuje z przyjaciółmi, na torach motocyklowych często spotyka właścicieli i szefów firm, czasem byłych sportowców.
Karate to również pasja Bartosza Drabikowskiego, wiceprezesa PKO Banku Polskiego. Treningi sztuk walki zaczął w młodości, skakał też wtedy ze spadochronem. Poważnie rozważał zaciągnięcie się do wojsk powietrzno-desantowych, gdyby nie dostał się na studia. Karierę związał jednak z sektorem finansowym, a o sprawność fizyczną dba nadal. - Niestety nie trenuję już karate kyokushinkai, które bardzo wysoko cenię - mówi Drabikowski. Tłumaczy, że to twardy styl. - Aby utrzymać technikę, siłę i wytrzymałość, należy trenować regularnie, a na to nie mam już czasu. Poza tym to sport urazowy, a z podbitym okiem, złamanym żebrem lub ręką nie wyglądałbym wiarygodnie, prezentując wyniki finansowe banku - śmieje się. Za to nadal codziennie przed pracą ćwiczy podstawowe partie mięśni oraz pływa.
Drabikowski oddaje się teraz innym sportowym hobby - między innymi żeglarstwu, które interesowało go od młodości. Ma patent sternika jachtowego z praktyką morską i oceaniczną, ale dzisiejsze wyprawy z braku czasu ogranicza do Wielkich Jezior Mazurskich. Wybiera sporty, które można uprawiać z doskoku, jak windsurfing oraz kitesurfing. - Kite jest rewelacyjny, zdejmuje sporo naszego ciężaru i daje fenomenalne uczucie swobody ruchu, niemal stanu nieważkości. Deska jest malutka, razem z pianką i latawcem mieści się w bagażniku - opowiada wiceszef PKO BP. Pływa w Zatoce Puckiej, Egipcie i Grecji. - Chciałbym kiedyś polecieć na kilka tygodni do Brazylii lub Wietnamu, gdzie wieją regularne wiatry, a woda jest bardzo ciepła - mówi. Zimą daje upust swoim sportowym zainteresowaniom, jeżdżąc na nartach i snowboardzie. Najchętniej poza wyznaczonymi trasami. - To daje większą adrenalinę, wymaga dużej koncentracji, dobrej techniki oraz dokładnego zaplanowania i kontrolowania trasy zjazdu - podkreśla.
Żeglarstwo i narciarstwo wybrała także Anna Rulkiewicz, prezes Grupy Lux Med. - Pochodzę z Iławy, miasta leżącego nad Jeziorakiem, dużym jeziorem, dobrze znanym żeglarzom, więc nie musiałam specjalnie szukać dyscypliny, nasunęła się sama - opowiada. Przyznaje, że trudno znaleźć czas na sport, prowadząc dużą firmę i wychowując dzieci, ale jeździ z rodziną na narty. - Wygląda na to, że udało mi się zaszczepić w synach miłość do sportu. Dobrze pływają, nie boją się wody i liczę na to, że dzięki nim już wkrótce aktywniej wrócę do żeglarstwa - mówi Rulkiewicz. Jej wielką pasją jest również taniec towarzyski, szczególnie rytmy latynoamerykańskie.
W szeregach prezesów giełdowych spółek jest też grono lekkoatletów. Prezes firmy Action Piotr Bieliński to trzykrotny mistrz Polski juniorów w biegu na 1500 metrów. Oprócz biegów lubi kolarstwo i bierze udział w zawodach kolarskich Bike Marathon. - Czas poświęcony na sport był jedną z lepszych inwestycji. By zdobywać medale, musiałem nauczyć się dyscypliny, wytrwałości i konsekwencji w działaniu, a także przyzwyczaić się do ciężkiej pracy - wspomina. I dodaje, że wszystkie te cechy idealnie sprawdziły się w świecie biznesu. Teraz sport to dla niego odskocznia pozwalająca odreagować stresy, ale też możliwość nawiązania porozumienia w relacjach biznesowych. - Pasją zaraziłem już kilku partnerów biznesowych - mówi Bieliński. Jego zastępca, wiceprezes Kazimierz Lasecki, to z kolei dwukrotny reprezentant Polski na mistrzostwach świata w biegu przełajowym, uczestnik wielu maratonów.
Regularnie biega także Michał Kałużyński, wiceprezes Redanu. Kiedyś był zawodnikiem ŁKS w lekkiej atletyce. - Pływam i biegam 2 - 3 razy w tygodniu, ale nie w celach towarzyskich. To dyscypliny do uprawiania indywidualnie. Mam wreszcie czas tylko dla siebie, na budowanie kondycji psychicznej i fizycznej - mówi Kałużyński.
Rosnąca popularność maratonów w Polsce może mieć związek z pasjami szefów firm ubezpieczeniowych.
Często sponsorują zawody, bo sami biegają. Piotr Narloch, prezes Concordii, bierze udział m.in. w Maratonie Poznańskim, w zeszłym roku zadebiutował w Wenecji. - Biegam dla zdrowia, dobrej kondycji, poza tym do trenowania nie trzeba niczego prócz dobrych butów. Bieganie jest jak biznes - nie można udawać, że się trenuje albo pracuje, wtedy nie ma wyników - mówi. Biega rano, przed pracą, zwykle sam. - Rodzina śpi, a firma jeszcze zamknięta - dodaje. Jak podkreśla, biegi stają się wizytówką jego branży. - Jest wielu biegaczy w ubezpieczeniach: Piotr Dzikiewicz, wiceprezes Grupy Allianz, Jacek Podoba, prezes Grupy Europa, Andrzej Jarczyk z Uniqi, Adam Sankowski, Daniel Kaliszuk z Expandera - wymienia. I dodaje, że wielu się jeszcze nie ujawniło.
@RY1@i02/2011/039/i02.2011.039.186.0012.001.jpg@RY2@
Fot. Justyna Cieslikowska/Fotorzepa
Prezes firmy Action Piotr Bieliński oprócz biegów lubi kolarstwo i bierze udział w zawodach kolarskich Bike Marathon. Sportową pasją zaraził już kilku partnerów biznesowych
Aleksandra Kurowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu