Zwyczajni bohaterowie
"Wojna Restrepo" to znakomity reporterski zapis roku spędzonego w Afganistanie, a jednocześnie świetny, gęsty od emocji dramat psychologiczny
Szeregowy Juan Sebastian Restrepo zginął w czasie wymiany ognia z afgańskimi rebeliantami 22 lipca 2007 roku. Jego imieniem został nazwany posterunek zbudowany w dolinie Korengal - "najniebezpieczniejszym miejscu na ziemi". Reporter Sebastian Junger i fotograf Tim Hetherington na zlecenie magazynu "Vanity Fair" spędzili piętnaście miesięcy z amerykańskimi żołnierzami w Afganistanie. "Wojna Restrepo" to dokumentacja tego okresu.
Wyprawa do Afganistanu zaowocowała nie tylko znakomitym reportażem dla "Vanity Fair" i doskonałym filmem dokumentalnym. Za cykl zdjęć zrobionych w dolinie Korengal Hetherington dostał w 2007 roku główną nagrodę World Press Photo. Junger, wcześniej znany m.in. jako twórca reportażu "Gniew oceanu", napisał też o pobycie w Afganistanie książkę, która ukazuje się wraz z polskim wydaniem "Wojny Restrepo" na DVD. Obraz afgańskiego konfliktu jest w niej jeszcze głębszy i jeszcze bardziej bolesny.
Jesienią minie dziesięć lat od rozpoczęcia operacji "Enduring Freedom". Po obu stronach konfliktu zginęło już blisko 40 tys. osób, a główny cel inwazji na Afganistan - czyli pojmanie bin Ladena oraz rozbicie struktur Al-Kaidy - nie został do dziś osiągnięty. W takiej sytuacji łatwo o dokument, który po raz kolejny będzie oskarżeniem amerykańskiej polityki. Junger i Hetherington uniknęli łatwej pułapki. Owszem, "Wojna Restrepo" to film głęboko pacyfistyczny, ale jego siła nie polega wyłącznie na pokazywaniu ze szczegółami piekła doliny Korengal. Ta historia mogła się wydarzyć zawsze i wszędzie.
Obaj dokumentaliści nie unikali trudnych sytuacji. Wyruszali w ślad za żołnierzami zarówno na negocjacje z afgańską starszyzną, jak i na pole walki. Junger i Hetherington starają się jednak nie epatować krwawymi obrazami. Zniszczenia, śmierć, wymianę ognia pokazują na zimno i niezbyt często. Skupiają się raczej na codzienności posterunku Restrepo: ćwiczeniach, rozmowach, imprezach, odprawach, na wszystkich czynnościach, które pozwalają żołnierzom zapomnieć, że znaleźli się na końcu świata, o krok od bram chaosu. Doliny Korengal nie udało się zdobyć nikomu.
Prawdziwe emocje widać dopiero na twarzach żołnierzy, którzy zakończyli już służbę w Afganistanie. O swoich doświadczeniach opowiadają początkowo spokojnie, dopiero z czasem pojawiają się złość, rozgoryczenie, łzy, żal. Rzadziej przekonanie, że Juan Restrepo - i każdy z ponad półtora tysiąca żołnierzy sił koalicji, którzy zginęli w ciągu ostatniej dekady w Afganistanie - nie polegli na darmo. Nie ma tu amerykańskiego patriotyzmu i optymizmu, nie ma dyskusji, po czyjej stronie jest racja. "Wojna Restrepo" nie jest dokumentem politycznym - to opowieść o zwyczajnych bohaterach. A żołnierze z doliny Korengal są w oczach Jungera i Hetheringtona bohaterami nie dlatego, że uwierzyli w słowa George’a W. Busha, iż toczą świętą wojnę z terroryzmem, ale dlatego, że ich najważniejszą misją jest przetrwać.
"Wojnę Restrepo", która walczy o Oscara dla najlepszego pełnometrażowego filmu dokumentalnego, można także od dziś oglądać w wybranych kinach studyjnych. W Warszawie wyświetlany będzie w Kinotece.
@RY1@i02/2011/034/i02.2011.034.196.030a.001.jpg@RY2@
@RY1@i02/2011/034/i02.2011.034.196.030a.002.jpg@RY2@
Jakub Demiańczuk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu