Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Pozostać dobrym

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Władze ZSRR zrobiły wiele, by zatrzeć pamięć o Wasiliju Grossmanie. Ale rękopisy nie płoną

To jest miłe uczucie - odkryć po latach pisarza klasy Tołstoja czy Bułhakowa. Mniej przyjemnie się robi, kiedy poznajemy okoliczności, w których ów pisarz popadł w wieloletnie zapomnienie.

Wasilij Grossman (1905 - 1964) był niepoprawnym idealistą - i to stało się jego siłą. Był także facetem, który uwierzył, że dopiero w systemie sowieckim można być w pełni dobrym człowiekiem. Łatwo nam wzruszać ramionami nad podobną naiwnością, ale wiara Grossmana w sens rewolucji była w zasadzie udziałem całej generacji. Ale autor "Stiepana Kolczugina" i jeden z najsłynniejszych radzieckich korespondentów wojennych wyróżniał się na tle swoich rówieśników, często złamanych i skorumpowanych przez stalinowski totalitaryzm: nigdy nie wstąpił do partii, nie brał udziału w nagonkach na kolegów po piórze, a jego prawość i niezłomność musiała być - mówiąc ironicznie - wręcz nieznośna.

Zapłacił za to. Przeszedł prawdziwą drogą krzyżową, próbując wydać swoje opus magnum, wybitną powieść "Życie i los", realistyczną panoramę radzieckiego społeczeństwa czasów Wojny Ojczyźnianej. W "Życiu i losie" Grossman odważył się podważyć najsurowsze tabu radzieckiego imperializmu: zrównał stalinizm z nazizmem.

Gdy gotową powieść dostarczył na początku lat 60. do czasopisma "Znamia", przerażone kolegium redakcyjne natychmiast poinformowało o zakazanych treściach odpowiednie służby. Ubecy zjawili się w mieszkaniu pisarza i dokonali aresztowania powieści, łącznie z kalką i taśmą z maszyny. Organy poinformowały Grossmana, że "Życie i los" ukaże się w ZSRR najwcześniej za 250 lat. Jedna z kopii ocalała, schowana w szopie podmoskiewskich znajomych - przemycono ją potem w postaci mikrofilmów na Zachód.

Książka Fiodora Hubera, przybranego syna Wasilija Grossmana, nie jest typową biografią. Autor porusza się po materii życia ojczyma z dużą delikatnością, oddając głos jemu i jego bliskim, kiedy tylko to możliwe. Z listów pisarza, jego żony, jego matki (zginęła zabita przez Niemców w 1942 roku, a jej śmierć naznaczyła Grossmana silną traumą na resztę życia) przebija obraz człowieka niespotykanie szlachetnego w niespotykanie nieszlachetnych czasach. Autor "Życia i losu" to prawdziwa reklama uczciwej, bezinteresownej, zaangażowanej lewicowości, zarazem zaś skromny pomnik wystawiony rosyjskiej inteligencji.

@RY1@i02/2011/024/i02.2011.024.196.036a.001.jpg@RY2@

@RY1@i02/2011/024/i02.2011.024.196.036a.002.jpg@RY2@

Piotr Kofta

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.