Przednowoczesność nas pożera
Książka Ewy Paczoskiej to udana próba diagnozy fenomenu żywotności XIX-wiecznych mitów i narracji
Historia literatury odnotowuje wiele książek, które nieoczekiwanie wpisywały się w aktualne debaty publiczne. Choćby najgłośniejszy debiut ostatnich lat - "Wojna polsko-ruska" Doroty Masłowskiej. Powieść zawdzięcza rozgłos nie tylko błyskotliwemu warsztatowi młodej autorki, lecz także gorącej problematyce - nikt wcześniej w taki sposób nie sportretował subkultury dresiarzy i blokersów oraz atrofii związków społecznych. Podobnie rzecz ma się z "Prawdziwym końcem XIX wieku". W kontekście katastrofy smoleńskiej książka Ewy Paczoskiej nabrała nowego wymiaru, znacznie wykraczając poza obszar literatury, która jest głównym przedmiotem rozważań.
Publikacja składa się z dwóch części. W pierwszej, "Początek i koniec", profesorka Uniwersytetu Warszawskiego analizuje zjawiska literackie i kulturowe związane z narodzinami nowoczesności. Druga, "Koniec i początek", zawiera szkice będące próbą odpowiedzi na pytanie, jak dziś egzystują XIX-wieczne projekty. Zdaniem badaczki bowiem podglebiem nowoczesności - na wielu poziomach - było XIX stulecie. Świat Zachodu stanął wówczas w obliczu nowych doświadczeń związanych z gwałtownym rozwojem nauki i techniki. Zmieniło się odczuwanie czasu i przestrzeni determinowanych przez prędkość i pośpiech, a wynikające z rozwoju urbanizacji, upowszechniania nowych środków transportu i produkcji. Zmianie uległa relacja między ciałem a podlegającym metamorfozie terytorium jego aktywności.
"Dziewiętnastowiecznym przydarzyło się coś, co »nas pożera« do tej pory" - pisze Paczoska. I dodaje za Marshallem Bermanem, że ówcześni dysponowali większą samowiedzą niż my - mieli świadomość zamieszkiwania jednocześnie dwóch światów: nowoczesnego i przednowoczesnego. Literatura i sztuka tamtego czasu podejmowała problematykę, która - w obiegowej opinii - stała się domeną przełomu drugiego i trzeciego milenium. Paczoska obala ten stereotyp i udowadnia, że odkrywanie różnic seksualnych, eksperymenty z nową kobiecością i trzecią płcią, poszukiwanie tożsamości kulturowej przez gejów i lesbijki, zmierzch wzorców kultury patriarchalnej były tematami, których nie zamiatano pod dywan.
Autorka nie ogranicza się do jednostronnej polemiki. Tropi stare toposy, które (zadziwiająco dobrze) odnajdują się także dzisiaj. Wiek XIX ma się dobrze w literaturze współczesnej - mocno trzymają się choćby oba rodzaje XIX-wiecznej narracji powieściowej, czyli opowieści o scalaniu oraz o dekonstrukcji. Pierwszą reprezentują m.in. "Ostatnie historie" Olgi Tokarczuk, drugą - choćby wspomniana książka Doroty Masłowskiej. Ponadto scalająca powieść rodzinna świetnie miewa się w popkulturze, czego przykładem są bestsellery Małgorzaty Kalicińskiej.
Zdaniem Paczoskiej media elektroniczne spełniły "marzenie modernistycznych pisarzy o dziele otwartym na różne dekontekstualizacje". W tym sensie wiek XIX umarł, wizjonerskie projekty tamtej epoki się domknęły. Niby tak, ale do czasu. Tragedia 10 kwietnia 2010 roku ożywiła wzorce fabuł, które wydawały się niefunkcjonalne i archaiczne: narracje o stracie i męczeństwie, polskim honorze, bohaterze bez skazy, podziale na swoich i obcych. Dialog z XIX wiekiem trwa i - chcemy czy nie - nadal wyznacza terytorium naszej kulturowej identyfikacji.
@RY1@i02/2011/019/i02.2011.019.196.036a.001.jpg@RY2@
Warszawa przełomu XIX i XX wieku
@RY1@i02/2011/019/i02.2011.019.196.036a.002.jpg@RY2@
Cezary Polak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu