Superbohaterstwo dla każdego
Brytyjski serial "Wyklęci" z gracją łączy wątki obyczajowe, komediowe i SF. To "X-Meni" w świecie "Trainspotting"
Punkt wyjścia wskazuje na dramat społeczny o lekko satyrycznym zabarwieniu. Grupa młodocianych przestępców skazanych na prace społeczne za swoje wykroczenia i wybryki zbiera śmieci na ponurym rzecznym nabrzeżu. Sześcioro wyrzutków - bo tak chyba lepiej przetłumaczyć angielskie "Misfits" - olewa robotę, pokpiwa z pozytywistycznie nastawionego wychowawcy, flirtuje ze sobą i demonstruje szeroko pojęty tumiwisizm.
Do czasu, gdy na skutek gwałtownej burzy wszyscy zostaną porażeni piorunem. Wszyscy, oprócz jednego chłopaka, który w ramach olewki poszedł posiedzieć w szatni. Pożałuje tej decyzji...
Okazuje się, że tajemnicza moc elektrycznego wyładowania zamieniła opiekuna społecznego w psychotyczną bestię o morderczych skłonnościach - jego pierwszą ofiarą pada leser z szatni.
Gdy próbuje zamachnąć się siekierą na pozostałych niewydarzonych członków grupy, nagle wychodzi na jaw, że dysponują oni nowymi mocami. Kelly (Lauren Socha) słyszy cudze myśli, zaś Curtis (Nathan Stewart-Jarrett) potrafi cofnąć czas. Dzięki ponadnaturalnym zdolnościom i sprawnej kooperacji zabijają agresora i dopiero wtedy zaczynają się dla nich prawdziwe kłopoty...
Akcja toczy się niejako dwutorowo czy może w dwóch osobnych porządkach gatunkowych. Z jednej strony mamy piątkę młodocianych przestępców, którzy na różne sposoby i z różnych powodów schrzanili sobie życie, ukazanych w sposób bliski brytyjskiemu kinu społecznemu takiemu jak "Trainspotting". Realistycznie, bez owijania w bawełnę, ale za to z humorem i lekką ironią.
Drugi nurt opowieści w konwencji inteligentnego SF opowiada o zmaganiu się z niespodziewanym superbohaterstwem - podobnie jak w amerykańskim serialu "Herosi", tylko z mniejsza dawką efektów specjalnych. Zderzenie tych stylów i to, jak na siebie wpływają - to dzięki supermocom dzieciaki powoli dochodzą do ładu ze swoim popapranym życiem - czyni "Wyklętych" znakomitym filmem.
Moce, które przypadły w udziale każdemu z młodocianych skazańców, są nieprzypadkowe. Durna i agresywna dresiara Kelly, skazana za bójkę, może słyszeć ludzkie myśli - nie spodoba jej się to, co ludzie naprawdę sądzą na jej temat. Curtis, utalentowany biegacz z szansami na olimpijskie medale, zmarnował sobie karierę, dając się przyłapać ze sporą ilością kokainy - umiejętność cofania czasu będzie dla niego sporą pokusą. Simon (Iwan Rheon) jest dziwakiem i odmieńcem, którego wszyscy ignorują - zatem niewidzialność wydaje się dla niego naturalną siłą. Ślicznotka Alisha (Antonia Thomas) lubiła prowadzić po pijaku, a z kłopotów zazwyczaj ratował ją jej kobiecy wdzięk - jej supermoc ma seksualne podłoże: ktokolwiek dotknie jej nagiej skóry, nie jest w stanie opanować erotycznego popędu, co okazuje się frustrujące i kłopotliwe. Zaś dowcipkujący nieudacznik Nathan (Robert Sheehan), który trafił na listę skazanych na własne życzenie i na skutek autodestrukcyjnych zapędów, początkowo nie może odkryć swojej mocy. Kiedy wreszcie jego zdolności wyjdą na jaw, będzie to jeden z najbardziej ironicznych momentów serii.
Siłą "Wyklętych" są żywe, dowcipne dialogi (miejmy nadzieję, że nie zginą w przekładzie), świetnie skonstruowane i napakowane akcją odcinki oraz wiarygodna wizja życia nieprzystosowanych nastolatków - opuszczonych i wyrzuconych poza nawias. A także ścieżka dźwiękowa: towarzyszący czołówce kawałek "Echoes" z repertuaru The Raptures, numery takich muzyków, jak Gang Starr, Hot Chip, Florence and the Machine, LCD Soundsystem czy La Roux.
"Wyklęci" wpisują się też w rodzący czy odradzający się nurt inteligentnego, miękkiego SF, które nie potrzebuje wysokich budżetów, statków kosmicznych i superefektów, opierając się raczej na twórczym pomyśle i trafnych społecznych czy psychologicznych obserwacjach. Nawiązując w ten sposób do kultowej "Strefy mroku", pod płaszczykiem niesamowitej opowieści przemyca realistyczne obserwacje. Podobny gatunkowo i stylistycznie jest inny brytyjski serial "Życie na Marsie" ("Life on Mars") - klasyczna seria kryminalno-detektywistyczna, z jedną znaczącą korektą: główny bohater został przeniesiony w czasie (mocą piosenki Davida Bowie’ego, jak wskazuje tytuł) do lat 70. Warto puszczać wodze wyobraźni - przynosi to zaskakująco dobre efekty.
@RY1@i02/2011/009/i02.2011.009.196.0003.001.jpg@RY2@
fot. MTV Polska
Katarzyna Nowakowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu