Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Być idolem Tarantino

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Komedia romantyczna z zombi? Sitcom nakręcony jak thriller SF? Życie jako gra na konsoli? Takie rzeczy tylko u Edgara Wrighta, Brytyjczyka u progu podbicia świata

Może się okazać, że świat to dla niego za mało. Skala talentu Wrighta będzie wymagać podboju kosmosu - nie ma powodu wątpić, że jest do tego zdolny. Na osobistą prośbę Stevena Spielberga napisał ostatnio scenariusz do jego nadchodzącej adaptacji komiksu o Tintinie (polska premiera w listopadzie). Nad swoim najnowszym filmem "Scott Pilgrim kontra świat" (polska premiera tylko na DVD w marcu) pracował w zaciszu posiadłości Quentina Tarantino, który prosił go o konsultację brytyjskich dialogów w "Bękartach wojny".

Co o nim wiadomo poza tym, że wynoszą go pod niebiosa i kumplują się z nim najwięksi specjaliści od inteligentnej kinowej i telewizyjnej rozrywki - Peter Jackson, J.J. Abrams i Sam Raimi? Młody filmowiec sam o sobie mówi skromnie: "Jestem gościem, którego możesz kojarzyć, jeśli oglądasz z zapałem dodatki do wydań DVD". Naszym zdaniem to ktoś więcej - wschodząca gwiazda, reżyser, który nie boi się łamać utartych schematów i hołdować swoim młodzieńczym fascynacjom.

Zaczynał od kina amatorskiego, kręcąc komediowe pastisze horrorów, westernów, SF. Miłość do kina nieświadomie zaszczepili mu rodzice, wysyłając małoletniego Edgara i jego brata Oscara na podwójne seanse, gdy nie stać ich było na opiekunkę, a chcieli wyjść wieczorem. Chłopcy oglądali przeważnie filmy zupełnie nie dla dzieci.

Jako pierwsi talent Wrighta dostrzegli bystrzy producenci z BBC. Powierzyli mu wtedy reżyserię kilku produkcji, w tym sitcomu "Spaced" - Wright zadziwił wszystkich, kręcąc obyczajową komedię w stylistyce zbliżonej do horroru czy kina science fiction. Dramatyczny montaż, ruch kamery i kadrowanie sprawiły, że serial zyskał status produkcji kultowej, zaś Wright na śmierć i życie zaprzyjaźnił się ze scenarzystą i odtwórcą głównej roli Simonem Peggiem.

Ich twórcza spółka to zdaniem krytyków jedna z najlepszych rzeczy, jakie przydarzyły się brytyjskiej kulturze popularnej w ostatnich latach. Nakręcili dotąd dwa wspólne filmy: "Wysyp żywych trupów" w 2004 roku i "Hott Fuzz. Ostre psy" w 2005, w planach jest domykający trylogię (pomyślaną, jak zdradzili twórcy, jako kpina z kolorowej trylogii Kieślowskiego) "The Worlds End".

Co tak bardzo spodobało się widzom i krytykom w tych produkcjach? Humor, swoboda i talent, z jakim Wright i Pegg mieszają konwencje, gatunki i style, nie tracąc przy tym z oczu głównego celu: godziwej rozrywki dla widza.

"Wysyp" to romantyczna historia opowiedziana w konwencji horroru o zombi i osobisty hołd reżysera dla jego ukochanych filmów Georgee Romero. Pomysłowy, śmieszny i straszny jednocześnie.

"Ostre psy" to z kolei ciepły pastisz policyjnych filmów akcji od  "Zabójczej broni" po "Na fali" Kathryn Bigelow.

Te inteligentnie napisane, brawurowo wyreżyserowane i zdradzające miłość do kina komedie otworzyły przed Wrightem drzwi do Hollywood i sprawiły, że stał się najlepszym kolegą branżowych tuzów o znanych nazwiskach. Jego najnowszy film - błyskotliwa adaptacja komiksu Briana Lee OMalleya "Scott Pilgrim kontra świat" - wskazuje, że nie zawiódł pokładanego w nim zaufania.  "O życiu, miłości, muzyce i grach, z dodatkiem kung-fu. Czy może być coś lepszego?" - pisał o "Pilgrimie" zachwycony krytyk. Szkoda, że polski dystrybutor nie uznał polskiego widza za dość inteligentnego, by pokazać mu ten ociekający efektami i kreatywnością popis kinowej sprawności na dużym ekranie. Jednak nazwisko Edgara Wrighta i tak zostanie zapamiętane - bo talent zawsze wypływa na wierzch.

@RY1@i02/2011/009/i02.2011.009.196.006a.001.jpg@RY2@

@RY1@i02/2011/009/i02.2011.009.196.006a.002.jpg@RY2@

FOT. REUTERS; PAT (2)

Katarzyna Nowakowska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.