Koniec zapisany w spalonych księgach
Film "2012" wykorzystuje apokaliptyczny lęk związany z końcem kalendarza Majów, który przypada 21 grudnia przyszłego roku
Czy w następnym roku czeka nas koniec świata? Autorzy tego pomysłu już nie żyją, i to od wieków. Ale właśnie teraz rozpala on emocje i budzi lęk na całym świecie. Na takim świecie, jaki znamy, bo już od 21 grudnia 2012 roku może on być zupełnie inny. Tego dnia bowiem kończy się zaprojektowany na tysiące lat naprzód kalendarz Majów.
W przedostatnim roku starej ery kraina apokaliptycznej przepowiedni, meksykański półwysep Jukatan, nie narzeka na brak doczesnych uciech. Turyści walą tysiącami na plaże Cancunu i wypełniają gwarem ulice kolonialnej Meridy. Chętnie odwiedzają też najbardziej znane zabytki kultury Majów: Chichen Itza, Uxmal i położone nieco dalej Palenque. Tymczasem miejsca najsilniej związane z proroctwem roku 2012, położone na uboczu turystycznych szlaków, umykają ich uwadze.
Im dalej w głąb lądu, tym więcej zieleni. Otacza ona coraz szczelniej senne, zapomniane dziś miasteczka, pamiętające jeszcze czasy konkwistadorów. W Mani tropikalna zieleń wdziera się w samo serce osady, na plac przed starym franciszkańskim kościołem. To tutaj w 1562 r. na rozkaz biskupa Jukatanu Diego de Landy spalono na stosie kodeksy Majów. Musiały spłonąć, gdyż zawierały - jak określił to sam biskup - "diabelskie przesądy".
De Landa, zanim zniszczył zabytki prastarej kultury, przepisał niektóre znaki i dzięki temu potrafimy dziś przynajmniej liczyć po majańsku. Jednak znajomość pisma przepadła i nikt jak dotąd nie potrafi go odczytać. Czytać zresztą nie bardzo byłoby co - większość ksiąg spłonęła na ryneczku w Mani. A razem z nimi, być może, wyjaśnienie tajemnicy kalendarza.
Cywilizacja Majów była jedną z najstarszych na świecie. Dla nas jest też ona najbardziej tajemnicza, bo wiemy o niej wyjątkowo mało. Ale jedno możemy powiedzieć na pewno: ich kapłani byli świetnymi astronomami i matematykami, wyprzedzającymi pod pewnymi względami osiągnięcia Sumerów i Arabów.
Majowie posługiwali się dwoma rodzajami kalendarza. Cykliczny, liczący lata, służył im do bardziej doraźnych celów. Ten drugi, zwany kalendarzem długiej rachuby, był domeną kapłanów i władców. Jak wyliczyli uczeni, zaczyna się on w roku 3114 przed naszą erą, kończy się natomiast w roku przyszłym. Właśnie wtedy, dokładnie 21 grudnia, wypełni się 13 baktunów, długich, trwających po prawie 400 lat okresów, na które podzielony jest majański czas.
Prawdę mówiąc, nic nie wiadomo o tym, by dla Majów data ta miała wyznaczać koniec świata. Jednak z pewnością nie jest ona przypadkowa. Ostatni kapłani, którzy swobodnie posługiwali się kalendarzem długiej rachuby, wymarli ponad tysiąc lat temu, ale to oni, a nie współcześni wyznawcy New Age, wyznaczyli przyszły rok jako czas Wielkiej Zmiany. I zrobili to z pełną świadomością.
Do dnia dzisiejszego ocalały trzy kodeksy. Najpełniejszy z nich Kodeks Drezdeński daje nam najwięcej wiadomości o majańskim kalendarzu, opartym na obserwacjach ruchów planety Wenus. Księga przetrwała aliancki nalot na Drezno w 1945 r., chociaż płomienie pożaru nadpaliły jej brzegi. Kodeks Paryski znaleziony został w 1859 r. przypadkiem w... koszu na śmieci biblioteki narodowej stolicy Francji. Kodeks Madrycki pochodzi być może z Tayasal, ostatniej stolicy Majów, zdobytej przez Hiszpanów dopiero w 1697 r., a więc prawie dwa stulecia po słynnej konkwiście Hernana Cortesa. Miasto pozostało tak długo wolne, ponieważ leżało zaszyte głęboko z dżungli południowego Jukatanu. Na jego gruzach wyrosło gwatemalskie miasteczko Flores.
Kodeksy pisano na papierze, który Majowie wynaleźli na długo przed Chińczykami. Wyrabiali go z kory figowca zwanego w Meksyku bibosi albo amate. Księgi zapisywano na długich, kilkumetrowych pasach papieru, składanych w harmonijkę. Papier ten był wytrzymalszy od pergaminu. Dzięki temu przetrwało kilka iluminowanych kart, które odnaleziono w połowie lat 60. ubiegłego wieku w jaskini niedaleko Palenque. Suchy klimat pieczary znakomicie je zakonserwował.
Dające się odczytać daty z majańskiego kalendarza pochodzą nie tylko z kodeksów, lecz także z ceramiki i z napisów wykutych na kamiennych stelach. Na jednym z takich kamieni, odkrytym w 1915 r. w Tortuguero w meksykańskim stanie Tabasco, widnieje data 21 grudnia 2012 r. Taką samą datę (w majańskim zapisie cyfrowym oznaczono ją kodem 13.0.0.0.0) odnaleźć można w Palenque i w Coba, ale w Tortuguero opatrzona jest ona niepokojącym komentarzem. Tego dnia stanie się coś ważnego. Co właściwie? Dokładnie nie wiadomo. Odczytano jedynie, że w wydarzeniu tym maczać będzie palce dziewiątka tajemniczych bóstw. Uczeni do dziś kłócą się o znaczenie tych kilku znaków i spór ich trwać będzie prawdopodobnie do końca świata. A nawet dłużej.
Na razie do Tortuguero nie zagląda żaden turysta, a teren wykopalisk niszczy stopniowo pobliska fabryka cementu. Być może niedługo nie pozostanie śladu po ruinach. Ale któżby się tym przejmował w obliczu końca świata?
@RY1@i02/2011/009/i02.2011.009.196.0007.001.jpg@RY2@
FOT. INTERFOTO/FORUM
Wojownicy. Fragment fresku w Bonampak
Jacek Borkowicz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu