Nowości DVD
Francuski bard Serge Gainsbourg, poza krajami frankofońskimi znany głównie jako autor nieśmiertelnej pościelówy "Je t’aime... moi non plus", jest postacią fascynującą. Zarówno jego twórczość, jak i życie osobiste - zwłaszcza liczne romanse z pięknymi kobietami od Juliette Greco przez Brigitte Bardot po Jane Birkin - dostarczają i pysznych anegdot, i estetycznych obrazów. Na szczęście Joann Sfar nie poprzestał na tym, proponując widzowi odważnie przetworzoną wizję życia artysty. Życia heroicznego, jak głosi podtytuł oryginału.
Dla Sfara, wybitnego autora komiksów ("Kot rabina", "Klezmerzy"), to kinowy debiut, ale wpisuje się w całość jego twórczych poszukiwań. Kluczem do interpretacji postaci Gainsbourga uczynił jego żydowskie pochodzenie. Dzieciństwo muzyka przypadło na czas okupacji. Zmory, lęki Serge’a w tym czasie przybierają w filmie fizyczną postać koszmarnych lalek, zjaw, które prześladują go i w dorosłym życiu, pchając ku różnym formom autodestrukcji. Bowiem zdaniem Sfara Gainsbourg był jedynym francuskim gwiazdorem rocka, ze wszystkimi konsekwencjami swojej pozycji. W filmowych sekwencjach pijackich ekscesów z innym upadłym - Borisem Vianem - widać to wyraźnie.
Tam, gdzie Sfar pozwala sobie na daleko idące metaforyzacje i artystyczne przetworzenia, jego film jest najlepszy. Lalki dybuki mają wielką moc wyrazu i w graficznym skrócie ujmują istotę rzeczy. Niestety film mniej więcej w połowie traci rozpęd i spójność formy - jakby Sfarowi zabrakło równie nośnej metafory dla oddania późniejszego życia artysty, już po rozwodzie z Birkin i skandalach związanych z profanacją "Marsylianki". W pamięci zostają słowa piosenek barda (tu duży minus dla dystrybutora, który nie zamieścił tłumaczeń), mocno sprzężone z jego biografią, i obrazy: BB w hotelowym korytarzu, nagie plecy Juliette Greco, papierosowy dym unoszący się nad pochylonym nad pianinem Serge’em. I groteskowe upiory nękające go po nocach. To za mało na wybitny film, ale wystarczy, by zainteresować samym Gainsbourgiem.
@RY1@i02/2011/009/i02.2011.009.196.030b.001.jpg@RY2@
Katarzyna Nowakowska
To opowieść podobna do wcześniejszego filmu Jean-Pierre’a Jeuneta, słynnej "Amelii", jednak znacznie bardziej przewrotna, niepoprawna i jeszcze bardziej pomysłowa. Tytułowy bohater ma w życiu pecha. Jego ojciec żołnierz zginął, nadepnąwszy na minę, zaś sam Bazyl stał się przypadkową ofiarą strzelaniny. W jego głowie utkwił pocisk, który w każdej chwili może spowodować jego śmierć. A gdy traci pracę w wypożyczalni wideo i zostaje przygarnięty przez barwną grupę paryskich bezdomnych, postanawia zemścić się na handlarzach bronią. A że i wytwórca min, i producent amunicji mają biura sąsiadujące ze sobą przez ulicę, Bazyl opracowuje zmyślny plan, którego nie powstydziłby się sam Danny Ocean. Film Jeuneta zachwyca niewymuszonym humorem i rolą Dany''ego Boona, jednego z czołowych francuskich komików.
@RY1@i02/2011/009/i02.2011.009.196.030b.002.jpg@RY2@
Wojciech Przylipiak
Społecznością małego duńskiego miasteczka wstrząsa wiadomość o śmierci jednej z jego mieszkanek - starszej kobiety potrąconej przez kierowcę tira. Za winnego wypadku ludzie uznają samotnego emigranta z Bośni, postanawiają więc na własną rękę wymierzyć sprawiedliwość. W obronie uchodźcy staje jedynie miejscowy adwokat Johannes, ale szybko także on stanie się obiektem ataków mieszkańców.
Duński reżyser Ole Bornedal potrafi portretować rodzące się w ludziach zło i szaleństwo. W "I zbaw nas ode złego" powtarza zgrany schemat, ale udaje mu się uciec od banału i formuły filmu interwencyjnego. Zimnymi, wystudiowanymi obrazami opowiada historię narastającego obłędu.
Krytycy porównywali go do "Nędznych psów" Sama Peckinpaha, ale jest tu równie dużo filozofii zaczerpniętej z kina Michaela Hanekego.
@RY1@i02/2011/009/i02.2011.009.196.030b.003.jpg@RY2@
Jakub Demiańczuk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu