Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Niemy świadek

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Jedynym pełnowartościowym bohaterem powieści Mawera jest dom. Ludzie okazują się zbyt nietrwali

Dom, który jest miejscem akcji powieści Simona Mawera, istnieje naprawdę. Nazywany jest willą Tugendhatów i został wybudowany w latach 20. ubiegłego wieku w Brnie, według projektu niemieckiego architekta Ludwiga Miesa van der Rohe. Architektura geometrycznego budynku z charakterystycznym przeszklonym pomieszczeniem dla autora powieści okazała się na tyle istotna, że z pedanterią odwzorował ją na zawartych w książce rysunkach. Ale "Przestrzeń za Szkłem" jest literacką fikcją.

Modernistyczna budowla, usytuowana tu w wyimaginowanym Mieście, za sprawą Mawera nie tylko zyskała własne, powieściowe życie, ale stała się też bohaterem symbolicznym - niemym świadkiem ponadpółwiecznej historii Czechosłowacji, od lat przedwojennych aż po czasy komunizmu. Jak to się stało, że angielski pisarz w swojej powieści zawędrował aż do ojczyzny naszych południowych sąsiadów? To nie pierwsza literacka podróż Mawera do Brna. Wcześniej przygnała go tu fascynacja postacią ojca genetyki, który zainspirował pisarza do napisania "Karła Mendla". W "Przestrzeni za Szkłem" zamiłowanie Mawera do nauk przyrodniczych również daje o sobie znać - jednym z wcieleń willi Tugendhat, nazywanej w książce willą Landauerów, jest laboratorium, w którym nazistowscy naukowcy prowadzą badania antropologiczne.

Zanim jednak to nastąpi, zaczynamy od beztroskich lat 20. Viktor Landauer, zamożny przedsiębiorca żydowskiego pochodzenia, i jego młoda żona Liesel planują przyszłe życie. Dobrą wróżbą ma być budujący się dom, którego projekt zamawiają u wziętego i cenionego architekta. Awangardowa budowla budzi tyleż zachwytów, co kontrowersji. W odważnym projekcie dominują elementy szklane, a ekscentryczni małżonkowie decydują się na wstawienie wartej fortunę ściany wykonanej z onyksu. Nie wiedzą, że futurystyczny dom, będący symbolem postępu i nowoczesnego internacjonalizmu, staje na ziemi, która wkrótce doświadczy nędzy, mordów, przesiedleń, potworności wojny i dwóch totalitaryzmów. Wobec coraz silniejszych prześladowań Landauerowie będą zmuszeni emigrować, a willa przejdzie w ręce niemieckiego naukowca Stahla. Gdy do kraju wkroczy Armia Czerwona, dom znów zmieni właściciela. Na scenę nieustannie będą wkraczać nowi aktorzy mimowolnie uwikłani w historię i własne, ciche dramaty, by za chwilę zastąpili ich nowi. Simon Mawer stosuje podobny zabieg do tego, jaki w powieści "Klucz do ogrodu" wykorzystała niemiecka pisarka Jenny Erpenbeck. W optyce obojga autorów budynki okazują się jedynymi pełnowartościowymi bohaterami - w dziejowej zawierusze ludzie okazują się nazbyt nietrwali, by spełnić tę rolę. Istotnie, jest coś upiornego w tej trwałości krajobrazu wobec zmienności czasów i ludzkich losów. Mawer doskonale oddaje to, co wszyscy od czasu do czasu wyczuwamy intuicyjnie. Ale udaje mu się coś jeszcze - świetnie wyczuwa ów szczególny, środkowoeuropejski klimat, a rzeczywistość powojennej Czechosłowacji opisuje z nie mniejszym autentyzmem niż inny Brytyjczyk, Bruce Chatwin, w "Utzu". Reasumując: to świetna i poruszająca literatura.

@RY1@i02/2011/009/i02.2011.009.196.038b.001.jpg@RY2@

@RY1@i02/2011/009/i02.2011.009.196.038b.002.jpg@RY2@

Malwina Wapińska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.