Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Wszystko i nic

27 czerwca 2018

Kiepski współczesny świat Marek Fiedor postanowił wyśmiać z pomocą Różewicza. Udało mu się tylko wyśmiewanie. Poza tym spektakl pełen jest doraźnych chwytów

Pamiętam spektakl "Moja córeczka" sprzed ponad roku zrealizowany w warszawskim Teatrze Ateneum. Też Tadeusz Różewicz, też Marek Fiedor. I świetne sceniczne odczytanie, ukazanie miernoty społeczeństwa, w którym nikt nie kwapi się wziąć odpowiedzialności za nic, zwłaszcza za drugiego człowieka. Do tego znakomita muzyka Tomasza Hynka - wzmagała lęk i niedowierzanie, stanowiła integralny element całości, spójnej mrocznej konstrukcji. A teraz w łódzkim Jaraczu wszystko na odwrót, jakby rezygnacja z jakiegokolwiek zamysłu nad tekstem ulubionego chyba autora dojrzałego reżysera.

Nie chcę domniemywać, dlaczego padł wybór na "Starą kobietę" (dramat z 1969 roku domaga się wręcz ciekawej reinterpretacji, a to, przyznać trzeba, arcytrudne). Ale przynajmniej chciałbym zobaczyć na scenie cokolwiek, co przynajmniej naprowadziłoby na trop, jakim podążył Fiedor. Niestety zmuszeni zostaliśmy do pozostania w sferze pytań i przesytu możliwości. Pretekst goni tutaj pretekst, by chwilę się pośmiać, zahaczyć o jakiś wątek z popkultury. Przesycony symboliką i znaczeniami Różewiczowski śmietnik ludzkości reżyser potraktował jako dobrą okazję, by wyżyć się na wszystkim po kolei, i to tak, by każdemu było do śmiechu. Zatem obaj Zamiatacze, sprzątający odpady ludzkości w dramacie, w spektaklu Marka Fiedora rapują, nie wiadomo też, w jakim celu postać Lekarza musi być do granic możliwości przerysowana i odgrywać parodię.

Można powiedzieć, że każdy ma swoje pięć minut i daje krótki show, idąc całkiem na skróty, ale i płacąc za to wysoką cenę u widza, który myśli, że reżyser nie stawia mu zbyt ambitnych oraz wyrafinowanych intelektualnie wymagań. Szkoda jednak tak wybitnej aktorki jak Barbara Marszałek, która prowadząc swoją rolę subtelnie nie mieści się w entourageu niedorzecznych pomysłów. Jeszcze tylko Mariusz Jakus jako Pan i Przemysław Kozłowski w roli Cyryla próbują narzucić spektaklowi jakąkolwiek rangę, wprowadzić napięcie, bo najzwyczajniej w świecie rozumieją, co grają. Wszystko więc wskazuje na to, że pracowali nad tym tekstem na własną rękę.

@RY1@i02/2011/009/i02.2011.009.196.042a.001.jpg@RY2@

Barbara Marszałek

Przemysław Skrzydelski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.