Boże przedpiekle
"Pokrzepiciel" Sándora Máraiego, czyli rozprawa z totalitaryzmem w scenerii Rzymu czasów renesansu
Márai był pisarzem płodnym - jeszcze długo nie wyczerpie się źródełko z jego powieściami czekającymi na polski przekład. To dobra wiadomość. Wybitny Węgier uciekał niekiedy od najbliższego sobie tematu - XX-wiecznego kryzysu i upadku środkowoeuropejskiego mieszczaństwa - ku formom bardziej alegorycznym. Tak było choćby w "Pokoju na Itace" (oryg. 1952, wyd. pol. Czytelnik 2009), w którym dopowiada dzieje Odyseusza, mierząc się z problemem przemiany mitu w literaturę. Tak jest również w przypadku "Pokrzepiciela" (oryg. 1975), powieści rozgrywającej się w Rzymie na przełomie XVI i XVII stulecia.
Rzecz traktuje o działalności Świętego Oficjum, czyli instytucji powołanej (w obliczu wstrząsającej Europą reformacji) w 1542 roku przez papieża Pawła III do walki z herezją i apostazją. Oczywiście z odstępcami religijnymi Kościół katolicki zmagał się już dużo wcześniej, ale Święte Oficjum miało za zadanie ów proceder sformalizować i objąć pełną kontrolą biurokratyczną, stając się zarazem organem śledczym oraz najwyższym sądem.
Hiszpański zakonnik, młody i gorliwy adept sztuki inkwizytorskiej, przybywa do Rzymu po naukę. Zostaje skierowany do grupy tzw. pokrzepicieli, ludzi, którzy towarzyszą skazanemu w drodze na stos. Ich cel jest jeden - wydobyć z heretyka tuż przed śmiercią przyznanie się do winy i akt skruchy, by w ten sposób ocalić go przed ogniem piekielnym. Hiszpan ochoczo angażuje się w tę działalność, stając się naocznym świadkiem funkcjonowania systemu opartego na fanatyzmie, perwersji i nabożnym cynizmie...
"Pokrzepiciel" przywołuje inną powieść opartą na podobnym motywie - "Ciemności kryją ziemię" Jerzego Andrzejewskiego. Obie książki to rozległe, mroczne metafory totalitaryzmu. Tyle że Márai, w przeciwieństwie do Andrzejewskiego, nie musiał przeprowadzać rachunku sumienia za pomocą literatury - na XX-wieczne reżimy, czy to nazistowskie, czy to komunistyczne, zawsze spoglądał z obrzydzeniem, mierziły go zbiorowa ekscytacja, euforia tłumu, utopijny mesjanizm ideologii totalnych (wliczając w to również monoteistyczne religie). Stąd "Pokrzepiciel" nie jest wyznaniem win, ale manifestem skrajnego sceptycyzmu względem ludzkości, która skłonna jest z infantylną łatwością pozbywać się wolności, ale zawsze będzie gotowa zabijać odmieńców pod sztandarami dowolnego Wielkiego Brata.
Ponura to i uniwersalna lektura, która przypomina, by poszukiwanie przejawów totalitarnego myślenia zawsze rozpoczynać od własnej głowy.
@RY1@i02/2011/004/i02.2011.004.196.036b.001.jpg@RY2@
@RY1@i02/2011/004/i02.2011.004.196.036b.002.jpg@RY2@
Piotr Kofta
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu