Scyzoryk
Ludzie, którzy projektują auta, lubią nazywać się artystami. A artyści to szaleńcy. W przeszłości w przypływie weny odcinali sobie uszy i nie potrafili utrzymać w ręku pędzla, jeżeli nie wstrzyknęli sobie w żyły pół kilograma heroiny. Wyobraźcie sobie, że ktoś taki zostaje głównym stylistą samochodu - jestem pewien, że wsiadałoby się do niego przez właz w podłodze bagażnika, fotel kierowcy odwrócony byłby tyłem do kierunku jazdy, a samo auto jeździło bokiem.
Właśnie dlatego koncerny motoryzacyjne, zanim zatrudnią projektanta, sprawdzają, jak często odwiedza on Kolumbię. Siłą rzeczy zatem motoryzacyjni artyści muszą szukać inspiracji gdzie indziej niż ich koledzy od sztalug. Gdzie? Kiedyś postanowiłem połechtać ego jednego z takich dżentelmenów i chwaląc jego ostatnie dzieło, zapytałem, w jaki sposób udało mu się osiągnąć taki nieskazitelny estetycznie efekt. Odparł, że jego muzą była przyroda. Było to coś w stylu: "Projektując dach, wzorowałem się na grzbiecie orki, przednie światła są personifikacją zorzy polarnej, lusterka mają kształt uszu zająca, a bagażnik - gdy spojrzy się na niego pod kątem 54 stopni - jest wierną kopią pośladków hipopotama nilowego".
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.