Dynamit
Świat składa się z paradoksów. Żeby uczynić życie łatwiejszym, najpierw pewne rzeczy należy poważnie skomplikować. I tak ludzie z Samsunga pomyśleli, że fajnie byłoby przerzucać kanały w telewizorze nie pilotem, lecz gestem dłoni. Badania nad rozwiązaniem trwały parę lat, ale efekt jest imponujący - nie musicie wypuszczać z ręki piwa.
Inny przykład skomplikowania rzeczy po to, aby żyło się nam łatwiej, znajdziecie w kuchni. A konkretnie w lodówce. Pamiętacie zapewne proces odmrażania w starszych modelach - raz na jakiś czas należało odłączyć je od zasilania, co oznaczało trzy rzeczy następujące zaraz po sobie: godziny zabawy w skrobanie szronu, zalanie sąsiadów i zapalenie gardła. Dziś nie ma już tego problemu - nowoczesne lodówki mają coś, na co sprzedawcy w marketach wołają "no frost". Nie wiem, jaka jest zasada działania systemu, ale zdaje egzamin fantastycznie - moja lodówka pracuje non stop od pięciu lat, a wygląda jakbym podłączył ją do prądu pięć minut temu.
Jak się pewnie domyślacie, teraz będzie o komplikowaniu samochodów. Oczywiście po to, aby bezpieczniej się je prowadziło. Mieliśmy już wspomaganie kierownicy, ABS, automatyczną skrzynię biegów etc. Teraz przyszedł czas na systemy, które same hamują, gdy wykrywają przeszkodę, i automatycznie utrzymują pojazd na właściwym pasie ruchu. Czy wiecie, że w amortyzatorach nowoczesnych modeli są opiłki magnezu sprawiające, że ich zawieszenia w jednej mikrosekundzie mogą być miękkie jak babciny tapczan, a już w kolejnej - twarde jak stalowe ścięgna Terminatora?
Twórcy takich aut to mistrzowie osiągania kompromisów. Problem w tym, że inżynierowie zabili w końcu przyjemność z jazdy. Tworzą pojazdy, które izolują was od drogi milionami procesorów i kilometrami światłowodów. W związku z tym jedynym uczuciem, jakie towarzyszy wam podczas jazdy, jest nuda. Dotyczy to przede wszystkim samochodów Toyoty. Tutaj nuda bardzo często zamienia się w nudności. Nie inaczej jest w przypadku nowego modelu marki - GT86. Ale w tym wypadku powody nudności są zupełnie inne.
Na tle całej gamy japońskiego producenta GT86 wygląda jak bękart. W teorii ma cztery miejsca, w praktyce - dwa. Do tego jest niska, przez co wsiadanie do niej jest równie wygodne, jak wchodzenie do pralki. Zaś jej wnętrze ma w sobie tyle finezji i polotu, co wnętrzności foki, a podczas szybszej jazdy od panującego tu hałasu na pewno zaczną krwawić wam uszy. I to wszystko za 120 tys. zł.
Ale szczerze mówiąc, byłbym gotów zapłacić za ten samochód jakieś 50 tys. więcej. Głównie dlatego, że zbudowali go ludzie, którzy wiedzą, czym jest przyjemność z jazdy. W dobie wszechobecnej elektroniki zrobili samochód, w którym pachnie czystą mechaniką, smarami i 98-oktanową benzyną. W GT86 nie ma żadnych wodotrysków - tylko to, co najpotrzebniejsze (klimatyzacja, nawigacja, komplet poduszek). Dzięki temu auto jest lekkie i zwarte. Pod maską ma dwulitrowy silnik typu bokser o mocy 200 koni, które też nie stosują dopingu - żadnych turbosprężarek czy innych dopalaczy. Tutaj efekt zależy wyłącznie od obrotów silnika. W dodatku cała moc trafia na tylne koła, co oznacza, że przednie odpowiadają wyłącznie za to, do czego zostały stworzone - nadawanie kierunku jazdy.
Wierzcie mi, że trudno opisać słowami frajdę, jaką daje ten samochód. Każde wciśnięcie gazu, każde wrzucenie biegu, każdy zakręt to niczym nieskrępowana przyjemność. Tym autem można podróżować bez wyznaczonego celu - byle droga była równa, pokręcona jak spaghetti i sucha. Wtedy możecie całkowicie wyłączyć kontrolę trakcji i poczuć, jak doskonale wyważone jest to auto. Redukcja biegu, więcej gazu w zakręcie i - po odrobinie wprawy - w kontrolowanym poślizgu odkrywacie, że świat oglądany przez boczną szybę wygląda zupełnie inaczej, niż sobie wyobrażaliście. Tego auta się nie prowadzi. Tutaj kierowca staje się jego częścią, jednym z jego trybów.
Jeżeli macie dużo umiejętności i mało rozsądku, polecam wyłączenie kontroli trakcji na mokrym asfalcie. Poczujecie się, jakby w waszych spodniach ktoś umieścił laskę trotylu - każde dodanie gazu na zakręcie oznaczało będzie groźbę odpalenia lontu. Wystarczy krótka przejażdżka, a pierwszy napotkany patrol policji zaprosi was na badanie na obecność w organizmie narkotyków. Wszystkich naraz.
Toyota zbudowała cudowny lek na stres, fantastyczną maszynkę do sprawiania przyjemności za rozsądne pieniądze. W dodatku nie ma ona konkurencji, bo wszyscy pozostali producenci oferują w tej klasie wyłącznie podrasowane hatchbacki z napędem na przednie koła, które cieszą tylko wtedy, gdy stoją zaparkowane przed domem. Jeżeli zatem macie do wydania ok. 100 tys. zł i nie macie dzieci, to jeszcze dzisiaj pędźcie do salonu Toyoty. A jeżeli dzieci już macie, to sprzedajcie je Eltonowi Johnowi i za zarobione pieniądze kupcie sobie dwie sztuki GT86. Jedną perliście białą, drugą - smoliście czarną. Ta druga wydaje mi się nawet odrobinę szybsza...
@RY1@i02/2012/218/i02.2012.218.18600070e.803.jpg@RY2@
@RY1@i02/2012/218/i02.2012.218.18600070e.804.jpg@RY2@
Łukasz Bąk, zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Łukasz Bąk
zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu