Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

"Prawie" jednak nie robi różnicy

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

W komunizmie nie było rzeczy lepszych i gorszych. Wszystko kosztowało, smakowało i wyglądało tak samo - salceson, smalec, turystyczna w puszce etc. Nawet w przychodniach i aptekach traktowano nas sprawiedliwie - zależnie od tego, którą stroną lubiliśmy przyjmować leki, mogliśmy wybierać wyłącznie między vibovitem a czopkami. Nie dość, że wybór był mały, to jeszcze tego, co do wyboru, było mało. Ale miało to także swoją dobrą stronę - nasz świat był wolny od zazdrości. Sąsiad nie wypominał sąsiadowi, że ten podciera się papierem trójwarstwowym, podczas gdy on sam - ściernym. Wszyscy piliśmy taką samą wódkę, chyba że akurat szwagier miał w garażu małe laboratorium i zaufanego dostawcę ziemniaków. Wczasy? Pół Polski na ogródkach działkowych, drugie pół - na wsi u dziadków.

Dziś, w kapitalizmie, życie jest znacznie bardziej skomplikowane. Spróbujcie wybrać sok jabłkowy. Możecie mieć taki za 1,99 zł wyciśnięty z ogryzków papierówek albo za 10 zł powstały z odmiany rosnącej wyłącznie na południowych zboczach góry Tajumulco w Gwatemali. Wódka? Pięciolitrowa bańka pod postacią płynu do spryskiwaczy za 15 zł albo coś z górnej półki - po 100 zł za pół litra. No i te nieszczęsne wczasy. Jeżeli macie odpowiednio gruby portfel, skorzystacie z usług jednej z tych firm, które oferują zwiedzenie Afryki wzdłuż i wszerz na grzbiecie jakiegoś Masaja. A jeżeli dysponujecie mniejszym budżetem, polecicie do Szarm el-Szejk z biurem podróży, które zbankrutuje minutę po tym, jak wystartujecie z Okęcia.

Zdarza się jednak, choć rzadko, że za mniejsze pieniądze można kupić coś równie dobrego albo tylko nieznacznie gorszego niż oryginał. Dotyczy to przede wszystkim samochodów. Kilka tygodni temu opisywałem w tym miejscu wrażenia z jazdy porsche 911 carrerą S cabrio wartą w wersji podstawowej ok. 600 tys. zł. Była cholernie szybka i podnosiła ciśnienie do wyższych poziomów niż Natalia Siwiec. Dziś chciałem wam przedstawić auto, które kosztuje mniej niż połowę tego, ile porsche, ale gwarantuje równie dużo emocji co ono. Poznajcie bmw Z4 w wersji sDrive35is.

Oczywiście kwota 265 tys. zł za samochód, który jest równie praktyczny w codziennym użytkowaniu jak pęknięta prezerwatywa i mieści tylko dwie osoby, większości z was wyda się absurdalnie wysoka. Ale załóżmy przez chwilę, że jesteście singlami z wyboru prowadzącymi dobrze prosperujący biznes. Co wtedy kupujecie - 400-metrowy dom na wsi czy raczej apartament w centrum metropolii? Większość z was wybierze tę drugą opcję, więc nie rozumiem, czemu w podobnej sytuacji zamiast Z4 99 proc. z was kupuje wielkie luksusowe SUV-y. - Choćby dla bagażnika i komfortu jazdy - odpowiecie zapewne.

Otóż zapewniam was, że Z4 jest wystarczająco komfortowe - nawet po kilkuset kilometrach nie poczujecie zmęczenia. Gdy jego dach akurat wisi nad waszymi głowami, w bagażniku upchniecie nawet 310 litrów pakunków, co w przypadku auta klasyfikowanego jako roadster uznać można za bardzo dobry wynik. Są tu także bardzo wydajna klimatyzacja, porządny sprzęt audio, nawigacja, skóra, świetne wykonanie, podgrzewane fotele i metalowy dach, dzięki któremu nie będziecie mieć zmartwień znanych większości pozostałych właścicieli kabrioletów. Problem może stanowić jedynie zajmowanie miejsca za kierownicą. Jeżeli macie daleko do salonu BMW, a chcielibyście sprawdzić, jak to jest dostać się do środka Z4, spróbujcie wsiąść do pralki albo piekarnika.

O tym, jak jeżdżą samochody BMW, piszą już nawet w szkolnych podręcznikach. Że niby mają najlepsze układy kierownicze, że dają fantastyczne czucie drogi, że sprawiają niebywałą radość kierowcy. Tak, to wszystko prawda. A w Z4 została jeszcze pomnożona przez dziesięć. Tego auta się nie prowadzi. Z tym autem człowiek się jednoczy. Ono wciąga go w swoje tryby i mówi: "Będziesz jednym z moich 340 koni. Tylko od ciebie zależy, jak nas wykorzystasz". I tak możecie jechać łagodnie, bezpiecznie, przewidywalnie, spalając średnio 11 - 12 litrów. Albo włączyć tryb sport, całkowicie dezaktywować kontrolę trakcji i zamienić tylne opony w chmurę dymu, przez którą połowa lokalnych aktywistów ekologicznych trafi na OIOM. Dodanie gazu w ciasnym zakręcie powoduje, że zaczynacie oglądać świat przez boczną szybę. Ale jeżeli z mlekiem matki wyssaliście choćby parę kropel bezołowiowej 95, szybko nauczycie się kontrolować wychylenie tyłu. A wtedy dojdziecie do wniosku, że nie ma w życiu lepszej używki. Nawet wódka z Czech nie da wam takiego kopa jak Z4. Ten wóz jest prawie tak dobry jak porsche. A jak weźmiecie pod uwagę jego cenę, to w tym wypadku "prawie" nie robi żadnej różnicy.

@RY1@i02/2012/184/i02.2012.184.18600100a.803.jpg@RY2@

@RY1@i02/2012/184/i02.2012.184.18600100a.804.jpg@RY2@

Łukasz Bąk, zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj

Łukasz Bąk

zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.