Do Londynu nie jadę na wycieczkę
Z Damianem Janikowskim , wicemistrzem świata i Europy w zapasach (styl klasyczny, kat. 84 kg, Śląsk Wrocław) rozmawia Świętopełek Glegoła
Pana debiut na igrzyskach już dzisiaj. Jak wyglądały ostatnie przygotowania?
Byłem na obozie w Spale, czyli tam, gdzie zwykle się przygotowujemy przed ważnymi zawodami. W końcowym etapie skupiam się na tym, by nabrać świeżości, więc treningi nie były zbyt katorżnicze: półtorej godziny dziennie, czasem godzinka z hakiem, rozgrzewka, trochę gier ogólnorozwojowych, ćwiczenia na szybkość. Do tego intensywnie pracowałem nad zbiciem wagi.
Startuje pan w kategorii do 84 kg, dużo jeszcze zbędnego balastu zostało?
Cztery do pięciu kilogramów, ale nie należy się tym zbytnio przejmować. To normalne zjawisko. Mam oczywiście przygotowaną dietę, a upały dodatkowo pomagają. Pilnuję również tego, żeby organizm był dobrze nawodniony.
Ale to już ostatnie chwile spokojnych przygotowań.
Dokładnie. W czwartek 2 sierpnia byliśmy w Warszawie, gdzie składaliśmy ślubowanie. Następnego dnia rano wsiedliśmy do samolotu do Londynu.
Rywale też nie próżnują. Jest ktoś, na kogo szczególnie nie chciałby pan trafić?
Nie bawię się w takie rzeczy. W mojej wadze jest 19 - 20 zawodników, wszyscy ciężko pracują. O tym, kto okaże najlepszy, będzie decydowała w dużej mierze dyspozycja dnia. Każdego ze startujących stać na to, by stanąć na najwyższym stopniu podium.
Tylko dwóch Polaków będzie reprezentowało nasz kraj w zapasach, tym drugim jest pana klubowy kolega ze Śląska Wrocław Łukasz Banak (kat. 120 kg). Złapał pan z nim kontakt?
Świetnie się dogadujemy. Teraz spędzamy ze sobą dużo czasu, razem trenujemy, mamy nawet wspólny pokój. Bardzo się wspieramy. Będziemy swoje walki rozgrywali tego samego dnia. A potem razem będziemy się cieszyć lub razem smucić.
Zabiera pan ze sobą sparingpartnera czy w Londynie będą już tylko ćwiczenia siłowe i na manekinach?
Na całe szczęście mam Tadeusza Michalskiego, który przyleciał z nami i będzie ze mną trenował. Trzeba przyznać, że tutaj związek stanął na wysokości zadania.
Wie pan już coś o kompleksie, w którym będziecie toczyli zmagania?
Byliśmy na jednych zawodach w Londynie, zrobić mały rekonesans, więc sama hala ExCeL nie powinna być żadnym zaskoczeniem. Natomiast wioskę olimpijską poznamy dopiero teraz. Nie powinno być problemów z aklimatyzacją.
W samolocie do Londynu znajdzie się miejsce dla pana dziewczyny?
Niestety, ona najprawdopodobniej zostanie w Polsce, ale na pewno razem z moją rodziną będzie mi bardzo mocno kibicowała przed telewizorem.
Muszę też zadać pytanie bardzo niewygodne dla większości sportowców: na jaki wynik pan liczy? Kibice wierzą w pańskie miejsce na podium.
Na pewno stać mnie na medal, to w pełni pokazały ostatnie imprezy w moim wykonaniu. Jestem jeszcze młodym zawodnikiem (23 lata - przyp. red.), ale do Londynu na pewno nie jadę tylko na wycieczkę. Więcej obiecać nie mogę, na matach może się zdarzyć wszystko.
Dobry wynik na igrzyskach byłby wielką szansą.
Oczywiście, to furtka do ogromnych możliwości. Zawsze tak jest z sukcesami na wielkich imprezach jak mistrzostwa świata czy igrzyska olimpijskie. To jest jednak temat, do którego możemy wrócić, kiedy olimpiada się skończy.
Próbował już pan swoich sił w MMA, z dobrym skutkiem. Chodzą słuchy, że gdyby nie powiodło się panu w Londynie, to jest pan gotów na przebranżowienie.
MMA to raczej daleki temat. Trenuję i będę trenował, ale głównie dla siebie, bo sprawia mi to przyjemność. Sportowo jestem w 100 procentach skoncentrowany na zapasach.
@RY1@i02/2012/151/i02.2012.151.00000150e.802.jpg@RY2@
AFP/East News
Dzisiaj jestem w 100 procentach skoncentrowany na zapasach - mówi Janikowski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu