Historia pieniądza z kantami i zakrętami
Skąd się biorą pieniądze? Wiadomo, drukuje je (lub wybija) mennica na polecenie władz publicznych. Ale skąd władze publiczne wiedzą, ile pieniądza trzeba wpuścić do obiegu? Tak, żeby nie było go za dużo i nie zaczął gwałtownie tracić na wartości, ale jednocześnie jego niedobór nie wysuszył gospodarki? Zeszłoroczny laureat ekonomicznej nagrody Nobla Thomas J. Sargent oraz analityk Banku Rezerw Federalnych Francois Velde odpowiadają na to pytanie, zabierając czytelnika w podróż, w jakiej jeszcze nigdy nie brał udziału. Fascynującą i erudycyjną wyprawę przez ostatnie tysiąc lat monetarnej historii zachodniego świata.
Trafiamy więc najpierw na dwór Karola Wielkiego, a potem monarchów Francji czy Hiszpanii oraz do handlujących na potęgę i kwitnących gospodarczo włoskich państw miast. Sargent i Velde próbują odtworzyć i zrozumieć dylematy, jakie towarzyszyły ówczesnym jurystom, filozofom i dyplomatom (ekonomistów jeszcze wówczas nie było), którzy zajmowali się organizacją pierwszych obiegów pieniężnych: z jakiego kruszcu powinna być moneta, kto powinien ją wybijać, jak uniknąć nagminnych fałszerstw? To jednak dopiero początek.
Im dalej w las, tym więcej problemów, i to coraz trudniejszych do rozwiązania. Jednym z nich jest paradoks dotyczący tytułowych drobniaków. Przez wiele stuleci pod każdą szerokością geograficzną - od Florencji po Imperium Osmańskie - występowały okresowe niedobory monet o niskich nominałach. Jednocześnie te same drobniaki uporczywie traciły na wartości w stosunku do monet o wyższych nominałach, przynosząc kosztowne społecznie fale inflacji i wielkie kryzysy polityczne. Jak dochodzi do tego, że tanieje rzecz, której brakuje, i w jaki sposób można ten proces kontrolować - to zagadnienie stanowi oś narracji Sargenta i Veldego.
W miejsce średniowiecznego i renesansowego chaosu pojawiają się pierwsze zasady. Są one wynikiem debat brytyjskiego oświecenia, mocno zorientowanego na ekonomię. Biorą w nich udział takie tuzy intelektu, jak John Lock czy Izaak Newton. Swoje trzy grosze dorzucają też młode Stany Zjednoczone czy XIX-wieczne Niemcy jednoczące się najpierw walutowo, a dopiero potem politycznie. W tym miejscu widać już doskonale główne przesłanie książki Sargenta i Veldego: polityka ekonomiczna (a zwłaszcza monetarna) to jeden wielki proces uczenia się. Popełniania i naprawiania błędów. Ta ostatnia konstatacja dodaje książce aktualności. Wprawdzie wydana została w 2001 r., kiedy euro było jeszcze w fazie embrionalnej, ale czytając ją dziś, trudno nie odnieść się do monetarnych paradoksów współczesnej Europy. Praca Sargenta i Veldego niesie trochę pokrzepienia. Pokazuje, że nawet jeśli dziś jesteśmy w ślepej uliczce, nie znaczy to, że utkwiliśmy w niej na zawsze.
Na koniec godzi się opatrzyć tę recenzję praktycznym objaśnieniem. "Wielki problem drobniaków" to książka trudna. Nie jest ona barwną gawędą o historii pieniądza. Jeśli ktoś szuka takich publikacji, niech lepiej sięgnie po książki Nialla Fergusona czy Stefana Bratkowskiego, które ukazały się ostatnio na polskim rynku. "Wielki problem..." to dzieło dwóch wytrawnych ekonomistów, którzy mając do wyboru wzór albo barwną anegdotę sięgną bez cienia wątpliwości po to pierwsze. Nie zależy im na nadmiernym upraszczaniu. Przeciwnie, celowo wyszukują paradoksy i wyjątki. Ich narracja pełna jest kantów i zakrętów. Podobnie jak prawdziwa ekonomia. Niekoniecznie jest to więc lektura do poczytania na plaży. Ale po powrocie z urlopu już jak najbardziej.
@RY1@i02/2012/145/i02.2012.145.18600120a.802.jpg@RY2@
Thomas J. Sargent, Francois R. Velde, "Wielki problem drobniaków", Kurhaus Publishing, Warszawa 2012
Rafał Woś
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu