Włoska robota
Kojarzycie gwiazdy ze słynnymi imionami ludzi kina wyryte na chodniku w Hollywood? Gdy byłem w Los Angeles, skakały po nich dzieci przebrane za Harry’ego Pottera, upalony rastafarianin sprzedawał płyty, stojąc na Clincie Eastwoodzie, a w sąsiedztwie The Beatles był sklep, w którym można kupić miniaturkę penisa Brada Pitta. Takie jest Hollywood - w telewizji wypada imponująco, w rzeczywistości okazuje się tandetne.
Identycznie sprawy się mają z amerykańskimi samochodami. Kiedy pierwszy raz zobaczyłem chryslera 300C, chciałem go mieć - budził respekt, a ja lubię takie auta. Wystarczyło, że do niego wsiadłem, a wiedziałem, że na europejskim rynku odniesie klęskę. Powiedzieć o jego wnętrzu, że jest tandetne, to mało - wykonano je z plastiku przetopionego z pudełek po tic-tacach.
Jednak w ubiegłym roku coś się zmieniło. Chryslera kupił Fiat, postanowił zrobić z modelu 300C porządną limuzynę i sprzedawać ją w Europie pod zupełnie inną nazwą - Lancia Thema. Innymi słowy, szczupła, zadbana, włoska modelka wyszła za mąż za spasionego, bankrutującego tandeciarza z Ameryki z altruistycznym zadaniem wyprowadzenia go na prostą. Efekt: nie schudł ani kilograma, ale teraz ma garnitur od Armaniego i zachowuje się jak miliarder, którego stać na mieszkanie w Beverly Hills.
Thema bazuje na płycie starego Chryslera 300C i nawiązuje do niego stylistyką nadwozia, ale całą resztę Włosi zrobili po swojemu. Zacznijmy od wnętrza - aby je wykończyć, wybito wszystkie krowy w Arizonie, bo skórą obito nawet deskę rozdzielczą. Oprócz niej występuje tu naturalne drewno, a całość zmontowano tak solidnie, że po zdetonowaniu w środku granatu wystarczy zwykłe odkurzanie wnętrza. W centralnym miejscu umieszczono dotykowy ekran, który jest większy niż telewizor w moim salonie - za jego pośrednictwem obsługuje się nie tylko nawigację, ale także sprzęt audio, klimatyzację, a nawet roletę przeciwsłoneczną tylnej szyby. Wszystko to jest bardzo praktyczne i intuicyjne, ale rodzi pytanie - a jeżeli komputer pewnego dnia odmówi posłuszeństwa?
Wiele osób, które posiadały kiedykolwiek lancię, wie, że niektóre modele tych aut częściej jeżdżą na lawetach niż na własnych kołach. Thesis mojego znajomego psuła się szybciej niż mleko. Ale Thema ma być inna. Składają ją mechanicy amerykańscy, a tym - w przeciwieństwie do włoskich kolegów - nie można pić wina i urządzać bunga-bunga w godzinach pracy. To powinno wyraźnie wpłynąć na jakość aut Lancii.
Przejdźmy do zawieszenia i układu kierowniczego, które są znacznie lepsze niż w Chryslerze, ale nadal sporo gorsze niż u niemieckich konkurentów. Ale Thema jest też autem o zupełnie innym charakterze niż one - ma imponować wyglądem i komfortem, nie prowadzeniem. Nie udaje sportowca, mimo że można ją zamówić z 3,6-litrowym silnikiem benzynowym o mocy niemal 300 koni mechanicznych. Nie sądziłem, że kiedykolwiek to napiszę, ale ten silnik pasuje do tego auta znacznie bardziej niż diesel. Ze względu na piękne brzmienie, osiągi i - uwaga, uwaga - spalanie! Na odcinku 130 km, z czego 35 prowadziło przez duże miasto, reszta autostradą, średnie zużycie paliwa wyniosło 8,8 l. To naprawdę świetny wynik jak na auto o gabarytach czołgu.
Na koniec zdejmę trochę lukru z tego pączka i napiszę o fotelach, które są płaskie jak deska, przez co nie dają żadnego podparcia bocznego. A także o tablicy z zegarami: są one jedynym elementem sugerującym, że Thema ma amerykańskie korzenie. Są tandetne.
@RY1@i02/2012/106/i02.2012.106.18600100a.803.jpg@RY2@
materiały prasowe
@RY1@i02/2012/106/i02.2012.106.18600100a.804.jpg@RY2@
Łukasz Bąk, zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Łukasz Bąk
zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu